Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

William Blake "The Tyger"

Spis treści

The Tyger


       Tyger tyger, burning bright   
       In the forests of the night:   
       What immortal hand or eye,
       Could frame thy fearful symmetry?
       In what distant deeps or skies,
       Burnt the fire of thine eyes?   
       On what wings dare he aspire?   
       What the hand dare seize the fire?
       And what shoulder, and what art,  
       Could twist the sinews of thy heart? 
       And when thy heart began to beat,   
       What dread hand? & what dread feet?
       What the hammer? what the chain?   
       In what furnace was thy brain?   
       What the anvil? What dread grasp,
       Dare its deadly terrors clasp!
       When the stars threw down their spears 
       And water'd heaven with their tears:   
       Did he smile his work to see?   
       Did he who made the Lamb make thee?
       Tyger tyger burning bright   
       In the forests of the night:
       What immortal hand or eye,
       Dare frame thy fearful symmetry?


Uwagi otwierające

Frapujący tekst, wiele tłumaczeń, żadne nie jest satysfakcjonujące. Klamra "could" i "dare", "he" robiące wyłom małą literką z prostej interpretacji z Kim mamy tu do czynienia. Tak pomyślalam, że może warto jescze raz podejść do tego tekstu i translatorsko i interpretacyjnie.

Próby tłumaczenia tego wiersza na polski uważam za z góry skazane na niepowodzenie. alx d
No ale "czasem warto dobrze upaść", jak śpiewali w "60 minut na godzinę" :) -- Miłosz Biedrzycki
Kłopot w tym, że czego się nie wyprodukuje, to zawsze będą się czepiać, bo ten kawałek jest z jednej strony głęboko zaczepiony w angielskim, więc trzeba iść na ewidentne kompromisy, a z drugiej każdy kompromis jest świetnym punktem do zaczepienia przez niezadowolonych. W dodatku w naszej tradycji nie było żadnhych gnostyckich utworów i trudno to odnosić do czegokolwiek. alx d

Moim zdaniem "he who made the Lamb" to po prostu sam autor, W. Blake ("The Lamb" i "The Tyger" to dwa spośród cyklu drzeworytów "Pieśni Niewinności i Doświadczenia") a także, metonimicznie, każdy artysta. Na pewno nie można zarzucać Blake'owi nadmiernej skromności! -- Miłosz Biedrzycki

Z tego, co wiem o jego wychowaniu (również religijnym) oraz o jego pozycji społecznej, to raczej bym odrzucił taką interpretację, przynajmniej bezpośrednio. Pośrednio oczywiście pasuje na zasadzie: demiurg (s)twórca <=> pisarz|malarz twórca. alx d

Dwaj "he" i labirynt luster czasowych

Szczerze mówiąc, dla efektu retorycznego opuściłem "m.in." w zrelacjonowaniu swojego poglądu powyżej. Chodzi mi o to, że "he" w wierszu jest według mojego pojmowania jednocześnie kosmicznym Stwórcą (czy to "konwencjonalnym" Bogiem, czy też którymś z licznej galerii bohaterów prywatnej mitologii Blake'a), jak i artystą, w tym - autorem samego utworu, w którym jest jednym z motywów. Jako wizualną analogię tego pomysłu wskazałbym grafiki M.C. Eschera, takie jak "ręka rysująca rękę" [1], albo - moja ulubiona - z człowiekiem, oglądającym obraz, którego sam jest elementem [2]. Dodatkowo w wierszu dostrzegam jakąś przewrotkę czasową, na zasadzie "nieskończonej" serii obrazów między dwoma lustrami: "he"-Stwórca jest twórcą (autorem) baranka i tygrysa (zwierząt i ich wzajemnej relacji), jak również "he"-autora, który biorąc wzór "z natury" tworzy Baranka i Tygrysa (drzeworyty). Itd. Na poziomie formalnym wydają mi się ważne dwa małe słówka: "could" z pierwszej strofy i "dare" z ostatniej - wyróżnione dodatkowo tym, że wyłamują się z metrum wiersza. "Could", w czasie przeszłym, odbieram jako odnoszące się do "he"-Stwórcy, natomiast "dare", w czasie teraźniejszym - do "he"-autora. W ten sposób, z jednej strony, domyka się klamra, a z drugiej, być może właśnie otwiera nowy obrót czasu, niejako rozpoczyna się nowy zwój helisy. -- M.

Ręka, noga, przecinek

Powracającym motywem wiersza jest symetria w różnych jej przejawach. Jeden jej aspekt (czasowy) przedstawiłem powyżej; w niniejszym rozdzialiku chciałbym się odbić od nieco zagadkowej frazy "What dread hand? & what dread feet?", kończącej trzecią strofę. Czyżby Blake sugerował, że "autor tygrysa" wykonał go nie tylko przy pomocy ramienia, sztuki ("[...] what shoulder, and what art") oraz ręki, ale i przy pomocy stóp? np. ugniatając jak kapustę w beczce? Bardziej przemawia do mnie hipoteza, że autor i tygrys dzielą ten wers po połowie, tzn. że "dread hand" jest atrybutem twórcy, a "dread feet" - stworzenia. To, że i jedno, i drugie jest nazwane "strasznym", świadczy według mnie o zamiarze zamazania róznicy między "he" i tygrysem i - symetrycznie - uwydatnienia ich symetrii. Która to symetria również jest "wzbudzająca strach". Albo, symetrycznie, "pełna strachu" (bo i tak, i tak tłumaczy się "fearful"). Jak kto woli.

Zatem, skoro (na pierwszy rzut oka) "he" tworzy tygrysa, a różnica między nimi zostaje rozmyślnie zamazana, to czy tym samym tygrys nie okazuje się, w jakimś stopniu, twórcą "he"? To by się nawet składało z "czasowym labiryntem luster": twórca-Bóg/demiurg stwarza tygrysa-zwierzę, które jest następnie wzorem, inspiracją, dla twórcy-artysty, który tworzy Tygrysa-drzeworyt. W tym sensie mozna powiedzieć, że tygrys jako inspiracja rzeczywiście "stwarza" artystę. A teraz o przecinku. W pierwszym wersie pierwszej strofy po inwokacji do tygrysa przecinek jest, w pierwszym wersie ostatniej strofy - nie ma. Możliwe, że Blake'owi po prostu omsknęła się ręka. Natomiast w tym miejscu, ku rozrywce a może i zadumie, przedstawię inną hipotezę: że piękna syntagma "burning bright in the forests of the night" w ostatnim wersie odnosi się do tygrysa, zaś w pierwszym - do "ręki bądź oka". Co wręcz jeszcze bardziej zamazuje różnicę i podkreśla symetrię miedzy tworzącym i tworzonym. (Inaczej mówiąc, proponuję odczytać pierwszą strofę następująco: Tygrysie, tygrysie, jakaż to nieśmiertelna ręka bądź oko zdołały nakreślić twą przerażającą/pełną bojaźni symetrię, płonąc jasno w lasach nocy?) -- M.

Priorytety translatorskie

  1. Ogólne wrażenie niepokoju
  2. Pierwszy wers
  3. Zachwianie rytmu/rymu w 4. wersie pierwszej i ostatniej zwrotki
  4. Silne, niepokojące zestroje na "r"
  5. Rymy i równy rytm
  6. Odniesienia do gnostyckiej mitologii

Odnośniki

Propozycje tłumaczeń

Wcześniejsze dokonania

Tłumaczenia Alxa

v. 0.1

Tygrys

Tygrysie, tygrysie, z gorących promieni
Płonących wśród nocnych zarośli i cieni.
Ach, jakaż to nieśmiertelna dłoń lub wzrok
Utkały straszliwą symetrię twą.

Wśród jakich dalekich otchłani czy niebios
Ognisko twych oczu gorąco płonęło?
Na jakich to skrzydłach ktoś musiał się wznosić?
Dłoń jaka zdołała ten ogień ułowić?

I jakie ramię, i jaki kunszt dawny
Umiały serca twojego spiąć ramy?
A kiedy bić zaczęło serce,
Jakie nogi? Jakie ręce?

Jaki młot? Jaki sznur?
W jakim piecu był twój mózg?
Na jakim kowadle? W jakich okowach?
Zdołały tę grozę tętna pokonać!

Gdy gwiazdy w dół sypnęły włóczniami
I zmyły niebo swoimi łzami:
Czy widząc swą pracę uśmiechnął się?
Czy ten, kto stworzył Baranka, dał ciebie też?

Tygrysie, tygrysie, z gorących promieni
Płonących wśród nocnych zarośli i cieni.
Ach, jakaż to nieśmiertelna dłoń lub wzrok
Poskromią straszliwą symetrię twą.

- alx d

O, bardzo obiecujący kierunek! z toku trocheicznego na amfibrachiczny. Jednak korzystniej by było, moim zdaniem, gdyby w pierwszej zwrotce solidnie ustanowić ten wzorzec (ewentualnie z kataleksą na końcu), wtedy w dalszych można już bardziej poszaleć. Tymczasem wersy: trzeci i czwarty niestety wybijają znacznie z rytmu. -- Miłosz B

Bardzo długo zastanawiałem się nad tą wybijającą z rytmu "nieśmiertelnością" i chyba jednak przy niej pozostanę, dlatego że jednak dzięki temu uzyskujemy dwa efekty zbliżone do tego, co jest w oryginale. Po pierwsze w oryginale wyraz "immortal" jest wybijająco się długi, a w związku z tym w toku wypowiadania ulega podkreśleniu, a po drugie ostatni wers jest uwypuklony odmiennym tokiem rytmicznym (jamby). W tłumaczeniu "nieśmiertelny" też jest długi i wybijający z rytmu, więc mamy poszukiwane podkreślenie, zaś ostatni wers jest uwypuklony w tłumaczeniu przez powrót do wcześniejszego toku. Zresztą, jak słusznie zauważyłeś, ten zabieg jest nie bez kosztu, bo potem, aby uspokoić tok w zasadzie cała druga zwrotka jest równo amfibrachiczna, choć w oryginalne są tam pewne zakłócenia rytmu. Zauważ też, że cały wiersz pulsuje w rytmie palących się płomieni, więc i ja pozwalam sobie tu i ówdzie pulsnąć. alx d
"Immortal" wybija z rytmu? To ja nie słyszę tego zupełnie, w takim razie. "What immortal" odbieram tak samo solidnie-trochejowo jak "Tyger, Tyger". Co do czwartego wersu mam swoją teorię: że to jednak trocheje, z kataleksą i "przednutką". -- Miłosz B
Naiwnie wtrącę swoje trzy miedziaki. Pierwsze trzy wersy słyszę/wymawiam tak:
TYger   TYger,   BURnin(g)   BRIGHT
INthe   FOrests   OFthe   NIGHT:
WHATim   MORtal   HANDor   EYE,
czyli zgadzam się z Miłoszem. Czwarty wers rytmicznie ciekawie zaburzył powyższą regularność:

Could frame thy fearful symmetry?

Nie potrafię tu nic powiedzieć wymiernie, brak mi wiedzy. W każdym razie po mocnych i bardzo regularnych trzech wersach nastąpiła jakby refleksja, zmieszana z podziwem -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
Mnie się to naturalnie czyta tak:
Could   FRAME   thy   FEARful   SYmmeTRY?
Właśnie tak. alx d
Zgadza się, że w oryginale trzeci wers jest prowadzony idealnym trochejem. Jednak jak zaczniesz analizę na poziomie subakcentowym, to okaże się, że wzór minimów dźwiękowych zostaje właśnie w wypadku tego wyrazu zakłócony. Do tej pory koniec stopy wypadał zawsze w odstępie międzywyrazowym. Tutaj wypada w środku wyrazu. O tym zachwianiu wspominałem wyżej. Co do ostatniego wersu - jak go zwał, tak go zwał, powszechnie wiadomo, że rozkład na stopy nie jest jednoznaczny - w każdym razie jednak efekt jest taki, że semantyczny przekaz jest tutaj podkreślany rytmem. A poza tym ja oczywiście dalej obstaję, że tłumaczenie tego wiersza jest działalnością beznadziejną, choć być może pouczającą, więc jak będziesz miał dalsze uwagi, to chętnie na nie odpowiem, bo właśnie w celu wygenerowania uwag wykonałem powyższe ćwiczenie. ;-) alx d
Zaproponowałbym na trzeci wers: "Jakaż to dłoń nieśmiertelna i wzrok" albo rytmiczny odpowiednik tego. Jest tok silnie cezurowany (= granice stóp idą w poprzek granic słów), a jednocześnie nie ma zupełnego zerwania z metrum "na trzy". -- Miłosz B
No tak, ale w ten sposób zrywasz tok amfibrachowy od razu na początku wersu. Ja wolę chyba wciągnąć czytelnika amfibrachami w środek wersa, a dopiero potem mu zrobić kuku z nienacka, jak już wsiąknie w wyraz "nieśmiertelny". alx d
Pozostańmy więc każdy przy swoim uchu ;) -- Miłosz B
Przynajmniej na razie. Jak wiadomo dystans zmienia. A jakbyś miał jeszcze jakieś punkty zaczepienia, to chętnie pogryzę (oczywiście nie Ciebie tylko punkty). alx d

v. 1.0

Tygrys

Tygrysie, tygrysie, z gorących promieni
Płonących wśród nocnych zarośli i cieni,
Ach, jakaż to nieśmiertelna dłoń lub wzrok
Utkały straszliwą symetrię twą?

Wśród jakich dalekich otchłani czy niebios
Ognisko twych oczu gorąco płonęło?
Na jakich to skrzydłach ktoś musiał się wznosić?
Dłoń jaka zdołała ten ogień wyłowić?

I jakie ramiona, i jaki kunszt dawny
Umiały splot serca takiego dać sprawny?
A kiedy zaczęło bić twoje serce,
To jakież to nogi? O, jakie to ręce?

I jakiż to młot? I jaki sznur?
Przez jaki piec musiał przechodzić twój mózg?
Na jakim kowadle? Ach, jakie okowy?
Zdołały tę grozę tętna ułożyć!

Gdy gwiazdy sypnęły na ziemię włóczniami
I zmyły nieboskłon swoimi łzami:
Czy widząc swą pracę uśmiechnął się?
Czy ciebie, kto stworzył Baranka, dał też?

Tygrysie, tygrysie, z gorących promieni
Płonących wśród nocnych zarośli i cieni,
Ach, jakaż to nieśmiertelna dłoń lub wzrok
Poskromią straszliwą symetrię twą?

- alx d

Tłumaczenie Moniki

Wersja 1.0

Tygrys

Tygrys, tygrys, w gąszczach nocy
Płonie jasno: czyje oczy
Nieśmiertelne albo dłonie
Pojmą groźną twą harmonię?

W którym niebie lub otchłani
Żar twych oczu się rozpalił!
W jakie śmie celować skrzydła!
Jaka dłoń śmie wziąć go w sidła?

Jaki fortel, czyje ramię
Siłę twego serca złamie?
Gdy już słychać bicie tętna,
Jakie w strachu stopy, ręka?

Jaki piec twój mózg wypalił?
Jakie młoty, łańcuch jaki
I kowadło? Jaką klamrą
Da się terror twój ogarnąć?

I gdy gwiazd lecące ostrza,
wyciskają łzy w przestworzach,
Rad jest ze swej pracy w niebie?
Jagnię stworzyć mógł i ciebie?

Tygrys, tygrys, w gąszczach nocy
Płonie jasno: czyje oczy
Nieśmiertelne albo dłonie
Pojmać ważą się harmonię.

-- M M


Kilka uwag: Rytm fajowy, bez dwóch zdań. Przeszkadzają mi przerzutnie szczególnie ta w pierwszej vel ostatniej zwrotce. (Tu musi być absolutnie szlagierowo, bez żadnych wątpliwych punktów, tak żeby można wziąć fisharmonię i zabuczeć donośnie nawet bez słuchu - byłem świadkiem, jak A. Ginsberg tak zrobił z oryginałem i wrażenie było niesamowite).

Dalej, kłopot składniowo-gramatyczny. Autor kilka razy robi tak, że odjeżdża w krótkie dygresje, a potem wraca do pytań, odnoszących się do "he". W oryginale to jest efektowny i efektywny zabieg. Tymczasem po polsku, z powodu tego, że funkcjonuje rodzaj gramatyczny, te same pytania odnoszą się do ostatniego podmiotu w rodzaju męskim, co wychodzi trochę bez sensu. Przykład: w drugiej zwrotce pytamy, czy żar oczu śmie celować w skrzydła itp.; w przedostatniej - czy terror (ewentualnie: łańcuch albo piec - nie wiadomo) jest rad ze swej pracy.

Kilka obrazów trafia w bok od oryginału, np. w przedostatniej zwrotce: "gwiazd lecące ostrza wyciskają łzy w przestworzach" - to jest naprawdę ładne, ale przywodzi na myśl raczej kogoś, kto leci przez przestworza i mija snopy światła gwiazd w takim pędzie, że aż mu łzy lecą z oczu. W oryginale podmiotem obu czynności (ciskania ostrzy i zwilżania przestworzy łzami) są jedynie gwiazdy.

Tu raczej nie ma sporu - o ile można zastanawiać się, czy Tuwim miał prawo "poprawiać" "Grenadę", to "Tygrys" raczej nie domaga się poprawiania. Wyzwaniem jest kongenialne, w pełni analogiczne przeniesienie do drugiego języka. -- Miłosz B

No, no, ja się podpisuję pod wszystkimi zarzutami do tego tłumaczenia:) Tłumaczenie jest dość stare, może czas pokombinować, zachowując już ten rytm. -- M M

W tym momencie przyszło mi do głowy, że może by drugą zwrotkę rozwiązać tak:

Gdzie twych oczu żar rozpalił,
W którym niebie lub otchłani?
W jakie śmie celować skrzydła!
Jaka dłoń śmie wziąć żar w sidła?


Znowu kłopot! "Rozpalanie" bardzo często jest przechodnie, więc człowiek się od razu zaczyna pytać "kogo, co rozpalił ten żar?" No i mamy dwa podmioty: żar rozpala i celuje, a dłoń bierze w sidła. (Hm, to wszystko dalej jest dwuznaczne. Chodziło mi o: "fuzo ekbrulas ion, kaj manplato kaptas fuzon" :) -- Miłosz B
No ale sens miał być taki, że jeśli czyta sie to po pytaniach z pierwszej zwrotki, to nie pytamy "kogo co", tylko "kto", w pierwszej chwili pomyślałam, żeby tak to zrobić:

Kto twych oczu żar rozpalił,
W którym niebie lub otchłani?
W jakie śmie celować skrzydła!
Jaka dłoń śmie wziąć żar w sidła?

Ale to mi się zdaje, z kolei zbyt nachalne.

Albo jeszcze tak, co tez jakieś w sumie zbyt proste, jeśli nie prostackie:

W którym niebie lub otchłani
Żar twych oczu się rozpalił!
W jakie ktoś celował skrzydła!
Jaka dłoń śmie żar wziać w sidła?


Natomiast jeśli chodzi o te gwiazdy, to sprawa w sumie jest dość prosta (hehe, na pierwszy rzut ucha), trzeba znaleźć dwusylabowy wyraz na ciskanie ostrzy, żeby można napisać

Kiedy gwiazdy (sypiąc? jak sypiąc iskry, ale to za mało krwawe) ostrza,
wyciskają łzy w przestworzach,
Rad jest ze swej pracy w niebie?
Jagnię stworzyć mógł i ciebie?


No jeszcze z dwieście lat temu sprawa byłaby prosta: "miecąc" :) Ale tu znowu nasuwa się pytanie, tym razem o dopełnienie: komu one te łzy wyciskają? Potrzebny jest jednoznaczny obraz - gwiazdy własnymi łzami podlewają te przestworza. -- Miłosz B
Moniko, jeśli masz poprawiać to tłumaczenie, to podrzucę Ci jeszcze jedną rzecz (bo ja sam raczej nie zabiorę się za ten tekst przez dłuższy czas). Jest to rzecz kluczowa dla tego tekstu mniej więcej tak bardzo, jak oddanie pierwszej zwrotki. Chodzi o piąty wers od końca. W oryginale "stwórca Baranka" jest ujęty w klamrę wtrącenia, która go wyrzuca zupełnie poza tok wiersza, poza jego strukturę rytmiczną. W dodatku rymy wewnętrzne ("he-thee") podkreślają istotność tego wyodrębnienia. Wszystkie tłumaczenia, oprócz mojego, położyły ten aspekt, a i moje rozwiązanie nie do końca mi się podoba. Warto myślę całą zabawę zacząć właśnie od tego fragmentu i poświęcić mu 10 razy więcej czasu niż pozostałym elementom, bo w sumie czy te gwiazdy dzidami czy halabardami rzucały, to jest sprawa mało istotna, ważne żeby oddać istotę tego gnostycznego pytania, które tu jest postawione. alx d

A masz rację, w sumie te gwiazdy, to jest tło, na tym tle ma być pytanie. Teraz to muszę to pytanie rozpracować tak, aby tam nie było nieba.

Gwiazdy w dół ciskają ostrza,
wylewają łzy w przestworzach:
Rad jest ze swej pracy w niebie?
Jagnię stworzyć mógł i ciebie?

no ok, jest jakiś pomysł:

Gwiazdy w dół ciskają ostrza,
wylewają łzy w przestworzach:
Rad, swym dziełem cieszył oczy?
Jagnię mógł i ciebie stworzyć?

Mnie tutaj, to jeszcze do pełni szczęścia brakuje "baranka", ale może się mylę, że tylko tyle.

Gwiazdy w dół ciskają ostrza,
wylewają łzy w przestworzach:
Rad swym dziełem cieszył oczy?
Ten sam, kto Baranka stworzył?

no cóż, nie ma tej mocy. Nic chyba na dziś dość -- M M

A jeszcze pierwsza:

Tygrys, tygrys, pali oczy
w ciemnym lesie, pośród nocy.
Czyje nieśmiertelne dłonie
ujmą groźną twą harmonię.

-- M M
Tak, tak "baranek" bardzo ważny - w Biblii Tysiąclecia znacznie częściej niż "jagnię", a w liturgii tym bardziej. Trzymam kciuki! alx d

Drobne propozycje modyfikacji

Jednak L7 jest bez sensu! Sens jest taki: Na jakich skrzydłach śmie się wznieść? lub "Na jakich skrzydłach śmie próbować (unieść się)? -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Wersja 1.1

Oki, to wersja kolejna, całościowa i wariantowa:

Tygrys, tygrys, pali oczy
w ciemnym lesie, pośród nocy:
Które z nieśmiertelnych dłoni
dały groźnej kształt harmonii.

albo
Tygrys, tygrys, pali oczy
w ciemnym lesie, pośród nocy:
Które z dłoni nieśmiertelnych
dały groźnej kształt symetrii.

W którym niebie lub otchłani
Żar twych oczu się rozpalił?
Wzbił na jakich ktoś się skrzydłach?
Która dłoń śmie wziąć żar w sidła?

Czyje ramię i mistrzostwo,
Mięsień twego serca splotło?
Gdy zatrzęsło się od tętna,
Drżące łapy? Drżąca ręka?

Młot, kowadło, łańcuch jakiś?
Co za piec twój mózg wypalił?
Jaki to przerażający uścisk,
Terror pulsu zdołał zdusić.

Gwiazdy w dół ciskają ostrza,
Wylewają łzy w przestworzach:
Rad swym dziełem cieszył oczy?
Ciebie, ten kto Jagnię, stworzył?
albo
Ciebie, kto Baranka, stworzył?

Tygrys płonie w gęstwie nocy:
Czyje nieśmiertelne oczy,
Które z nieśmiertelnych dłoni
Śmiały dać kształt twej harmonii.

albo
Tygrys płonie w gęstwie nocy:
Czyje nieśmiertelne oczy,
Które z dłoni nieśmiertelnych
śmiały dać kształt twej symetrii.

Całość dosyć mi się podoba. Rozwiązanie z wprowadzeniem wielu nieśmiertelnych dłoni w pierwszej zwrotce bardzo pasuje do tradycji gnostyckich, które są tak silne u Blake'a. Tak samo podoba mi się przejście od symetrii do harmonii - bardzo jest w greckim duchu. W związku z powyższym wersja druga z mniej dokładnymi asonansami jest moim zdaniem gorsza i to może właśnie dlatego, że zbyt usiłuje być zgodna ze sztancą. Druga zwrotka jest OK, choć coś tam troszkę zgrzyta w środku. Fraza "Mięsień twego serca splotło?" w trzeciej zwrotce jest wprost kongenialna - trudno ująć ten fragment lepiej. Nie jestem do końca pewien, czy te zgrzytające asonanse z czwartej zwrotki są słuszne, ale może są. W końcu dzieją się tam jakieś straszne rzeczy, więc może niech tu zgrzyta. A przy tym "Terror pulsu zdołał zdusić." jest wprost bajeczne. I teraz najtrudniejsze - końcówka. Moim zdaniem poradziłaś sobie znacznie lepiej, bo wyrzuciłaś poza tok wiersza stwórcę baranka. Zastanawiam się tylko, czy nie warto byłoby tutaj zachwiać tego toku trocheicznego, aby jeszcze bardziej podkreślić wagę tego miejsca. I ostatnia rzecz. W oryginale refren końcowy jest wyraźnie wycelowany w przyszłość, a nie w przeszłość, więc nie rozumiem dlaczego w rozwiązaniu jest ten ostatni czas. alx d

Ano tak, z rozpędu ten czas przeszły i chyba z tego, że "Śmią się" brzmi dość idiotycznie, coś pomyślę. Dzięki, dzięki! w sumie bez pewnych Twoich rozwiązań, by tego nie było. -- M M

Wersja 1.3

Tygrys, tygrys, pali oczy
w ciemnym lesie, pośród nocy:
Mogły z nieśmiertelnych dłoni
kształty groźnej wyjść harmonii?

W którym niebie lub otchłani
Żar twych oczu się rozpalił?
Jakie wzniosły kogoś skrzydła?
Która dłoń śmie wziąć żar w sidła?

Czyje ramię i mistrzostwo,
Mięsień twego serca splotło?
Gdy zatrzęsło się od tętna,
Drżące łapsko? Drżąca ręka?

Młot, kowadło, łańcuch jakiś?
Co za piec twój mózg wypalił?
Jaki to straszliwy uścisk,
Zdołał terror pulsu zdusić.

Gwiazdy w dół ciskają ostrza,
Wylewają łzy w przestworzach:
Czy swym dziełem cieszył oczy?
Ciebie, kto Baranka, stworzył?

Tygrys, płonie w gęstwie nocy:
Czyje nieśmiertelne oczy,
Które z nieśmiertelnych dłoni,
Dać się ważą kształt harmonii.

Jeśli chodzi o tę wersję. Chciałem zdobyć odrobinę dystansu przed jej komentarzem - stąd przerwa. Myślę, że pierwsza zwrotka jest przedobrzona. Rozwiązanie składniowe z drugiej pary wersów jest jak najbardziej prawidłowe, ale wymaga pamiętania, o co chodziło na początku aż do końca frazy. Dzięki temu całość sprawia wrażenie ciężkości i toporności, mimo iż w warstwie rytmicznej jest bez zarzutu (idealny trochej). W drugiej zwrotce jakoś zbyt enigmatyczne jest to "kogoś". Mam wrażenie, że w oryginale chodziło o to, że emocje w wierszu są tak silne, że konieczna jest elipsa dotycząca podmiotu czynności, ale jakoś jest jasne, że chodzi o twórcę. Wprowadzenie enigmatycznego "kogoś" jakoś burzy możliwość takiego podstawienia. W trzeciej zwrotce wychodzi na to, że "drżące łapsko i ręka" się zatrzęsły, a moim zdaniem raczej nie chodzi o to, że te ręce miały terror zdusić z następnej zwrotki. Zwrotki 4. i 5. bardzo mi się podobają. Jeśli chodzi o ostatnią zwrotkę, to pozostaje aktualny mój poprzedni komentarz. Moim zdaniem chodzi o to w tej zwrotce, że skoro stworzone zostało coś takiego, to kto będzie w stanie, jaka boska siła, poskromić to stworzenie. alx d

A czemu Barańczak i Pietrkiewicz się nie otwierają? -- Elka

Tłumaczenie 1' zwrotki przez gościa

Wersja coprawda niekompletna, gdyż twórczy zapał skończył się po pierwszej strofie, ale uważam, że godna jest ona zaprezentowania.


   Tygrys, tygrys gorejący
   W puszczy nocy jaśniejący
   Jakaż nieśmiertelna ręka
   Twą symetrię zdoła spętać?
Gość

Nieźle gościu. Jednak podwójne oślepianie goręjący/jaśniejący jest wadą. Ponadto "W puszczy nocy..." jest złe, bo zabija obraz. Chodzi o to, że wyrzuciłeś z wiersza puszczę, bo puszcza nocy jest czymś innym, czymś metaforycznym, może oznacza intrygi? Sekrety? Więc wolałbym naturalniej:

           Nocą w puszczy ...

Dziękuję -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Korona i buty

Król jest ubrany w koronę i buty, ale poza tym trochę nagi. Wiersz Blake'a podziałał na wyobraźnię i jest słynny wyłącznie dzięki zwrotce pierwszej i ostatniej (niemal identycznej z pierwszą). Reszta - cały środek wiersza - jest dobrze spełnionym obowiązkiem, jest solidnym rzemiosłem. I tak widać, że Blake strasznie się męczył (a tłumacze męczą się do kwadratu, i nic dziwnego, że źle im to wychodzi). Uważam, że należy dobrze przetłumaczyć początek i koniec, a środek każdy może wypełniać po swojemu, dowolnie (w sposób niezwiązany z oryginałem), byle jak najpoetyczniej. Wtedy będzie żywo i ciekawie. Uniknie się sztuczności i nieporozumień. Żyć nie umierać! -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Idea syberyjska darka + niesyberyjskie rymy męskie jula

Włodku, a może by tak pójść tropem tygrysa, jednakże syberyjskiego - uważam, najdostojniejszego z tygrysów (?!). Pójśc typ tropem - przewrócić do góry nogami semantykę i zamiast ognia próbować sił z innym żywiołem, czyli też i syberyjskim, np.


   Tygrys, tygrys, księżyc nocy
   w mroźnym lesie zimne oczy.       ewnt. zamiast zimne - płoną
   Mogły z nieśmiertelnych dłoni
   kształty groźnej wyjść harmonii?
   Tygrys, tygrys, mroźne oczy
   w zimnym lesie pośród nocy.
   Mogły z nieśmiertelnych dłoni
   kształty groźnej wyjść harmonii?


Oczywiście, dałem tylko kierunkowskaz prowadzący w inne rejony interpretacji.

Pozdrawiam, Darekch

       ... parafrazy, wariacji. Pomysł fantastyczny!
Blake myślał o brytyjskim kolonizowaniu, a Darek myśli po polsku o zsyłce na Syberię. Koniecznie niech ktoś (może Ty też, Darku?) napisze całość w duchu Darka, to jest syberyjskim :-) -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Nie w duchu syberyjskim; który to pomysł jest bardzo fajny; ale dołączę swoje stare tłumaczenie, poprawione dzięki sugestiom Włodka.



   tygrys tygrys blasku moc
   gorzejąca w las i w noc
   któż uchwycić mógł i chciał
   twej symetrii straszny kształt
   czy w głąb piekieł czy w głąb nieb
   pierwej błysła skra twych ślep
   skrzydłem-li któż chciał w nią tchnąć
   jakąż dłonią żar śmiał wziąć
   jakież ramię jakiż kunszt
   krwawy węzeł serca plótł
   aż twe serce jęło bić
   w strasznej dłoni jakaż smycz
   jakiż młot i jakiż stos
   rzeźbił umysł twój i los
   w jakiej kuźni jakich cęg
   śmiał brać do śmiertelnych szczęk
   a gdy spadły włócznie gwiazd
   i popłynął z niebios płacz
   czy radował go twój hart
   czy baranek to twój brat
   tygrys tygrys blasku moc
   gorzejąca w las i w noc
   któż uchwycić mógł i śmiał
   twej symetrii straszny szał



Juliusz Wnorowski



Męskie rymy! Oddają gwałt -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Witam. Zgodnie z założeniem przygotowałem skromną wariację syberyjską wspierając się na zamieszczonym powyżej tłumaczeniu Juliusza Wnorowskiego. Nie uważałem za konieczne ingerować w całość. Zmodyfikowałem jedynie zwrotki/wersy bezpośrednio nawiązujące do kontekstu syberyjskiego. Wklejam na gorąco. Interesujące, uważam, jest zestawienie księżyca z tygrysem.


Tygrys, tygrys, księżyc nocy
w mroźnym lesie zimne oczy.       
Mogły z nieśmiertelnych dłoni
kształty groźnej wyjść harmonii?
czy w dal gwiazd czy w krąg lodu
pierwej szadź z twojego chłodu
skrzydłem-li  któż chciał w nią tchnąć
jakąż dłonią księżyc zgiąć
jakież ramię jakiż kunszt
krwawy węzeł serca plótł
aż twe serce jęło bić
w strasznej dłoni jakaż smycz
jakiż młot i jakiż stos
rzeźbił umysł twój i los
w jakiej kuźni jakich cęg
śmiał brać do śmiertelnych szczęk
i gdy srogie włócznie zimy
z niebios spadły do krainy
czy radował go twój hart
czy poranek to twój brat
Tygrys, tygrys, księżyc nocy
w mroźnym lesie zimne oczy.       
Mogły z nieśmiertelnych dłoni
kształty groźnej wyjść harmonii?


Pozdrawiam, Darek Chromiński.

(Hm, Jul ma swoje prawa autorskie i artystyczne!).
Darku, mieszając dwa style rymowania wychodzi trochę nijako. Poza tym jednak uważam na odwrót, że cały utwór warto przepoić syberyjskim duchem. Odszedłbym od oryginału bez wahania i dał jak najwięcej motywów zimowych i mroźnych. A jeżeli tu i ówdzie ciepły-gorący akcent (kuźnia), to tylko mocno uzasadniony syberyjskością, a nie ot tak sobie (o ile w ogóle). Zaawansuj swoją ideę ambitnie, pójdź jak najdalej, konsekwentnie.
Linijka
czy w dal gwiazd czy w krąg lodu


wymaga rytmicznej przeróbki (by pasowała do reszty). Od strony rytmu mogłoby być:


czy w gwiazd zdalnych czy w krąg lodu


- w razie czego miejscowi eksperci od rytmu powiedzą więcej.


Podsumowując, Twoja idea, Darku, zasługuje na znacznie intensywniejsze potraktowanie jej. Jest to wyzwanie, bo chciałoby się uzyskać dynamikę i dramat Blake'a, co łatwiejsze chyba jest w kontekście jego żaru niż Twojego mrozu. Im trudniej tym lepiej! - ciekawiej, bardziej podniecająco.
Pozdrawiam, Włodek (-- {[(slf [zdr] Ty)] wlod})

Oczywiście, dałem tekst na gorąco, więc też siłą rzeczy nie może być na cacy. Przede wszystkim chciałem - w kontekście całosci - zmierzyć się, że tak powiem wstępnie z problemem. Tak, zdecydowanie masz rację, Włodku. Należałoby pójść zgodnie z duchem syberyjskego żywiołu. Zaakcentować mroźne i surowe klimaty. Stworzyć obraz jak najbardziej powiązany z mroźnym klimatem. "Kuźnia", też jestem zdania mieści się w tej konwencji. Wymaga jedynie umiejętnego wkomponowania. Odnośnie rytmu, etc. to oczywiście jest również do dopracowania. Jednakże biorę tekst na warsztat. Kupuję Tygrysa i basta. Pozdrawiam, Darek.

Powodzenia! Może wjedź na tygrysie do poewiki, czyli zapisz się na regularnego poewikowca. Pozdrawiam, także w dabanese -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Świetny pomysł z tą wersją syberyjską. Zwłaszcza, że jest przecież taki tygrys. alx d

Skróciłem Blake'a do 5 zwrotek (sukces?! :-)



           tygrys tygrys w oku błysk
           czarnej nocy lasu krzyk
           nieśmiertelnej ręki gest
           straszny pysk zakuł w symetrię?
           w jakich dalach nieba w głąb
           grał twych oczu ogni kłąb?
           wznieść się śmiał na jakich skrzydłach?
           czyja dłoń ogień wznieciła?
           ramię co Glob uniesie
           skręci serca twego mięsień?
           gdy twe serce wszczęło łup-łup
           czyjej dłoni kogo stóp
           kogo młot łańcuch czyj i
           jak cię dusi wokół szyi?
           a kowadło? jaki uchwyt
           śmie zacisnąć w sobie twój byt?
           gdy gwiazd lunął ich dzid deszcz
           wody raj gwiaździstych łez
           on się bawił w geometrię
           aż śmiał zakuć cię w symetrię?




Notka: Jagnie potrzebne temu utworowi jak umarłemu kadzidło.

-- (wlod [zdr] Ty) rozm. 00:27, 20 grudnia 2011 (CET)
-- (wlod [zdr] Ty) rozm. 12:15, 20 grudnia 2011 (CET)

Ja ostatnio mam bardzo duże poczucie bezsensowności pisania jakichkolwiek komentarzy do utworów literackich. W szczególności ten komentarz poniżej też na pewno jest bez sensu. Wydaje mi się jednak, że usunięcie tego "baranka" tutaj to wykastrowanie wiersza z bardzo istotnej płaszczyzny - płaszczyzny nawiązania do odkupienia grzechów i do idei zejścia boskiej natury do ram skończonego świata. Zbywanie tego wymiaru "umarłym i kadzidłem" wydaje mi się spłyceniem problemu i jego nieuzasadnioną trywializacją. alx d
Jednak powinieneś alxie mieć pretensję do Blake'a, nie do mnie. Nic nie wykastrowałem. To Blake przyczepił do ciała wiersza jakiś suchy kołeczek bez jaj. Ten kołeczek zaledwie Ci przypomina coś prawdziwego. Ja tylko suchy kołek usunąłem -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
Wiesz, ja jestem trochę jak ten inżynier Mamoń - lubię piosenki, którze już znam. Najpierw przeczytałem Blake'a, a potem Twoje tłumaczenie. To, z czym się zżyłem i co pojąłem jako ujęcie pewnej pełni w tym wierszu po angielsku jest we mnie. Ty w swoim tłumaczeniu to coś zabrałeś. Trudno, żebym był z tego powodu zadowolony. Mógłbym w tym momencie podjąć dialog z Tobą na gruncie tego tłumaczenia, gdyby mi ktoś detalicznie wytłumaczył, dlaczego to ma sens. Swoim "kołeczkiem" oraz "umarłym i kadzidłem" zbywasz mnie niczym król na tronie. Mnie tam takie wyżyny i dostojeństwa do niczego niepotrzebne.;) alx d
(Gdy rozmawiam o wierszu, to rozmawiam o wierszu, i ani mi w głowie żadne osobiste skręty). Alxie, moja odpowiedź: [rozglądam się...]. Ponadto swoją nieskromną opinię podaję poniżej, oddzielnie -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
Włodzimierzu, trochę nie rozumiem, gdzie w mojej wypowiedzi są wycieczki osobiste. Wyraziłem swoje rozczarowanie najpierw tłumaczeniem, a potem sposobem wytłumaczenia się z obiektywnie istotnego opuszczenia w oddaniu po polsku. Tylko tyle. W dalszym ciągu szanuję Cię i nie mam woli tego zmieniać. alx d
Nieporozumienie. Przestraszyłem się, że to ja byłem posądzony o osobiste akcenty, więc się defensywnie tłumaczyłem. Czasem nie domyślam się, co mam wyjaśniać, zwłaszcza, że czasem na odwrót, ludzie się obrażają, gdy im mówić to, co uważają za oczywiste. Proszę o trochę czasu - akurat jestem hm, nie w formie - a cierpliwie podam poniżej, oddzielnie, swoją nieskromną o oryginale opinię (zresztą  W SUMIE  uważam wiersz Blake'a za wielkie osiągnięcie) -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Uwaga

Podziwiam tłumaczenie Jula Wnorowskiego (patrz wyżej). Czy warto było dodać jeszcze jedno, prawdopodobnie słabsze? Mam cichutką nadzieję, że tak, że razem mogą dostarczyć czytelnikowi jeszcze więcej przyjemności.

Dzięki Julowi miałem świadomość, że da się napisać tłumaczenie krótkimi 7-8 sylabowymi wersami, jak u Blake'a, z męskimi rymami tam gdzie Blake ma męskie rymy (w angielskim są naturalne, bo ma wiele 1-sylabowych słów, oraz akcent pada w angielskim często na ostatnią sylabę; hm, po rosyjsku też z akcentem tak bywa) -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

U Blake'a wiele wersów jest rozbitych za pomocą "or" lub "of" -- "of"y są słabsze, ale i tak wzmacniają efekt "or"ów, dopełniają ich efekt. Jest to siła jego wiersza. Bodajże każdy tłumacz to zachował, tylko niestety nie ja. (Więc teraz się nad sobą jako tłumaczem użalam :-) -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Jeszcze jedna metafora poezji

Gdy dobijemy tygrysa, to warto może zająć się metaforą poezji, mianowicie:

niedźwiedziem krótkopyskim

Pozdrawiam -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Praca nieskażonego amatora

Pod wpływem Włodka przez kilka dni maltretuję się tym cholernym tygrysem, a im dłużej to trwa, tym bardziej zakręcone interpretacje przychodzą mi do głowy. Jedna z nich (najbardziej aktualna) jest tożsama z moim pojęciem Boga, co jeszcze bardziej mnie inspiruje - nie jestem sam. Nie będę zawracał głowy szczegółami. Może je wyczytacie.
Pod wpływem emocji przybyłem, poczytałem wasze i napisałem moje. To moje przyświeca dwóm celom. Po pierwsze oddać osobiste doznania. Po drugie zachować dokładnie rytm wiersza w oryginale. To było bardzo trudne. A nawet jeszcze trudniejsze. Stąd odejścia od litery, lecz zachowanie przesłania. Za Blejkiem wrzuciłem również archaizmy. Proszę czytać bardzo powoli, zwracając uwagę na końcówki wyrazów.
A, i rozwiązałem sprawę przecinka. Jak się wydaje...
Od razu wyjaśnię, że nie mam żadnego (no może sporadyczny (http://tinyurl.com/cnogoen)) związku z poezją. Moja chwilowa aktywność tutaj jest spontaniczna (jest taki dzień, gdy nawet zwierzęta mówią) i wymagała odwagi , proszę więc o wyrozumiałość i nieco przytłumioną refleksję. Po prostu czuję się napompowany Tyger'em i chcę się tym podzielić.

Pozdrawiam.


  Panthera Tigris
  Tygrys! Tygrys! Ognia snop
  W gęstwie mroku pali trop:
  Jakaż wieczna ręka, oko,
  Twą symetrię splotła z trwogą?
  Gdzież to miejsce, głębia, szczyt,
  W którymś zrodził się - twój byt?
  Czyjaż śmiałość cię wyniosła?
  Kto śmiał snowić płomień w krosnach?
  Jakież ramię, czyjż to trud,
  Twojego serca mięsień splótł?
  A gdy serce wszczęło bić,
  Dłoń, czy łapsko strach chce wić?
  
  Jakiż młot to? Jakiż sznur?
  Umysł twój, to grozy twór!
  W czyjejż kuźni? Któż go kuł?
  Śmiał zacisnąć mózg twój w pół!
  
  Kiedy stało się to już,
  W serca gwiazd był wpchnięty nóż:
  Czy on z dzieła cieszył się?
  Stworzył baranka! Wzniósł i cię?
  
  Tygrys! Tygrys - ognia snop -
  W gęstwie mroku pali trop:
  Jakaż wieczna ręka, oko,
  Twą symetrię śmie spleść z trwogą?
  waldek

Witaj Waldku! Skoro kilka dni Tygrys Cię trzymał w łapach, to niech potrzyma jeszcze kilka! Warto.

Oryginał widzę tak: Tygrys jest straszny, przerażający. Więc kim jest i jak potężny Ten, który Tygrysa stworzył?! Gdy czytać Twoje tłumaczenie, jakby było samodzielnym tekstem (jakby oryginał nigdy nie istniał), to można odnieść wrażenie, że ktoś tygrysa męczy, torturuje, że trzeba go głośno uprzedzić o kłopotach; powstało wrażenie zatrwożonego tygrysa, obawiającego się świata wokół niego - jego symetria jest spleciona z trwogą, czyli tygrys jest strachliwy, a jego Twórca jest sadystą.

Jeszcze dwa drobiazgi: zrób coś z linijką: Kiedy stało się to już,, bo nie wypada, żeby była w wierszu (nie w tym). Ponadto naraz wprowadziłeś jeden nóż wepchnięty w wiele serc gwiazd, co jakoś trudno jest przełknąć. Trochę pomogłoby danie w tym zdaniu jednego serca: W serce gwiazd był wpchnięty nóż:; wciąż był wpchnięty brzmi nieporadnie. No i cała fraza jest zbyt dowolna, wyskoczyła jak Filip z Konopii.

Nie zrażaj się, powalcz, pozdrawiam, Włodek -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Może zapisz się Waldku na poewiki, i wklej tu swoje wiersze. Swoje (tak?) "Ukojenie" napisałeś umiejętnie i zgodnie z główną strategią poezji (choć nie ustrzegłeś się niebezpieczeństwa metaforycznego pisania); powinienem jednak tu zajmować się Tygrysem. :-) -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Długo się zbierałem i wreszcie...

Najpierw słowo wstępne.

Symetria Bóg-Tygrys, Tygrys-Bóg jest raczej jasna i nie widzę w niej niczego osobliwego. Pierwsza strofa sporo wyjaśnia. Jest tam samotność Boga w bezkresnej pustce. Ale nie tylko. Wiemy z dalszego fragmentu, że wcześniej został stworzony Baranek. Baranek jest ważny. Widać jednak, że jest on częścią ciemności, nie zadowolił stwórcy, gdyż jest bezwolnym narzędziem, beczącym kamieniem wśród innych. Czy może być partnerem, docenić, podziwiać Stwórcę?

Tu mała dygresja. W jednym z odcinków dr. House'a wybitny naukowiec o nieprzeciętnym IQ ożenił się z blondynką. Dramat - żadnej komunikacji. Co zrobił? Zaczął łykać jakieś prochy, po których potencjał intelektualny obniżył mu się do jej poziomu. Był szczęśliwy w takim związku. Tylko, że on nie miał wyboru.

Bóg miał wybór. Być szczęśliwym nie istniejąc lub zaistnieć, czyli stworzyć kogoś równego sobie. Więc stworzył - uzyskał partnera - światło w lasach ciemności. Ciemność nie istnieje bez światła i odwrotnie, więc mamy tę symetrię: Bóg stworzył Tygera-światło, ten zaś pozwolił zaistnieć ciemności. Wzajemna zależność prowadząca do ostatniej strofy wiersza.

Po słowie wtępnym.

Symetria już jest, lecz wcale nie taka straszna. Rzekłbym, że jest naturalna, oczywista lub w ogóle bezprzymiotnikowa. Szukam więc jej grozy. Zapewne kryje się ona w Could i Dare. Bo gdzie indziej?
Co następuje po Could? Długa wyliczanka zasobów energetycznych, intelektualnych, artystycznych i materialnych, którymi musiał dysponować Bóg, aby wykonać dzieło równe sobie. Ale to nie wszystko, musiał dysponować czasem, aby w pocie czoła przeprowadzić akt tworzenia. Czy to w ogóle możliwe? Stąd te trzy "niepotrzebne" strofy. I stąd Could. Wiemy z piątej strofy, że po niesłychanych zmaganiach wreszcie się udało. Pozostały jednak wątpliwości, rozterki, cierpienie z braku pewności co do słuszności poczynań, a może nawet własnego bezpieczeństwa.

Teraz Tyger. Potrzeby ma identyczne - symetria. Ale jemu do rozświetlenia swoich ciemności żadne nieskończone zasoby nie są potrzebne, nic! Wystarczy nieświadomość, że jest to niemal niewykonalne. Błysk myśli - i jest. Nieprzypadkowo Dare znalazło się w ostatnim wersie - tam nie trzeba już nic wyjaśniać. A że brak w czynie Tygera oznak odwagi? O, to zależy tylko od rozważającego tę kwestię... (Tu genialna zamiana peelów w pierwszej i ostatniej strofie! To ona nadaje sens temu wierszowi). Cała nieskończona potęga Boga sprowadzona do jednego klaśnięcia - niech się stanie jasność! Precz z Barankiem! To jest właśnie STRASZNA symetria w wykonaniu prawdziwego Tygera.

Pójdę jeszcze o krok dalej. Konsekwencją tego szaleństwa jest taka oto myśl:

Stłuczmy wszystkie lustra, ale pamiętajmy, że mogą istnieć...

Uff...


Na zakończenie.

Wyjaśnienie 1.
Analizując Tygera, starałem się całkowicie oderwać od niezliczonych jego interpretacji znalezionych w bardziej lub mniej poważnych źródłach. Również od życiorysu autora, jego wyznania, poglądów, a także nawiązań do tekstów z Biblii, przekazu z wcześniejszych utworów i wielu innych skojarzeń, np. z Rewolucją Francuską. Postanowiłem potraktować wiersz jako ponadczasowy, a co za tym idzie, możliwy do interpretacji bez nawiązywania do konkretnych uwarunkowań. Krótko mówiąc, rozważałem „czysty” tekst. Konsekwencją tego nieracjonalnego posunięcia mogą być, i zapewne są, moje specyficzne doznania i ich następstwa opisane powyżej.

Wyjaśnienie 2.
Dla jasności, co do peelów. Głównym narratorem zadającym pytania jest autor - powiedzmy - bezstronny obserwator. Proszę jednak spróbować aż tak bardzo zdziwić się razem z nim i przeczytać wers: „Could frame thy fearful symmetry?” jako pytanie zadane w imieniu samego Tygera, a wers „Dare frame thy fearful symmetry?” jako pytanie w imieniu Boga. Wcielenie się - narrator chce zrozumieć (mimo „thy” - ono wynika z konwencji). Jest to uzasadnione. Bez całkowitego utożsamienia się z postacią, totalnego wtargnięcia w nią, to pytanie byłoby przecież w ogóle bez sensu - niezrozumiałe. To odkrycie zmieniło całkowicie moje czytanie wiersza i doprowadziło do wniosku, który przedstawiłem.

Odnośnie mojego tłumaczenia.

Oczywiście zgadzam się z uwagami Włodka. Trochę się w to zaangażowałem i doszedłem do przykrej konkluzji (chyba nie jako pierwszy), że w języku polskim jest zbyt mało krótkich, jednosylabowych wyrazów. Reszta (prymitywizm mojego tłumaczenia) jest tego konsekwencją (tak sądzę :-) ). Poważyłem się nawet zaoopatrzyć w słownik scrabblistów (ponad trzy milony słów wraz z odmianą przez przypadki) i napisać program do szukania rymów - i nic! Nie da się. Polska język - trudna język. Oprócz uwag Włodka zauważyłem, po niewczasie - "oko", wyraz dwusylabowy, choć w czytaniu to jakoś umyka. Ale nie zrażam się, walczę dalej.

Tyle.

waldek

Dla mnie ta interpretacja jest bardzo ciekawa i wiele wnosząca. Samo tłumaczenie jak dla mnie ma taki walor, że jest dosyć trudne w percepcji. alx d

Dziękuję. Jako osoba odległa od sfer niebieskich, wręcz przyziemna, obawiałem się reakcji. Moja interpretacja, jak już wcześniej pisałem jest w ciągłej ewolucji. Ale wnioski, które przedstawiłem, jak na razie całkowicie mnie zadowalają.


Mam jednak coś nowego - autor! Drobiazg, który chyba "tradycyjnie" jest pomijany. Niesłusznie.
Zaznaczam, że to, co teraz napiszę, to tylko koncepcja, i będę miał prawo wycofać się z niej.


Autor jest obserwatorem. Ale bardzo dziwnym. Większość swych dociekań prowadzi w czasie przeszłym. Z wyjątkiem dwóch pierwszych wersów pierwszej strofy i ostatniej - tam nie ma czasu przeszłego - to są równoważniki.
Ale w piątej strofie:
When the stars threw down their spears
And water'd heaven with their tears:
jest czas przeszły, po raz pierwszy (za wyjątkiem wspomnianej pierwszej i ostatniej) bez pytajników! To jest bezpośrednie stwierdzenie powstania dzieła. Dowód w następnym wersie:
Did he smile his work to see? //tu już po fakcie
Jeszcze raz. Autor NIE WIE, co było wcześniej. Tylko pyta, docieka. Autor WIE, co zaszło od chwili stworzenia (pierwsza, ostatnia i Dare). Ergo - Autor to Tyger!
Po pierwszym szoku już mnie to nie dziwi. Przecież On rzeczywiście jest Tygerem. Ja też, i Ty, i Wszyscy dookoła. A tak na prawdę, to chyba Arystoteles jako pierwszy, choć tu można dyskutować...
I teraz następuje to Dare w czasie *teraźniejszym*. To jest bezpośrednie, bez niuansów wyartykuowanie przesłania. Autor nie musi zamieniać się z Tygerem - on nim jest! Piękne, potężne i groźne.


Ach, ta dwuznaczność i "groźne", i "fearful" - to obosieczny miecz , chyba nieprzypadkowy - w co uderzy? Ja już wiem. Jedno z ostrzy jest lepiej wyszlifowane...
waldek
P.S. Co do mojego tłumaczenia, obecnie mam wiele zastrzerzeń. Dwa pierwsze wersy są do bani. Tyger nie wypala, raczej miejscowo rozjaśnia. Jest to oczywiste. Nie może całkowicie zniszczyć ciemności, bo ta przestałaby istnieć, nie może jej wypalić, zdominować, itp... Musi z nią współistnieć, być jak łuna na niebie, umiejscowiony pożar. Więc, o ile mój "ognia snop" jest ostatecznie do przyjęcia, to "pali trop" już jest głupie i bez wyrazu. Może pomożesz, lub ktoś inny? To powinno być coś takiego:
Nieznacznie z wilgotnego wykradał się mroku.
Świt bez rumieńca, wiodąc dzień bez światła w oku
Tylko nie nieznacznie, nie z wilgotnego, i nie wykradał. No i z rumieńcem i ze światłem :-) .
Adam miał łatwiej. Aż trzynaście sylab i żeński rym...

Ewolucja mojej (wh) nieskromnej krytyki

Lekko wyraziłem się mocno krytycznie o wierszu, a potem brzmiałem przesadnie serio przez inercję. Jednak rzeczywiście sądziłem, że środkowe zwrotki są wymęczone, a przedostatnia zbędna, zwłaszcza wprowadzenie Jagnięcia.

Stało się tak, bo zdecydowałem o czym ten wiersz jest, że chodzi o zmysłowe i imponujące wrażenie przerażającej straszności tygrysa, które - my, ludzie - odczuwamy, lękając się aż atawistycznie.

Tymczasem wiersz jest o czymś innym. Z błędnego założenia wyprowadziłem błędne wnioski. Na pocieszenie, po linii swojej interpretacji, napisałem [rozglądam się...] - konsekwentniejsze wykonanie idei, którą przypisałem zbyt dowolnie oryginałowi.

Jednak wiersz jest bardziej o Stwórcy, niż o Tygrysie i człowieku w tle (przerażona Natura, płaczące niebiosa). Blake napisał, że Stwórca dobrze się bawił, najpierw czyniąc Jagnięcie, a potem Tygrysa, a przestraszony Świat traktuje pobłażliwie. Straszność Tygrysa przestała być artystycznym celem samym w sobie, lecz tylko ilustruje zdolności i styl Stwórcy, Jego nieograniczone możliwości (od Jagnięcia po Tygrysa). -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Detale historyczne

Na pewno znacie lub potraficie znaleźć w Internecie wiele wartościowych linków. Sam wybrałem ten:

verbatim

Zajmujecie się daleko idącymi, a jednocześnie subtelnymi metaforami, domysłami, interpretacjami. Jednak patrząc na detale procesu twórczego Williama Blake'a, towarzyszącemy kształtowaniu się wiersza The Tyger, a także na inne jego wiersze, nie mam wątpliwości, że faktycznie autor męczył się ze środkowymi strofkami, że zupełnie nie w głowie mu były Wasze urocze fantazje. Twardo walczył o jaki taki sens z jednej strony, a rytm i atmosferę grozy z drugiej. Jego niezbyt udany kompromis uważacie dziś za super-hiper-duper filozofię. Może i jest w utworze, w jakimś sensie, ale chyba Blake'owi się nie śniła.

Tenże Blake wcześniej napisał trochę podobny, o wiele mniej ciekawy, ale bardziej chrześcijański wiersz o jagnięciu. Może lepiej go nie czytać, by nie psuć sobie świeżego wrażenia z wiersza The Tyger. Albo tak, albo tak się rozczytać w poezji tamtego okresu, w szczególności w Blake'u, by stać się smakoszem, i nie przejmować świeżością, już wtedy naiwną -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Rzeczywiście, zajmujemy się, zastanawiamy i wynajdujemy rzeczy, które może i są w utworze, w jakimś sensie, a autorowi może się o nich nawet nie śniło. Z drugiej jednak strony, czy to nie Wy sami pisaliście nieraz, że takie postępowanie jest naszą prerogatywą jako czytelników poezji ("zasada 50%")? Co Wy na to? -- Miłosz B
My? Kto jeszcze? Niech się odezwie. Skoro widzę tylko swoją wypowiedź w sceptycznym duchu, i skoro odpowiadasz na moją powyżej, to się odezwę nie czekając na pozostałych "My". Co do mojego (domyślnego) "Wy", to mam wrażenie, że w danym wątku było ich minimum trzech, raczej czterech, czyż nie?
Jak najbardziej wierzę w 50%-50%. Z drugiej strony pisałem także o trzech związanych pojęciach:
  • interpretacja;
  • skojarzenie;
  • prowokacja;
gdzie interpretacja jest wyjaśnieniem całego utworu, przy tym zgodna ze słowami utworu (niektóre utwory dopuszczają wiele interpretacji; w haiku taka wielość nazywa się sugestywnością, i jest uważana za zaletę, zwłaszcza - dodam od siebie - gdy różne interpretacje są jedna od drugiej odległe);
skojarzenie jest jak interpretacja, czyli znowu nie przeczy słowom utworu, ale zajmuje się tylko częścią utworu, typowo - skrawkiem;
prowokacja ma miejsce, gdy czytelnik interpretuje utwór lub na ogół jego część w sposób przeczący albo słowom z odległej części wiersza albo wręcz tym, które bezpośrednio interpretuje. Czasem rzeczywiście utwór prowokuje do takiej sprzeczności - może na przykład swoim zwrotem przywoływać na pamięć znane powiedzenie, mimo że to powiedzenie do utworu nie stosuje się. Jest to wtedy być może wada utworu, trudno powiedzieć, każdy przypadek jest indywidualny.
Teraz możemy zastanawiać się systematycznie, a przynajmniej moglibyśmy, które analizy w niniejszym wątku są interpretacją, które tylko skojarzeniami, a które wręcz "prowokacjami" wiersza The Tyger. Przy tym rzeczywiście uważam detale historyczne powstawania utworu za wtórne, ledwo pomocnicze. Przynajmniej tak jest na ogół, w zasadzie. Tym razem trochę się waham, gdyż nie ma do końca jednego utworu, lecz jakby kilka jego wersji. Niektóre analizy mogą pasować nieźle do jednej wersji, a zupełnie nie do innej, podczas gdy dla autora te różnice nie były bodajże tak istotne, chyba wciąż uważał że pisze jeden i ten sam utwór. Więc czym jest utwór w takiej sytuacji? Mamy wiele utworów czy też utworem raczej jest wspólny mianownik wszystkich głównych wersji?

Uwaga: utwór może mieć własne sprzeczności. Być może jest knotem, ale wcale nie musi, a wręcz może być ciekawy. Należy rozróżniać obiekt (utwór) i meta-obiekt (wypowiedź krytyka). Utwór ma prawo mieć w sobie sprzeczności (byle nie idiotyczne). Natomiast krytyk może te sprzeczności wnętrza utworu wyjaśnić bez przeczenia słowom utworu. Na przykład wyrażenie z (fikcyjnego) utworu:
biały stół czerniał nad brzegiem płyciutkiej przepaści
krytyk może skwitować opinią: autor bawi się kosztem czytelnika (po angielsku jest na to dobry zwrot, ale niecenzuralny).

Moja wcześniejsza własna wypowiedź nie była żadnym "utworem", ale i do wypowiedzi można by stosować klasyfikację interpretacja-skojarzenie-prowokacja. Twoją Miłoszu wypowiedź o mojej nazwałbym w tej terminologii skojarzeniem -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=William_Blake_%22The_Tyger%22"

Ostatnio zmieniane o 09:48, 20 marca 2014


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne