Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Zygmunt Flis, Chodzenie po linie

Zygmunt Flis


Zadymione dyskoteki, zagraniczne przedsiębiorstwa

Sięgałem po coś do półki a wyciągnąłem Chodzenie po linie. Z zainteresowaniem rzuciłem okiem, bo nie miałem tego w ręku od niepamiętnych czasów i okazało się, że wciągnęło mnie bez reszty na kilka dni. Podczas lektury zdałem sobie sprawę, że ten tomik był jednym z pierwszych, jakie miałem niekłamaną przyjemność przeczytać poza poezją proponowaną mi jak dotąd przez naszą oświatę. Oprócz Zygmunta Flisa byli Białoszewski, Tadeusz Różewicz, Jerzy Chłodnicki[1]...taki zielonogórski poeta i była Lipska. Tak to zapamiętałem. Flis i reszta uświadomili mi, że poezja nie musi podlegać rygoryzmom i jest w gruncie rzeczy pojemną dziedziną sztuki, dziedziną sztuki, która zaczęła mi się o zgrozo podobać, bo poczułem, że w jakiś w sposób również mnie dotyczy. Zauważyłem, że nie musi być tylko uduchowiona i napompowana, ale może również traktować o codzienności czy szerzej: o rzeczach mi nieobcych. A zatem ni mniej, ni więcej poezja stała się dla mnie atrakcyjnym towarem (tak, od tej pory poświęcałem na nią część swojego kieszonkowego).

Julio jakiekolwiek masz imię/ uciekaj z zadymionych dyskotek/ gdzie nagie światła/ walą jak kamienie/ gdzie nikt nie wie/co znaczy miłość/ bo nie można tego wyczytać/ z podręcznika o spółkowaniu/ ani z nieuważnie przeglądanych/ programów radia telewizji i kina(..). Chyba nie ma się co dziwić, że takie frazy chwyciły mnie wówczas kilkunastolatka za serce. Zygmunt Flis bowiem używa kodu niewątpliwie bardzo atrakcyjnego dla współczesnego człowieka: ciasne autobusy, przepełnione restauracje, zagraniczne przedsiębiorstwa, okrutny szef w pracy, łysi urzędnicy i niezapłacone raty za życie. Właśnie współczesny człowiek i jego przepisowe, unormowane, przeciętne i pozbawione wzniosłości życie jest głównym tematem tego tomiku: Wołasz do niego/ Człowieku człowieku/ Nie wie że o niego chodzi. Pisze Flis: Nie ma już piekła/ Uciekło nawet z pustych kościołów/ gdzie Pan Bóg przez głośniki/ nadaje jazz lub sprawozdanie/ z meczu piłki nożnej/ Apostołów jest szczęściem dwunastu/ jeden rezerwowy siedzi na ławce/ ma lekką kontuzję/ można z nim pomilczeć/ lub krzyczeć/ Lato gola/ gola. I ulubionymi zajęciami aniołów okazują się wspinaczka po szczeblach kariery albo chowanie się po ludziach, Judaszów też zaczęło brakować, bo tak mocno są zajęci gdzieś w życiu. I pomyśleć - wszystko przez wydarzenia w raju, nie przez zakazany owoc jednak a dlatego, że Adam i Ewa Mieli wszystko tak/ że nie umieli po prostu niczego pragnąć/ i może wtedy/ zatęsknili nagle/ do rannego naszego wstawania/ w jesienny słotny ranek/ aby ani minuty/ nie spóźnić się do pracy. Tak czy owak skończyło się w podobny sposób. Ale nie wszystko jeszcze stracone, jest nadzieja - w wierszu o przewrotnym tytule „powroty niemożliwe” poeta przekonuje:

I będzie wszystko tak jak chcesz
w nieprzeczuwanych chwil salonach
Przegrani w życiu będą znów
jak zmartwychwstały ktoś kto skonał
z bólu wyrzeczeń ciosów zdrad
i daremności każdej chwili
i zaczną życie piękne tak
jakby dotychczas tu nie żyli
Odnajdą gwiazdę dobrych wróżb
na najwspanialszym z wszystkich niebie
nawet sens życia znajdą też
a może może nawet znajdą siebie
I zaistnieje wszystko znów
w porywie walce i uporze
wszystko najlepiej wszystko tak
jak w życiu spełnić się nie może

I tu właśnie, jak wnioskujemy z tego tomiku, poecie przypadła rola szczególna i poeta godzi się na taką odpowiedzialność, wprzęgnięty w monotonne, zagracone i niebywale poważne życie, ale doświadczający tego, że Odeszliśmy od strachu przed ciemnością/ i wylizywania po kryjomu cukru/ proca i kamień nie pasują do dojrzałości/ coraz gorzej pamiętamy/ co chcemy zapomnieć/ żadne płoty nie zasłaniają świata/ choć jesteśmy przykuci/ do powszedniego dnia/ jak do taczki/ a nie do wystrojonych niedziel (...). To poeta ma przywilej ratowania porażek goryczy miłości i uniesień, przechowywania ich w - będących na miarę zastanej rzeczywistości - wierszach. Oddajmy więc mu głos: Niewielkie są nasze wiersze/ jakby wygłaszane zdyszanym głosem/ wiecznie zabieganego człowieka/ w sklepie rybnym (...)/ lub na przystanku/ między przyjazdem przepełnionego autobusu/ a awanturą w przejściu/ Niewielkie jak krajobrazy/ oglądane z naszych okien/ z ciasno ustawionych obok siebie bloków(...). Dużo generalnie w tym zbiorze wierszy o samych wierszach. Jakby Flis mierzył się z istotą poezji i dochodził do wniosku, że tylko wtedy ma sens, gdy – tak to odczytuję – użyta jest niejako w obronie człowieka i wartości. Hiroszima, tragedia uwięzionych pod ziemią górników, masakra podczas rozruchów i Monte Cassino. Nie stroni Flis, ten humanista, od ważnych tematów. Tylko docierpiane i dokochane słowo/ jest prawdziwe. Odpowiednio przeżyte – ja dodam od siebie, czytając na stronie 50: Słowo(...)/ bądź niedoskonałe jak realizacja naszych postanowień/ Bądź pełne obaw słabości i lęku/ jak człowiek/ I jak on nieśmiertelne. Ale poezja niesie też pewne niebezpieczeństwa, uczciwie poinformujmy słowami twórcy: (...)albo wyjść/ z któregoś piętra samotności/ najlepiej gwałtownie/ i na oczach tłumu/ Niech mają o czym mówić/ przecież jest po coś/ poezja/ I może wtedy/ z trzymanego w dłoniach słowa/ popłynie żywa krew. Autor przywołuje kilkakrotnie postać Stanisława Piętaka, poety, który przypomnijmy popełnił samobójstwo rzucając się z okna. Brzemię jest ciężkie i cena czasami zbyt wysoka zdaje się zaświadczać Zygmunt Flis, przywołując również z dużą częstotliwością tragedię Dedala i Ikara a pod tytułem Ikar umieszcza wręcz swoją wersję mitu. W ogóle w tomiku tym sporo mamy odwołań antycznych - Antygona,Sofokles, Ofelia, Brutus, Pegaz, poza tym biblijnych - Maria, Jezus, Jakub, Piotr oraz klasycznych - Faust, Ofelia, Hamlet. I choć dla Flisa owe postacie są częścią naszej rzeczywistości, to jednak siłą rzeczy stawia to te liryki (zauważmy, napisane w sposób niezwykle lekki i przystępny) w bardziej, powiedziałbym, szlachetnym świetle. A w zestawieniu z tym, co zostało w tej (że użyję tego słowa) recenzji przedstawione, to – tak sobie pomyślałem - być może wypełniają one postulaty Zagajewskiego z Uwag o stylu wysokim. Być może. Natomiast jedno jest pewne: podobają mi się jeszcze bardziej niż kiedyś. mat


Zygmunt Flis, Chodzenie po linie, Wydawnictwo Poznańskie, 1978r.

  1. ^ Autor dwóch tomów wierszy: W dziewannie (1974) i Galaktyka (1978)..

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Zygmunt_Flis%2C_Chodzenie_po_linie"

Ostatnio zmieniane o 20:12, 9 marca 2012


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne