Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Zbigniew Milewski

Zbigniew Milewski
Enlarge
Zbigniew Milewski

Zbigniew Milewski (ur. 1969 roku w Sosnowcu) - poeta związany ze Staromiejskim Domem Kultury w Warszawie, członek Związku Literatów Polskich, były członek Klubu Poetyckiego To był naprawdę fascynujący wieczór, współzałożyciel warszawskiej grupy poetyckiej - Konfederacja Poetów Niezdecydowanych. Autor sześciu książek poetyckich, redaktor antologii poetów warszawskich "Miasto Nowego Milenium. Debiuty po 1988 roku". Jego wiersze znajdują się w licznych antologiach, m.in. Warszawskich Jesieni Poezji, "Macie swoich poetów", "Noc Poetów". Laureat wielu głównych nagród w ogólnopolskich konkursach i turniejach poetyckich, m.in. "Nadchodzące Pokolenia", "Łódzka Wiosna Poetów", Warszawska Jesień Poezji, Liścia Konwalii im. Zbigniewa Herberta w Toruniu, im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie (kategoria po debiucie), im. J. Słowackiego za twórczość poetycką w 2014 r. oraz Turnieju Poetyckiego "Autoportret jesienny" w 2015 r. Z wykształcenia prawnik. Mieszka w Warszawie.

Spis treści

Wybór wierszy

Z tomiku "jednego mniej", Warszawa, SDK 1992

z Mariensztatu

urwałem wróżebne liście
z jesiennej wierzby
na Mariensztacie

żółte
wiatr porwał w stronę
Kościoła św. Anny - wyżej
do tronującej Jasnogórskiej Matki
skąd łzawiło wezwanie
do modlitw

w brązowych
nasionach na liściach
zobaczyłem dostojeństwo Zamku
Królewskiego i marzenia pochylonych rodziców
o złotych łańcuchach dostojników
zaszczytach dla synów

pozostałe liście
odliczyłem stojącym poniżej
kamienicom dla kwatery w których znajomi
kupczą młodością za granicą
na Różyckim i Stadionie

rozrzuciwszy
wszystkie liście zmęczony
usnąłem na ławce pod wierzbą
kołysał mnie refren Bracie
twoim domem
jest droga

twoim domem jest droga


Goya maluje ciało Mai nagiej

wdziękiem rzeźbi
niepokój bioder chęć piersi
wśród perfum subtelnych
bez niej


fontanna dla skamandra

przeżyta w plamach rdzy
rozlewam się
wkoło przy rybim stawie

rozlewam
na chłopów brzuchatość
rozlewam
na sprośność dziewuch
spłodzona
kaprysem przegnanego
dziedzica

rozlewam bez emocji
obfitością wody

rozlewam
na pisk topionych
myszy w norach
na spękaną
skórę mej kochanki
brzozy

rozlewam
w oplotach grążeli
na odpowiedzialność
mrugającej
gwiazdy


Odejście hipisów

Odeszli
Święci Bracia.

Nie rozświergotali
wędrownej wierzby. Przekłuli ją
portretami ptaków
jaskółek pliszek wróbli o główkach
wciśniętych w hełmy
żelazne.

Odeszły
Święte Siostry.

Na bielonych ścianach zostały
zamiast gniazd
rozpalone krzyże. Jeszcze
broczą czerwienią
flamastrów.

Odchodzą
Święte Dzieci.

Zostawiają swoje
pd serca
kosztowności. Troskliwie owiniętą
pompkę i drzazgi. Okruchy kleju czyste
torebki foliowe.


jesień

-Iwonie Tondys

na wieś zajechała jesień
stara panna
mówią że choć bogata i ładna
nie potrafi kupić kochanka
co by ramieniem objął
w posiadanie

wpierw
artystę głuptaka
zaciągnęła w redlinę kartofli
gdzie ją malował żółtą farbą
potem odcieniami czerwieni i brązu
chichotały kartofle aż pogubiły liście
a ona dyszała
w ciężkich klipsach jarzębin

teraz wędruje od chałupy do chałupy
roznosi bukiety białych i liliowych wrzosów

to dla moich tak licznych przyjaciół

a na wsi gadają
że kurwa
że głupi kto nie skorzysta
więc biorę w usta
jak inni
jej twarde i soczyste śliwki
wypluwam pestki

Z tomiku: "Zły Erotyk", Warszawa, Duo Print 1997

zły erotyk

-żonie

miał być cień a

zakwitły kasztany
i noce krótsze
od rwanych oddechów

miał być cień więc
z uporem bydlęcia

obdarowujemy siebie
suchołuską
nie drżeniem konwalii

i zakwitł nam cień


refreny z Kajem

tak tu inaczej. bezustanny
szum samochodów
jak od górskiego potoku.
tak inaczej pąki
wypełniają się zawiązkami
liści kwiatów. tak

oberwać je. oberwać
wszystkie. ustrzelić
szpaka zwiadowcę i tego
następnego. i niebo

zakląć o przymrozki. niech
pokryją pąki. niech
śniegowe burze nie dopuszczą
by ławki zakwitły
zakochanymi. niech

nie będzie wiosny. bo po co
tobie? no po co?

Z tomiku "fajerwerki”, Warszawa, SDK 2005

stosowność cienia

myśl-

nik kropka
.wyszedł przez
biel chmurki
haftem anielskim
z kordonkiem

.i po pełni.  
myśl - trąbią
kwiaciarki

całe naręcza nutek
i basy kalii.
motto: "więcej światła
pomniejsza widzenie"
Cz. Miłosz



never ending nogi

wydłuża się noga zawsze miałaś
długie nogi zwiewne miniówki
niczym proporce na masztach  
wisiały wysoko nogą sięgasz dalej

już jest tylko ściana dalej tylko
jest przenikanie tak przenikanie
dalekie od twojej nogi jakieś tam
jest rozwiązaniem jak zwidzenia

znasz ich imiona kojarzysz z psem
wyprowadzanym na spacer bo psy
są ważniejsze niż my a z resztą to
znikanie tych spacerujących nóg

gdzieś za zakrętem gdy mechaniczne
języki wiatraka mogą mielić tylko
ciszę myśli z radia i nie mają sił
obrócić swych łopat nawet dla nogi

zamykają się oczy zamykają się
w doniczkach liście zamyka się widok
tych cholernych nóg wszędzie tylko
słońce i żółć


higieniny powtórnie poprawione

za oknem pada od rana i ja padam
od zaległości w radiu puszczają łzy
(potworny jak kac po raz pierwszy)
naprawdę nie należy tak bez analizy
uprzedniej śliny pić z jednego
kubeczka nawet znajomej
dobrze

ciszej i ciszej od budki już wiem
co znaczy nie wszystkiego należy
doświadczyć mimo tylu lat
stary a głupi (świętej pamięci babcia
miała rację mówiła patrz na innych
pomyśl po co ci to wszystko na własnej
skórze odmierzać) czas taki

nie do opisania pomylenia jak te
radiowe murzyńskie jakieś sexy lady
w tempie ekspresowym w toalecie
zwieracze wszystkie pod kontrolą
po kolei luzowały (tu nie będę
po koszykarsku opisywał szczegółów
a pozostanę

ogólnie abstrakcyjny) duża ulga
gdy głos goni za cieniem więc za nim
podśpiewałem sobie
o Ojcze

w niebie nie wyglądam zbyt
pięknie czeka do spuszczenia dużo wody
i papier (kiedyś wystarczał
rulon szorstki nie taki jak ten różowy
i w motylki bibelot) esteta się odezwał
we mnie taki drobiazg

niby do ozdoby wnętrza ale jeżeli jesteśmy
w temacie papieru to niedługo nikt go
nie będzie używał nawet do wyznań a radio
się rozerotyzowało więc dostrajam się
pod francuskie u la la i
com si com si
com sa

Z tomiku "Zagrabki", Warszawa 2012

Hi, hi

Pod drzewem leży pijany starzec. Mijam
go podglądając z pekaesu. To golas,
chociaż jest kimś ważnym. Nauczyciel.

Wkoło niego śmieją się małe uczennice,
przykładają paluszki do penisa i mierzą.
A miejscowe ciotki są bardzo zgorszone.

Hi, hi podskakują na siedzeniach. Umawiają się
na sumę, ciekawe co na to proboszcz. Hi, hi
w niedzielę jest czytanie o córkach Lota.


Konina

Jest niedziela. Wczoraj trzeba było dorżnąć
starą Baśkę, która jeszcze przed słabością
i złamaniem pęcin dała radę zaorać
kamienisty ugór za wsią, ojcowiznę,
której fater nie chce sprzedać, gdyż obiecał
ją utrzymać. Boże, tak chcę stąd wyjechać.

Tu najlepszym plonem tylko są kamienie,
nawet ich pilnować trzeba, bo rozbierają
na budowę domów i cmentarne pomniki
- najładniejsze groby nimi są obłożone.

Wiosna kwitnie pełną piersią na pochówkach,
tam jest najżyźniejsza ziemia. Dzwonią na mszę,
a musimy skończyć siew w odświętnych gajerkach,
nim ktoś nas zobaczy. Ojciec każe ciągnąć
przerdzewiały siewnik. Boże wybacz tę skargę

i to, że my tutaj, zamiast na mszy i że
brat się cieszy na wyżerkę ze świeżej koniny.


Zaskoczeni pełnią

Wyszywane dżinsy kwitną i prześwituje
biel w ich dziurach. Pąki przebijają się pod
bluzą, zaczynają rosnąć kiełki sutek,
mrowią oczy i podbrzusze. Wilgoć na palcach
jak wczorajsza noc zamarzła. O tej porze
była wiosną z pierwszą krwią w zawiązkach. Skrzydełka
ciągną posklejane loki chętne na podryw


* * *

Pachnie się groszkiem

kwiat pachnie. Pracuje
na pszczoły. Bzyczą.


Powrót do sadu jak smutek.

Niosę po śniegu z płatków jabłoni
zimne wspomnienie na rękach
w futrze zbyt gęstym na wiosnę,

Obok wybitej w pospółce jamy
pełnokwiatowy rododendron,
fiolet rozsadza różowe pąki.

Żegnam czekania przy bramie
mamę przekwitły sad kolejny kamień
jakby węgielny wzmocnioną straż
cieni do których powrócę za późno


W mitenkach- pantum

Nie lubię tego miasteczka!
Tu ludzie udają, że są.
Na stacji pociągi stoją dłużej,
czekają na podróżnych i miejscowych, by zdążyli.

Tu ludzie udają że są!
Dziewczyny znikają w pobliskich domkach,
czekają na podróżnych i miejscowych, by zdążyli
z nimi - jak Róża Pe. z lokalnej legendy.

Dziewczyny znikają w pobliskich domkach,
niewidocznych jak one. Zostawiają ślady w pamięci,
z nimi jak Róża Pe. z lokalnej legendy,
jestem dla przyjezdnych,

niewidocznych jak one. Zostawiają ślady w pamięci!
Nie lubię tego miasteczka!
Jestem dla przyjezdnych,
gdzie na stacji pociągi stoją dłużej!

dla Ewy Brzozy–Birk


Przy torach

To nie jest samobójca. Płynie z niego krew,
nie woda. Ma przypisaną liczbę słońca 5,
a tacy są pod opieką nieba. Kuba od dziecka
lubił pociągi. Nad przepaściami projektował
i budował mosty dla ciągnących wagony,
coraz dłuższe. W głowie słyszał ich śpiewy.
Para z komina lokomotyw łączyła się z chmurami.

Dziś jest motorniczym. W nocy miał widzenie.
Był wielkim parowozem. z wagonami pełnymi
skrzydlatych pasażerów. Zanim wjechał w tunel
Bóg wykoleił mu tory i ułożył wygodnie

przy szynach. -Jeszcze nie czas Kuba na Twoją drabinę.
Ty sobie odpocznij na prawym boku, by nie przeciążyć
serca. Niedługo na sygnale przyjadę po Ciebie.


W butach z Arkadii

Rano wstaję, to chyba nic dziwnego
chociaż dzisiaj modnie jest mówić:
Rano kładę się spać. Na ulicy gwar
jak w biblijnych opisach pierwszych
miast i rodzin. Nie mam na imię Adam

chociaż chodzę z Ewą. Spotykamy się,
nawet często, w galerii butów Arkadii
gdzie mierzy chyba kolorowe imitacje
trzewików koniecznie z wężowej skórki.
Pierwsza żona Adama, pomijana Lilith

była wężem. W kabale nazywa się Białą
Boginią lub Damą. Ci co kładą się spać
nad ranem nie wiedzą że w dzień należę
do Ewy, a nocą spaceruję po wężowych
mostach. Kwitnę plamiąc prześcieradła.


Po słowie

Na początku był cytat, więc bez posądzenia
o świętokradztwo mówił jej słowo i stała się
historia miłosna ( ochrona danych osobowych )
w mejlach, wierszach niczym w "zapisz zmiany".

Przyszły mąż, ( daj Boże), artysta - prawie cygan,
uczył się od niej języka i myślenia od całowania
do jak być albo nie być cyganem, który nie kopie
studni, lecz wodę ze źródeł pije, jak okradać,

być wyżej, nawet gdy ona nad nim kołysze się
nago. To jest jak kamień węgielny do małżeńskiej
pętli, gdzie wspólne zasupłanie. On lirycznie zaklina,
że będzie podmiotem ich wiersza. Ona po słowie

ograniczyła wszystko do znaku brzucha. I słowa
rozpisały się w zagrabkach – cygański romans

Wiersze niepublikowane w tomikach

Odwrócenie

Markowi Lobo

takie Narodzenie nie może się powtarzać
zwłaszcza dla śmierci. rozchodzimy się, odwracasz
głowę, jakby Narodzenie było karą

dla nas. Znaki Słowa nie dają się zniszczyć, zaprawdę
powiadam te powtarzane, święte się nie dają,
pojedyncze- to nie jest problem. ale tu o tym,
co łączy we wspólnotę choć mnie trudno, mnie bliżej

rozproszenia. wyjąć ćwieki, zabijane
w stygmaty Słowa, i celowane w Jego miejsce
by zabić na finał: oto ty, z uśmiechem i drwiną,

choć było w płaczu, tam na wierzchu z radością, w śpiewie
kolędy - zapowiedź żałoby. Znak powtarzać się musi.


posłowie

dzisiaj nie ma potrzeb są projekty różne
stypendialne na życie dietę i układy
w cenie cel przyziemny ścieżki zawodowe

trafiać w księżyc wiedząc że jest za wysoko
udawać że lektury mistrzów ich powtarzanie
stylu w nowych czasach nie jest tym co było

jest luksusem i mistyką darowaną
twórcy który jak bohater z Andersena
wyprostowany idzie dumnie chociaż nagi

za nim orszak i śmiech lecz on pisze
nową baśń współczesną co zostanie po nas


jasnowłosy- sonet włoski

dla Karola Samsela

patrzę w dół z wieżowca. trudno mi uwierzyć
w Jahwe który jest był jak obiecał w ogniu
Mojżeszowi że będzie chronił potomków od ciosów.

jasnowłosy należy do antycznej Grecji

z nudów czyta Manna Czarodziejską Górę,
niepodobny do mnie, Kanaan co uskrzydla się
pod spojrzeniem bossa z iskrzącym się zegarkiem

w oczekiwaniu więcej niż ojcowskie uczucie.

chłopiec czy podobny będzie do dyptamu
gdy jednakowo waży słowo Bóg moneta?
czy bardziej do wiecznego krzewu na Synaju?

dziś zasypiają we mnie pożyczone twarze.
liczę w świetle cienie. w mężczyźnie kobieta
chce karmienia na jutro, które się ukaże.


Policzono

chłopiec wie lepiej, zwłaszcza odrzucany, kroi
jabłko, zjada wypluwając białe pestki
na kremowe mokasyny starszego pana.
złapany za ucho czyści je na bóstwo. uśmiech

i zarobił piątaka. tutaj na przedmieściu
rzadka to okazja. chłopiec chciał podpalić
miasto, spotkać przyjaciela o imieniu
na przykład Jehuda, a przez jabłko policzono
mu więcej, bo Pan zaprowadził go do biura

w złotym wieżowcu. zawiązał na szyi krawat.


* * *

za wybranie trzeba płacić. Jahwe też musiał
za przymierze dać opiekę. objawienia

dzisiaj odbywają się na szczycie wieżowców
z widokiem na stolicę u stóp i mróweczki

dane do znoszenia usług i podatków.
tak powiedział Pan właściciel biura, który

zabrał mnie z przedmieścia i powiedział: Synku
będziesz moim ochroniarzem przed złodziejem.

Bibliografia

Arkusze poetyckie

Książki poetyckie

Antologie (wybór)

Inne

Zobacz w PoeWiki

Linki zewnętrzne

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Zbigniew_Milewski"

Ostatnio zmieniane o 00:42, 11 stycznia 2015


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne