Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Zasada cierpienia

Spis treści

Wstęp

Nazywam się Milijon - bo za milijony

Kocham i cierpię katusze.

A.Mickiewicz "Dziady" cz. III sc. II

Czesław Miłosz napisał:

Czy poecie można ufać? Z pewnością nie, bo wszystko w nim jest wynikiem zranienia. Jest niby ktoś z raną brzucha, który biegnie trzymając kiszki, żeby nie wypadły. A czy osoba zmuszona ciągle myśleć o swojej ranie może przemawiać rozumnie? W jeszcze innej wersji - od innej strony patrząc - można powiedzieć tak: poeta to ten, kto dając czytelnikom zapisane przez siebie kartki świadomie kłamie, mówiąc "Weźcie, to moje wiersze". Podczas kiedy powinien powiedzieć bez ogródek: "Bierzcie, to jest mój ból, mój strach, mój smutek. A tu macie coś, czego sam jeszcze nie umiem nazwać - to też dla was, może się komuś przyda"

("NaGłos" 21/1995, w cyklu "O byciu poetą")

A inni nie cierpią? Po co innym cierpienie poety? alx d

Skojarzenia

A.Bursa "Poeta"

Tak, tak, to jest pierwsze, co mi się z tym artykułem skojarzyło. alx d
Przez dwa tygodnie wprowadzał Trurl do swego przyszłego elektropoety progamy ogólne; potem przyszło strojenie obwodów logicznych, emocjonalnych i semantycznych. Już chciał prosić Klapaucjusza na próbny rozruch, ale się rozsmyślił i puścił maszynę wpierw sam. Wygłosiła natychmiast odczyt o polerowaniu szlifów krystalograficznych dla wstępnego studium małych anomalii magnetycznych; dostała najpierw czkawki, potem ataku płaczu, wreszcie z największym trudem wygęgała, że życie jest straszne. (...) Potem jakoś poszło; rozchwiał maszynę semantycznie, podłączył generator rymów i omal nie wysadził wszystkiego w powietrze, ponieważ maszyna zapragnęla stać się misjonarzem wśród ubogich plemion gwiezdnych. Wówczas jednak w ostatniej niemal chwili, gdy był już gotów iść na nią z młotem w ręku, przyszła mu zbawcza myśl. Wyrzucił wszystkie obwody logiczne i wstawił na to miejsce ksobne egocentryzatory ze sprzężeniem narcystycznym. Maszyna zachwiała się, zaśmiała się, zapłakała i powiedziała, że boli ją coś na trzecim piętrze, że ma wszsytkiego dość, że życie jest dziwne, a wszyscy podli, że pewno niedługo umrze i pragnie tylko jednego: aby o niej pamiętano gdy już jej tu nie będzie.

/St. Lem "Wyprawa pierwsza A czyli Elektrybałt Trurla"
w: Ratujmy Kosmos i inne opowiadania, Kraków 1966/

"Cierpienia starego Wertera"

są większe

/B.Zadura/

Efekt odnalezienia

Nie zgadzam się, że wszystko jest w nim, efektem zranienia, niekiedy jest efektem odnalezienia (nawet jeżeli złudnego) dobosz

Cierpienie i natchnienie

Jeżeli poważnie potraktować hipotezę mówiącą o tym, że natchnienie jest konkretnym stanem psychofizycznym, to można sobie wyobrazić, że u niektórych autorów stan ten skorelowany jest z okresami gorszej kondycji fizycznej bądź psychicznej, czyli jakoś kojarzy się właśnie z cierpieniem. Można by się doszukiwać ewolucyjnie uzasadnionych przyczyn takiej korelacji: np. że w stanach znacznej frustracji umysł podejmuje twórczość artystyczną niejako dla przeczekania gorszego okresu, czyli że natchnienie byłoby uogólnionym odpowiednikiem reakcji "uciekać" z alternatywnej pary "uciekać albo walczyć".

Inną hipotezą, którą można wziąć pod rozwagę, jest kompensacyjna rola zdolności twórczych u cierpiącego autora. Byłby to uogólniony odpowiednik zasady, że jeżeli ktoś ma jedną nogę krótszą, to z reguły drugą ma dłuższą.

Ciekawym zagadnieniem byłoby też przyjrzenie się, na ile autorzy, u których ewentualnie występuje taka korelacja sami wpędzają się w cierpienie, aby (mniej albo bardziej świadomie) pobudzić u siebie natchnienie. Znane są liczne przykłady, kiedy autorzy dobrowolnie podtruwają się toksynami takimi jak alkohol i podobne środki, co ma jakiś związek z ich dyspozycją artystyczną. Inny znowuż nie napisze kunsztownego sonetu, dopóki wpierw nie wyjdzie z lokalu na ulicę przez (zamkniętą) szklaną witrynę. I tak dalej.

Należy zauważyć, że ceną celowego wywoływania u siebie stanów cierpienia dla pobudzenia zdolności twórczych często jest obniżenie dostosowania (fitness) organizmu oraz zmniejszenie szans na sukces reprodukcyjny - zatem postepujący w ten sposób twórca jest przykładem memobota.

Może nie cierpienie, ale lubię jak w wierszu wyczuć można lekki ból. Lubię się w bólu łączyć, choć bez przesady. W okresie wczesnej młodości, nie powiem, podobała mi się scena z filmu jak Holderlin pisał wiersz na własnym ciele. Jednak nie zgadzam się z opinią , którą usłyszałem z ust jednego poety, że żeby dobrze pisać trzeba przeżywać dramat. Dramacik moim zdaniem już pomaga. Ale nie jest koniecznością natchnienia. Jest cała masa wierszy bardzo kunsztownych, w któych wyczuwam sprawność jedynie. -- Mateusz M.

Pułapka?

Temat do przemyślenia: czy aby hołdowanie zasadzie cierpienia nie wpycha poezji w niszę, tę niszę, gdzie piszący w samotnej intymności celebrują swoje cierpienie?

To jest chyba pytanie retoryczne. Na pewno wpycha. Właściwsze jest pytanie, czy to dobrze, czy źle i jak bardzo źle. alx d

Moim zdaniem to źle.-- M M

Niby tak, ale cierpienie się czasami poprostu pojawia, jest wpisane, nie tylko w piszącego, ale w człowieka, czy dla odmiany hołdowanie szczęściu za wszelką cenę, nie spycha piszącego w niszę, gdzie staje się on "umysłem zniewolnym" przez tą ideę, wynaturzonym? \O/

Nie chodzi mi o to, że nie należy pisać o cierpieniu, chodzi mi o to, że poezja jest postrzegana według tej zasady jako sposób na mówiąc być może nieładnie "kanalizowanie" cierpienia i w ten sposób wpuszczana jest trochę w kanał. Poezja jest traktowana jako rana co za tym idzie sprawa intymna, a wręcz wstydliwa, której hołdować powinno się w osobistym zaciszu, co ją usuwa z przestrzeni jakiejś bardziej publicznej i wspólnej.-- M M

no cóż, chyba nie wiedziałam, że tak jest. z tego, co do tej pory przeczytałam, to więcej poszukiwań odnalazłam, niż cierpienia, ale też więcej czytam poezji niepolskiej, a z polskiej, to też jacyś szukacze bardziej, niż masochiści. zdaję sobie jednak sprawę, że mam, póki co, mały zasób :-D \O/

Wiesz, ja też nie jestem pewna czy tak jest, że zasada cierpienia rządzi, ale zakładając że ma przewagę... (W końcu dywagujemy tu sobie, a nie mówimy o tym jak dokładnie jest) -- 87.205.197.162

Poezja jest traktowana jako rana co za tym idzie sprawa intymna, a wręcz wstydliwa, której hołdować powinno się w osobistym zaciszu, co ją usuwa z przestrzeni jakiejś bardziej publicznej i wspólnej. Nie jestem przekonana, czy to faktyczny powód. W ogóle, cała ta teza z zasadą cierpienia jakoś nie przemawia do mnie. Odbieram to raczej jako stereotyp. Natomiast zastanawia mnie, o której przestrzeni publicznej powyżej mowa. Bo jeśli chodzi o obszar związany z literaturą, to nie zauważyłam, by jakoś specjalnie poezja była spychana w nisze. Jeśli zaś masz na myśli wszelkie inne festyny organizowane na przykład, z okazji dnia miasta, czy chociażby pikniki zakładowe, no to dla mnie jest zupełnie zrozumiałe, dlaczego poezja tam nie występuje jako główna atrakcja. Dzieje się tak z prostych przyczyn, o czym wiadomo od dawien dawna przecież: poezja to wyższa półka w literaturze. A skoro wyższa, to trzeba się bardziej wysilić sięgając po nią - a komu się chce trudzić? Poza tym chyba cały czas pokutuje za szkolne ławy, kiedy to większość odczuwała obcowanie z wierszami jako przymus, a czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci :) -- Joanna B

Nazywam sie Milijon - każdy poeta chce być sławny, a jak inaczej zainteresować czytelnika niż cierpieniem. Od śmiechu jest kabaret. alx d

Otóż to! Cierpienie/nieszczęście jest bardzo medialne, z czego bez ogródek czerpią korzyści środki masowego przekazu. Gdzie się nie okręcić, to najlepiej sprzedają się dramatyczne opowieści, ot, chociażby obserwując blokowe kumoszki, co zauważamy? Ano to, że szaszoszu, bo temu się noga powinęła, a tamtemu zaginęła córka, a pod dziesiątką rak, a na emeryturę trzeba zapierniczać o pięć lat dłużej, ot! same nieszczęścia - a jakie ciekawe! :) -- Joanna B

Jezus Maria, co za wizja, a jak dobrze sprzedaje się Grochola, a to przecież rozweselacz ;) \O/

Rozweselacz? Ale powstający raczej przy udziale nieszczęśliwych przypadków (chociażby „Nigdy w zyciu”), inna sprawa jak autor owe cierpienia przekazuje. No, i czy to jest faktycznie dobra literatura (Film nie spotkał się z pozytywnymi ocenami krytyków, którzy w najlepszym wypadku uznawali go za przeciętny.) -- Joanna B

No ale powieść to trochę inny gatunek. Ludzie czytają je najprzeważniej dla w miarę bezbolesnego zabicia czasu. Wiersze, przynajmniej w obecnym odbiorze popularnym, nie mają waloru bezbolesnego. alx d

Odbicie

Zasada frajdy

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Zasada_cierpienia"

Ostatnio zmieniane o 10:06, 7 lutego 2008


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne