Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Zasada frajdy

Punkt wyjścia: esej Philipa Larkina o "zasadzie przyjemności".

Larkin ubolewa (słusznie!), że czytanie wierszy przestało być rozpatrywane w kategoriach przyjemności odbiorcy ("w takim sensie, w jakim zostawiamy radio włączone albo wyłączamy je" - pisał, odwołując się do podstawowego w pierwszej połowie XX w. medium rozrywki). Zamiast tego, zauważa Larkin, odbiorcy poezji heroicznie nudzą się w imię ubogacania swojego wnętrza lub podziwu dla Sztuki, bądź też są przymuszeni do tego kagańcem Oświaty.

Należy zwrócić czytelnikom przyjemność, nawołuje Larkin, ale sposób, w jaki chce się do tego zabrać jest co najmniej zastanawiający. Już sam opis powstawania wiersza, w którym wymienione są konieczne etapy: pierwszy, kiedy "autor zostaje obsesyjnie owładnięty pewną ideą emocjonalną, do tego stopnia, że jest przymuszony, aby coś z tym dalej zrobić", czy też drugi, kiedy "konstruuje twór słowny, zdolny do odtworzenia tej idei emocjonalnej w każdym, kto zechce go przeczytać, w dowolnym miejscu i w dowolnym czasie", bardziej przypomina opis jakiegoś przykrego, spełnianego z zaciśniętymi zębami obowiązku niż czegoś w jakikolwiek sposób kojarzącego się z przyjemnością. Również kiedy pisze o tym, że konieczne jest wprowadzenie zasady przyjemności do myślenia o poezji, wyobraża sobie tę przemianę świadomości na drodze "masowego obrzydzenia obecnymi koncepcjami", jak również, że czytelnicy "będą musieli częściej zadawać sobie pytanie, czy to, co czytają, dostarcza im dobrej rozrywki" - trochę tak, jakby odczuwanie przyjemności było kolejnym niemiłym obowiązkiem do spełnienia.

Zdaję sobie sprawę, że istnieją osoby, którym czytanie wierszy Larkina rzeczywiście sprawia przyjemność. Co do mnie, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wiersze te powstawały w stanie jakiegoś chronicznego zatwardzenia mentalnego. Że poeta stękał i napinał się, aby dzielnie dostarczyć czytelnikowi przyjemności. A przede wszystkim, że czuł głęboką urazę - do swoich podmiotów lirycznych, do siebie piszącego wiersze i chyba również, z rozpędu, do mnie jako czytelnika.

Nie mam ochoty patrzeć, jak ktoś się katuje dla mojej domniemanej przyjemności. Dlatego twierdzę, że powinnością twórcy, w szczególności poety, jest odczuwanie frajdy w czasie pisania, tak wielkiej, żeby ta frajda miała szansę przenieść się za pośrednictwem układu słów na odbiorcę i wprawiła w stan frajdy również tego ostatniego. Przypuszczam, że właśnie taka frajda (a myślę tu o czymś na miarę ekstazy Dżalaluddina Rumiego i podobnych mu) może stać się zapalnikiem ostrej jazdy emocjonalnej, czyli, jak to obrazowo ujął kol. Pjan "dobra, dobra, dobra, dobra, dobra, dobradobra, dobra, dobradobra, dobradobra, dobra, dobradobra, dobra, dobradobra, won, dobra, dobradobra, dobra, dobradobra, dobra, puść, dobradobra, dobra, dobradobra".

Koleżanka opowiadała mi kiedyś o tradycyjnym sposobie wykonywania muzyki klasycznej w hinduskim Radżastanie: odbywa się to na proszonym przyjęciu z poczęstunkiem, muzycy przychodzą wcześniej i odurzają się konopiami do stadium uniesenia, a następnie ich zadaniem jest wprowadzenie, za pośrednictwem wykonywanej muzyki, w podobny stan również trzeźwej publiczności. Oczywiście nie nawołuję tu w żaden sposób do zażywania środków zakazanych przez prawo, chodzi mi w tym momencie o zasadę, zasadę frajdy. -- Miłosz Biedrzycki

"Dobre teksty nie są przyjemne i łatwe, przyjemne i łatwe teksty nie są dobre. (...) Literatura to mordęga i stres. A także wieczna praca domowa do odrobienia.(...)" - napisał Jakub Winiarski [1] i ja mam nieodparte przekonanie, że taki pogląd niestety statystycznie przeważa. Wydaje mi się, że to podejście wynika z takiego rozumowania: wielkie rzeczy wymagają poświęceń, poświęcenie=cierpienie, ergo wielka literatura = cierpienie i jednocześnie z przeświadczenia, że przyjemność mogą sprawić wyłącznie rzeczy łatwe, czyli małe. Wydaje mi się, że takie podejście do literatury jest ściśle powiązane z filozofią chrześcijańską i jej apoteozą cierpienia i obowiązku. I chyba w jakiś sposób Larkin sobie z tego zdaje sprawę, skoro pisze, że tylko "romantyczny włóczęga (luzak?), który pamięta czasy gdy poezja była potępiana jako grzeszna, może pragnąć zmienić stan rzeczy", czyli przyjemność jednak ma u Larkina jakąś "grzeszną" konotację. -- Monika Mosiewicz

Ta zasada podoba mi się bardziej, niż zasada cierpienia. Pisanie jest swego rodzaju transem, podczas, którego oczywiście można odczuwać cierpienie, gdy wiersz nie chce się napisać przez dłuższą chwilę ale w ogólnym rozrachunku, kiedy zobaczymy, że leży przed nami, czujemy się całkiem nieźle. -- Mateusz M.


Do zobaczenia:

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Zasada_frajdy"

Ostatnio zmieniane o 10:16, 3 stycznia 2008


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne