Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Wypróchniałe pustki

Interpretacja porównawcza wierszy:

Spis treści


Płynąc przez gęstą rzekę codzienności, czasem udaje mi się zanurzyć świadomość w czyste światło dobrego wiersza. W reflektorze recenzji, jakie wypada czytać tu i ówdzie w prasie popularnej na temat utworów Wisławy Szymborskiej, światło jej wierszy ginie. Kremowo-tortowy ton tych wypowiedzi ustawia całą twórczość bogini polskiego wierszopisarstwa w gronie serników i pierników. I cały powołany do życia przez jej poezję rejon literatury polskiej nabiera własności oślizgłych.



Dworzec

Nieprzyjazd mój do miasta N.
odbył się punktualnie.

Zostałeś uprzedzony
niewysłanym listem.

Zdążyłeś nie przyjść
w przewidzianej porze.

Pociąg wjechał na peron trzeci.
Wysiadło dużo ludzi.

Uchodził w tłumie do wyjścia
brak mojej osoby.

Kilka kobiet zastąpiło mnie
pośpiesznie
w tym pośpiechu.

Do jednej podbiegł
ktoś nie znany mi,
ale ona rozpoznała go
natychmiast.

Oboje wymienili
nie nasz pocałunek,
podczas czego zginęła
nie moja walizka.

Dworzec w mieście N.
dobrze zdał egzamin
z istnienia obiektywnego.

Całość stała na swoim miejscu.
Szczegóły poruszały się
po wyznaczonych torach.

Odbyło się nawet
umówione spotkanie.

Poza zasięgiem
naszej obecności.

W raju utraconym
prawdopodobieństwa.

Gdzie indziej.
Gdzie indziej.
Jak te słówka dźwięczą.


Wisława Szymborska


Chciałbym zmieszać tutaj ten tłusty boski rejestr z kwaśnym chlebem poezji Wojaczka. Może nie wybuchnie.



Mówię do ciebie cicho


Mówię do ciebie tak cicho jakbym świecił
I kwitną gwiazdy na łące mojej krwi
Stoi mi w oczach gwiazda twojej krwi
Mówię tak cicho aż mój cień jest biały

Jestem chłodną wyspą dla twojego ciała
które upada w noc gorącą kroplą
Mówię do ciebie tak cicho jak przez sen
płonie twój pot na mojej skórze

Mówię do ciebie tak cicho jak ptak
o świcie słońce upuszcza w twoje oczy
Mówię tak cicho
jak ty do mnie


Rafał Wojaczek


W najgorszym razie przedsięwzięcie to skończy się bezsilnym miotaniem skamlącej hieny, którą niewątpliwie jestem, porywając się na krytykę noblowskiej znakomitości z takim nikomu nie znanym nazwiskiem, czy, co gorsza, pseudonimem.

I

Oba wiersze mówią o zapełnianiu pustki, o wypełnianiu jej jakąś egzystencjalną plombą. Na tym budują siłę swojego konceptu. Dworzec Szymborskiej rozlewa się w miejscu opustoszonym przez brak rzeczywistych zdarzeń (nieprzyjazd, niewysłany list, brak osoby itp.). Bijące tragiczną intensywnością nastawienia podmiotu lirycznego Wojaczka zapełniają przestrzeń oddzielającą go od słabego "ty" pojawiającego się w końcu wiersza. Inaczej w tych wierszach tylko przebiega granica między światem a podmiotem lirycznym. U Szymborskiej podmiot liryczny chowa się za ażurową architekturą konceptu. U Wojaczka intensywność jest integralną częścią podmiotu, wypełnia go. Obie te konstrukcje zawaliłyby się bez oparcia w czytelniku. Suchy głos paradoksu Szymborskiej może zaistnieć tylko we wspólnocie z czytelnikiem ("nasz pocałunek", "nasza obecność"), a zeschnięty ze ściszenia głos w wierszu Wojaczka wspólnoty z czytelnikiem szuka rozpaczliwie w ostatnim wersie utworu. Jak widać ten wiersz szczura polskiej poezji ma co nieco wspólnego z wierszem noblistki. Czy jednak ma to jakiekolwiek znaczenie? Przecież spieczony głos niniejszego wypracowania raczej nie zachrypi poza może małym kręgiem kilku świadomości. Nie wzbudzi większego echa niż głos stąpania gryzoni po kawałkach szkła.

Wracając do tematu, nieistniejący dworzec Szymborskiej pojawia się w wyobraźni czytelnika bez kształtu, bez specjalnego koloru. Ot, taki szary prostopadłościan ustalony w pewnej nieokreśloności, bezsilnie próbujący się wydostać z niebytu. Natomiast opisujący swój stan podmiot liryczny Wojaczka rzeczywiście świeci i rzeczywiście jego cień jest biały. A właściwie, to jaki podmiot liryczny? W zasadzie, czytając wiersze Wojaczka, trudno zakładać, że jego podmiot liryczny to ktoś inny niż on sam. Zupełnie odwrotnie jak u Szymborskiej. Szukanie jakiegoś osobistego dotyku w jej wierszach to działanie z góry skazane na porażkę. Filozofia? dystans? - tak. Człowiek z krwi i kości? - raczej nie. Cóż, znajdą się zatem i różnice.

Ciekawe natomiast jak te dwa wiersze wyglądają z perspektywy wieczności. Czy któryś z nich ocaleje od zapomnienia?

II

Czyjego zapomnienia? Nas tu i teraz żywych, czy też może naszych następców tu na ziemi, a może jeszcze kogoś innego? Możemy spróbować spojrzeć w ustalone na zawsze oczy naszych poetyckich przodków. Może to nam coś zasugeruje.

Rafał Wojaczek zginął śmiercią samobójczą, Wisława Szymborska jest żyjącą noblistką. Samobójcy wśród dawnych literatów prawie nie występują. Petroniusz i Seneka Młodszy pewnie raczej tutaj nie pasują. W końcu popełnili samobójstwo w zasadzie na prośbę przełożonego. Historia z miłosnym samobójstwem Safony prawdopodobnie została wyssana z palca. Dopiero w XIX wieku pojawiają się szaleńcy podobni do Wojaczka, którzy nie umieli się znaleźć w zawirowaniach swojego czasu, ale pozostawili po sobie literacki ślad. Jednym z dawniejszych tego typu przypadków jest Gerard de Nerval. We Francji jest poetą kultowym. Jego utworami inspirował się m.in. Charles Baudelaire oraz surrealiści. Poza Francją - w zasadzie mało znany. (Ostatnio próbuje go wprowadzić do języka polskiego Julia Hartwig.) Oczywiście funkcjonują w naszej kulturze również bardziej znani samobójcy: Paul Celan, Sylvia Plath, ale przecież nie wiadomo. Nie wiadomo, czy nie zaginą. Zresztą śmierć i legenda tych dwojga wcale nie jest jakościowo dawniejsza ani większa niż śmierć i legenda Wojaczka. Zostaje więc tylko ta prosta konstatacja, że przecież z dawnych wieków nie dotarła do nas wiedza o wielu literatach-samobójcach.

Z kolei zwycięzcy stypendium u Mecenasa (Horacy, Wergiliusz czy Proprecjusz) mogą się cieszyć także w naszych odległych od ich świata czasach całkiem liczącą się estymą. Podobnie los obchodzi się z wieloma laureatami z łaski możnych tego świata takimi jak Walther von der Vogelweide czy Francesco Petrarca. Jednak warto pamiętać, że również i nagradzani poeci popadali w zapomnienie. Mało kto przecież pamięta dziś o takim Klemensie Janickim czy Macieju Sarbiewskim. Mało też kto w naszych frenetycznych czasach pamięta nagrodzonego niespełna 100 lat temu Noblem Carla Spittelera. Niewątpliwie jednak wszyscy oni trafili do annałów historii. To samo czeka autorkę Dworca.

Wszyscy ci poeci odeszli, a śmierć to delikatna sprawa. Jeśli się jej dotyka tak jak Wojaczek w swoich utworach, to nie można jej bezkarnie uciec. Dlatego w naszej codzienności, gdy nie chcemy przywoływać tego, co i tak nas czeka, gdy chcemy się poddać prądowi życia, łatwiej jest przyjąć eteryczny niebyt dworca Szymborskiej niż "łąkę krwi" czy "słońce upuszczone w oczy" Wojaczka. W końcu niejasność i nieprzenikniona niepoznawalność niebytu są łatwiejsze do przyjęcia niż tępe przedzieranie się na tamtą stronę.

(Z własnej ręki zginęli Jesienin i Majakowski - nie potrafili żyć w sowieckim systemie, Tadeusz Borowski - przeżył obozy koncentracyjne, Primo Levi - noblista, który przetrwał obóz koncentracyjny, ale obóz przetrwał w nim, aż go poeta zamknął wraz ze sobą). -- wlod

III

Zmieńmy może tę daleką perspektywę na coś przyziemnego i przejdźmy na chwilę do współczesnego losu twórczości Szymborskiej. Czyż może być coś gorszego od tego zagłaskującego tonu przebijającego z recenzji jej wierszy. Cóż - zaledwie arcydzieła. Jednak, czy nie ma czegoś niepokojącego w podobieństwie konceptu wiersza Jacyś ludzie do konceptu Dworca? Z drugiej jednak strony po latach tworzenia nadeszło uznanie. Po latach pełnych czasami ciszy, czasami zniechęcenia - jak to u ludzi - wreszcie "niefotogeniczna praca poetki" została doceniona. Tyle się w tych okolicach pojawiło masowej kultury - może ktoś zrobi teraz film?

Właśnie, a propos, był taki film. Wojaczek Czarno-biały, zupełnie niefotogeniczny. Niefotogeniczny do bólu, ten Wojaczek. Ciekawe, czy o taki pusty, że aż dudniący obraz chodziło poetce, gdy w swoim przemówieniu w Sztokholmie mówiła o "niefotogenicznej pracy poety". Nie był to dobry film, był to męczący film, pusty, bezdenny, cichy - jak w omawianym tutaj wierszu. "Chłodna wyspa" dla mojej świadomości.

Brakuje dobrych filmów promujących poezję. Adaptacje powieści świetnie się sprzedają w formacie hollywoodzko-wyświetlanym, bo, wiadomo, historyjkę da się pociągnąć kilkoma machnięciami celuloidu. Niewiele jednak da się zrobić z tak amorficznymi tworami jak wiersze. Zresztą, co innego można z takim wierszem zrobić, jak tylko przeczytać? A to tak nudne jest przecież. A w ogóle, po co to czytać. Filmy służą przede wszystkim, żeby rozerwać widza, żeby pozwolić mu się przez 2 godziny nie skupiać na niczym, bo jest prowadzony po sznureczku. A wiersz wymaga skupienia, nieraz najintensywniejszego skupienia, aby go odebrać, zrozumieć, dotknąć urody. Przeczytać.

Cóż, może udałoby się "w tym pośpiechu" jakoś pomimo to, niepostrzeżenie, nie całkiem "poza zasięgiem naszej obecności" doprowadzić, aby te martwe okolice kultury wwieść w orbitę. Któż bardziej się do tego nadaje niż wielki poeta, wielka poetka. Skoro modlą się do niej krytycy... Do tej gwiazdy jaśniejącej. Aktorki wszechświata.

Jeśli zaś chodzi o wszechświat... O ten najważniejszy moment wszechświata, gdy stajemy się już dworcem. Ciekawe, jaki film będzie można sobie puścić, gdy "łza wyrzeźbi już ostatnią zmarszczkę". Czy wtedy będzie wciąż jeszcze można powiedzieć o "nieprzyjeździe" filmu o noblistce? Ile będzie w tej jednej chwili "nie naszego pocałunku", a ile "potu na gorącej skórze". W czyje słowa ułożą się wargi?

IV

Dworca Szymborskiej nie ma. Nie ma już też Wojaczka. Jakże inaczej odczuwa się te dwa braki. Dworcem Szymborskiej nie można się było nigdy naprawdę cieszyć. Istnieniem Wojaczka pewnie się ktoś cieszył. Ja co prawda nie miałem tej szansy, bo Wojaczek odszedł zanim się urodziłem. Mogłoby się zatem wydawać, że jest on kimś równie teoretycznym. Przecież moje oczy go już nie zobaczą - siwiejącego, coraz bardziej nieporadnego, zgorzkniałego. Jednak on istniał - z mięsa i płynów fizjologicznych, z ciała i krwi. Nie musiał zdawać "egzaminu z istnienia obiektywnego". On był i "kwitły gwiazdy na łące jego krwi". I zostawił po sobie pustkę, wypróchniałe, chore miejsce. Złamaną szczękę swego życia, widoczną gdzieniegdzie w kawałkach celuloidu czy płyty na ścianie.

W tym miejscu warto się na chwilę zatrzymać i "jak przez sen" cicho, bezgłośnie skupić się i uświadomić sobie, ile Rafała Wojaczka zginęło. W jakim skrócie perspektywicznym go widzimy - te kilka wierszy, wspomnienia, świadectwa. Wszystko jak ten dworzec - prawie nienaszkicowane. Kilka znaków tylko, "dźwięczące słówka". I tak wiadomo, że rzeczywistość była inna. Ile z tego życia uległo zapomnieniu? A potem - ile z życia nas samych zapomnieliśmy, bezpowrotnie.

W stosunku do naszej przeszłości jesteśmy ślepi. Jakbyśmy nosili okulary minus pięć i zdjęli je. Tyle, że nie mamy tych okularów i nie możemy ich nawet założyć. Chyba że potem. Niektórzy, ci którym się udało wrócić, mówią, że w ostatniej chwili widzi się całe życie. Może zatem tam, już zupełnie po drugiej stronie, widzi się całe życie, bez zamglenia, rozmazania, z całą ostrością szczegółów. Tak jak ostry jest obraz ptaka "rzucającego słońce o świcie w oczy". A może, po wypiciu łyka z rzeki, widzi się już tylko wspaniałe, wzniosłe, hipotetyczne scenki rodzajowe. Ku pokrzepieniu. Na wieki. Doskonałe i skomplikowane jak ta misterna, upleciona przez noblistkę róża polskiej poezji okraszona szczyptą soli paradoksu.

V

Można byłoby się tak kręcić w kółko. Nic to nie zmieni. Zatem podsumujmy.

Między idealnym światem Szymborskiej, a bolesnym światem Wojaczka, między rozwojem sytuacji na dworcu, a artykułowaniem intensywności - widać różnicę. Między zapładniającym cichym mówieniem, a kreacją nieistniejącego kawałka rzeczywistości, między intensywną emocją a teoretyczną odpowiedzią na nieodbyte spotkanie - zieje przepaść. Między żądzą spotkania przebijającą z cichej mowy a realizacją w hipotetycznym obrazie, między istnieniem pragnienia a potencjalnością spotkania, między wyrażoną brakiem istotą braku a realizacją braku przez opisanie - rozpościera się cały świat.

Dworca Szymborskiej nigdy nie było, a Wojaczek kiedyś był.

Tak właśnie, bez fajerwerków, ale zwyczajnym skomleniem, pozwolę sobie zakończyć te żałosne wypociny.

Komentarze, uwagi itp.

Zapraszam do wpisywania komentarzy tutaj, mniej chętnie będzie widziane wplatanie do głównego tekstu. alx d


Skoro mowa o wierszu Szymborskiej, nie sposób nie wspomnieć o przepięknym wierszu Cwietajewej, [Mnie nrawitsa, ...], napisanym w roku 1915. -- wlod


    Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Wypr%C3%B3chnia%C5%82e_pustki"

    Ostatnio zmieniane o 16:03, 7 listopada 2012


    [PoeWiki]

    Edytuj
    Historia strony

    Ostatnie zmiany
    Losuj stronę
    Lista uczestników
    Co nowego?
    Czerwony Pokój
    Kategorie stron
    Wszystkie strony


    Co tu prowadzi?
    Zmiany w powiązanych

    Strony specjalne