Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Wielka biblioteka wolnych wierszy

Spis treści

Zagajenie i dyskusja

"Marzy mi się wielka biblioteka wolnych wierszy" - powiedział ktoś (a dokładniej Szwedzki). Uściślając: nie "wolnych jak żółw", ale "wolnych jak taczanka na stepie".

Pytanie: w czym, tak naprawdę, wyrażałaby się wolność tych wierszy, tzn. jakie możliwości zyskaliby ich czytelnicy, których nie mają teraz?

Rys historyczny:

Licencje na użytkowanie tzw. wolnego oprogramowania (takie jak GNU GPL, General Public License) zostały opracowane w odpowiedzi na nowe zjawisko: pojawienie się programów komputerowych w językach wysokiego poziomu. Licencje te zezwalają każdemu użytkownikowi na zmienianie kodu programu i dostosowywanie go do własnych potrzeb, pod warunkiem, że zmodyfikowany kod również zostanie udostępniony na tych samych zasadach. Dzięki temu programiści mogą korzystać z efektów pracy innych programistów, w zamian udostępniając efekty swojej pracy, z których mogą korzystać kolejni. W ten sposób nie marnuje się czasu i energii na wyważanie otwartych drzwi, a w kategoriach społecznych - nacisk położony jest bardziej na współpracę niż na współzawodnictwo.

Ponieważ nieodzowną częścią współczesnego oprogramowania jest dokumentacja, pojawiły się licencje dotyczące dokumentacji, jako logiczne rozszerzenie i uzupełnienie licencji na samo oprogramowanie. Przykładowo, uzupełnieniem GNU GPL jest licencja GFDL. Następnym krokiem była propozycja zastosowania wolnych licencji do tekstów i utworów o dowolnej tematyce - zgodnie z ideą tzw. copyleftu.

I tu dochodzimy do zagadnienia biblioteki wolnych wierszy. Byłaby to, jeśli dobrze rozumiem, kolekcja tekstów, udostępnionych zgodnie z którąś z wolnych licencji, które to licencje opracowane zostały już z myślą o utworach niemających związku z oprogramowaniem - przykładem może być licencja Creative Commons.

Jedne z pierwszych traktorów miały lejce zamiast kierownicy. Pomysł był taki, że rolnicy, przyzwyczajeni do prac polowych przy użyciu konia, chętniej zaczną używać nowego wynalazku, jeśli jego obsługa będzie się kojarzyła z czymś, co już znali. Jednak dosyć szybko się okazało, że traktor kierowany lejcami to nie jest najlepszy pomysł.

Stosowanie wolnych licencji do literatury postrzegam jako podobne zjawisko, tylko niejako w odwrotną stronę: jako próbę uogólnienia rozwiązań wynikających z nowej technologii - wstecz. Korzyści z prawa do modyfikowania kodu programów komputerowych i dokumentacji do nich są wyraźnie widoczne. Ale na czym polegałyby korzyści z prawa do modyfikowania tekstów literackich? Inaczej mówiąc: po co koniowi kierownica?

W tym miejscu chyba nie od rzeczy będzie oddanie głosu Richardowi Stallmanowi, jednemu z pomysłodawców ruchu wolnego oprogramowania i współtwórcy wolnej licencji GNU GPL (fragmenty wywiadu dla czasopisma internetowego Pigdog Journal z 2000 r.):

Pyt.: Więc jest Pan przeciwnikiem praw autorskich?
Richard Stallman: Niekoniecznie w pełnym zakresie. Jeśli chodzi o treści funkcjonalne, jak oprogramowanie i dokumentacja, ludzie powinni mieć prawo wręcz do publikowania i sprzedawania ulepszonych wersji. Zatem wszystkie tego typu treści powinny być wolne.
Natomiast tych treści, które nie są funkcjonalne, ale kulturowe, w tym sensie, że raczej służą do oglądania niż do uruchamiania, dotyczy część tych zagadnień, ale nie wszystkie. Dlatego, że ludzie nie mają praktycznej potrzeby, żeby je modyfikować, na tej zasadzie, na jakiej mają praktyczną potrzebę modyfikowania, ulepszania i dostosowywania treści funkcjonalnych.
W przypadku treści niefunkcjonalnych nie istnieje potrzeba, nie istnieje POWÓD do modyfikowania ich.
[...]
Chodzi mi o to, że dla treści kulturowych proponuję kompromisowy system, w którym ludzie mogliby od czasu do czasu redystrybuować skopiowane utwory na własny użytek, jednak publiczne i komercyjne rozpowszechnianie powinno dalej być objęte prawem autorskim. Taki kompromis mógłby być w porządku w przypadku treści kulturowych, natomiast nie byłby odpowiedni dla treści funkcjonalnych, ponieważ w przypadku treści funkcjonalnych, takich jak oprogramowanie i dokumentacja, potrzebujemy swobody tworzenia i publikowania ulepszonych wersji.

Otóż wydaje mi się, że kompromisowy system zaproponowany przez Stallmana dla "treści kulturowych" już działa (przynajmniej, jeśli chodzi o wiersze) i nazywa się: dozwolony użytek utworów. W ramach istniejącego prawa autorskiego mogę "od czasu do czasu redystrybuować skopiowane utwory" w kręgu krewnych, przyjaciół i znajomych.

Rozróżnienie na "treści funkcjonalne" i "treści kulturowe" (w oryginale ta klasyfikacja brzmi mniej kwadratowo, proszę o wybaczenie) jest tu, jak mi się zdaje, istotne. Kod programu komputerowego jest niejako "przepisem" na "potrawę", którą jest działający program w komputerze. Tymczasem wiersz jest już raczej gotową "potrawą".

I rzeczywiście: PoeWiki zostało uruchomione m.in. dzięki wolności zagwarantowanej przez licencję GNU GPL w odniesieniu do oprogramowania MediaWiki, czyli dzięki temu, że kod tego oprogramowania wolno było skopiować, zmodyfikować i dostosować do konkretnych potrzeb.

Natomiast nie bardzo wiem, po co ktoś miałby np. w sonecie Mickiewicza zamiast "to weszła lampa Akermanu" wpisywać "to włączyła się świetlówka Pustyni Błędowskiej", a następnie publikować tak zmodyfikowany tekst.

Podsumowując: według mnie, wielka biblioteka wolnych wierszy już istnieje - i obejmuje wszystkie teksty poetyckie, jakie do tej pory opublikowano. Zapraszam do dyskusji. -- Miłosz Biedrzycki

Wydaje mi się, że określenie krąg znajomych jest w sieci nieco wieloznaczne i warto by je uszczegółowić. Stąd -- jednak -- potrzeba publikowania konkretnych licencji. Wydaje mi się, że udostępnianie wierszy na licencji typu Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.0 ma sens. Daje to większą swobodę licencjobiorcom, a niespecjalnie uszczupla kieszeń twórcy. Marcin Jagodziński 18:56, 17 sie 2006 (CEST)
No ale tę świetlówkę, świetlówkę po co wsadzać zamiast lampy? :) -- M.
Jest energooszczędna. A serio, to dozwolony użytek ma o wiele węższy zakres.
No właśnie to jest pytanie o zasadność szerszego zakresu, tzn. o zdanie, zacytowane wyżej: W przypadku treści niefunkcjonalnych nie istnieje potrzeba, nie istnieje POWÓD do modyfikowania ich - jaki konkretnie widziałbyś POWÓD do modyfikowania "Sonetów krymskich"? -- M.
Ale czemu skupiać się akurat na modyfikowaniu i akurat SK (powód by się znalazł, popytaj Moniki ;-) )? Chodzi mi o rozpowszechnianie bez modyfikacji. Ja np. nie miał bym nic-na-przeciwko, żeby ktoś (kto nie pozostaje ze mną w stosunku) wkleił sobie mój wiersz w całości np. na swojego bloga. Dozwolony użytek tego nie obejmuje, licencje CC (i podobne) owszem. (Zrobiłem 4 dwukropki (zmieniłem na jeden, żeby było czytelniej -- M. :) i 3 tyldy zaraz zrobię Marcin Jagodziński o już są]
Czemu się skupiam na modyfikowaniu? Bo to chyba jedyny naddatek, który dają wolne licencje w porównaniu z dozwolonym użytkiem. Przykład: żeby udostępnić niezmodyfikowany utwór wszystkim blogownikom, można wykorzystać hipertekstowy charakter sieci - umieścić w sieci jeden egzemplarz tekstu, a wtedy każdy może dać do niego odnośnik. Chyba, że jest bardzo istotne, żeby dany wiersz został odrobiony seledynowymi literami na różowym tle i ozdobiony z każdej strony tzw. dollsami :) -- M.
Otóż nie wystarczy, bo implementacja hipertekstu jest w WWW fatalna i mechanizm linkowania nie jest odpowiedni do wszystkich zastosowań (czasami potrzebny jest "embedding" -- zresztą tak samo jak w pracach naukowych: czasem dajesz odniesienie do literatury, a czasem cytat). Ted Nelson nad tym siedzi już od 30 lat jak nie dłużej (dłużej). Wprawdzie on nie przewidział "wolnych licencji", ale potrzebę "włączania" cytatów owszem. Marcin Jagodziński

Wziąłeś, M. coś świetnego i pytasz: co po modyfikować (z oczywistym odwołaniem w tle, że lepsze jest wrogiem dobrego); a mnie się marzą wolne wiersze do plagiatowania (terminologia współczesna) pomysłu mogącego się zrealizować w wielu poetykach i przez pryzmat wielu indywidualności(nie terminologia, ale rozumienie przedromantyczne); płakać mi się chce czasem, gdy autor marnuje cudo, z którego mogłabym zrobić piękny wiersz. Czyli, wracając do twojego pytania: po to, żeby z całości marnej wyłowić i oprawić diament, którego się samemu nie umiało wymyślić, ale który się - w odróżnieniu od autora - widzi wyraźnie.Albo żeby ten sam pomysł zrealizować w poetyce, która prawdziwemu autorowi jest tak obca, że w życiu nie skorzysta z możliwości, jakie ona otwierałaby przed konkretnym pomysłem. Nie chodzi o redaktorskie modyfikacje, tylko o żarłoczne zagarnięcie autorskiego konceptu na całkowicie swój użytek, obraz i podobieństwo. Przed chwilą nawet przeczytałam wiersz z jądrem na wspaniałą miniaturę liryczną - ale jakby go głuchy zapisał :( I szkoda wiersza.

Gdyby od pisania odłączyć i monumentum, i pecunia, to łatwo sobie wyobrazić pożytki z wolnych wierszy:)(niezalogowana Gral pisała)

Ano to mamy rozbieżność terminologii :) Dla mnie twór, który można zmodyfikować z dobrym skutkiem, nie spełnia znamion wiersza - po prostu. Teksty, o których piszesz - czyli marna całość z "cudnym jądrem" - mogę sobie nazwać różnie, zapiskiem z pamiętnika, statusem do gadu-gadu, okrzykiem "tu jestem! dostrzeżcie mnie!", łamigłówką słowną, czymś jeszcze, ale nie wierszem. Zatem wielka biblioteka wolnych statusów do gadu-gadu? Czemu nie, ale chyba nawet nie ma takiej potrzeby, tak naprawdę. O ile się nie mylę, prawo autorskie chroni dzieło, a nie "autorski koncept", czymkolwiek on jest. Więc może dobrze by było, gdybyś jednak zaczęła publikować te wspaniałe miniatury liryczne, które jawią Ci się na podstawie cudzych cudnych jąder w oprawie z bełkotu? Mówię zupełnie poważnie - nie sądze, żeby ktokolwiek miał zasadne roszczenie o plagiat w takim wypadku. -- M.

Ech, Ty, płanetniku! Oczywiście, że miałby pretensje,pal sześć, czy zasadne prawnie, ale zasadne etycznie; oczywiście, że sama bym czuła - zanurzona we współczesnym rozumieniu plagiatu - że to świństwo. (nie widziałeś setek oburzonych reakcji na "mixty" zaledwie, a już autor cepem od swojego odgania?. No i zlekceważyłeś drugą możliwość: wiersz, dobry wiersz, ale z możliwą wariacją w innej poetyce.

Nie tyle zlekceważyłem, co nie bardzo rozumiem, w jaki sposób mogłoby w takim przypadku dojść do plagiatu. W przypadku poezji zmiana poetyki jest przecież chyba równoznaczna z powstaniem innego dzieła. Nie bardzo sobie wyobrażam, na jakiej zasadzie można by oddzielić "formę" od "treści" i objać ochroną samą "treść".
Co do pierwszego punktu: zasadne etycznie? pliiiz! mnożenie ogólnoświatowej sumy bełkotu jest samo w sobie czymś tak antyetycznym, że sprawca powinien się zawstydzić, a nie wyjeżdżać z pretensjami. Przeciwnie - jeżeli okazałoby się, że jego nieudana próba posłużyła jako substrat do czegoś wartościowego, to taki autor powinien raczej nie posiadać się z radości, nie wydaje Ci się?

Przykład zamiast teorii: złapał mnie i trzyma koncept normala, o dziewczynce, co nie wymawia r i prosi: "napisz dla mnie tlen". I ten koncept jest niemodyfikowalny, to jedno zdanie może brzmieć tylko tak, jak brzmi. Zanurzone w normalowej, statycznej poetyce było elementem dobrego wiersza. Można je zanurzyć w innej, prawda? Jest dostatecznie neutralne samo w sobie. (dyskusji etycznej nie podejmuję, bo i tak skończy się protokołem rozbieżności:)

No ale w czym problem? Można je zanurzyć w innej poetyce też w warunkach obowiązującego prawa autorskiego. Można je wyróżnić kursywą, wtedy będzie funkcjonowało na prawach cytatu w ramach dozwolonego użytku. Żeby być zupełnie korekt, można dodać przypis, podający autora i źródło (tak jak T.S. Eliot zrobił do "Ziemi jałowej"). Szczerze mówiąc, byłbym bardzo ciekaw Twojego liryku ze zdaniem "napisz dla mnie tlen" :)

To nie miało pójść w autolans;zmiatam speszona.

E tam autolans:) dzięki takim zachętom powstał pierwszy polski Aleksandryn:)
A to nie jest tak, że każda działalność literacka ma wpisany autolans w definicję? Poza tym jak ktoś ma pomysł na lepszy aleksandryn, to ja nie mam nic przeciwko wywaleniu tych moich z artykułu jako ilustracji i wstawieniu czegoś smaczniejszego. alx d

Hmm, jakoś tak mi się wydaje, że jeśli odłączyć od wierszy pecunia i monumentum i dozwolić na dowolne zmiany wszystkiego co zostało napisane, to zrobi się z literatury coś na kształt dość autystycznego projektu Teda Nelsona-- M M

Jeszcze o pecunia i monumentum

Wyobraźmy sobie taką równoległą rzeczywistość, w której każdy wiersz, lub inne dzieło literackie - proza, esej, rozprawa, krytyka - może być dowolnie kopiowane od momentu jego pierwszego upublicznienia w jakikolwiek sposób. Autor pisze powieść, pisze ją rok czy dwa, mając w perspektywie, że z momentem jej opublikowania, każdy będzie mógł mieć do niej darmowy dostęp, każdy będzie mógł ją skopiować i umieścić na swoje stronie www, wydrukować sobie i rozdać znajomym, nieznajomym, zrobić na jej podstawie film, odczytać w radiu. Czy jakikolwiek wydawca będzie chciał poświęcić czas i środki jakiekolwiek na to, aby tę powieść wydrukować w formie książkowej, skoro nie ma szans na zwrot tych środków? bo z momentem pierwszej publikacji powieść może być udostępniona w internecie i każdy może sobie ją skopiować i wydrukować? Można się zastanawiać nad takim rozwiązaniem: wydawca publikuje powieść w swoim serwisie www, ogłasza, że tego i tego dnia będzie dostępna, a ewentualny zarobek pochodzi z reklam, które pojawią się w momencie publikacji. Tylko, że reklamy będą miały sens przez pierwsze pół minuty, albo i krócej, ponieważ pierwsza osoba, która ściągnie powieść, będzie mogła ją udostępnić w sposób jaki będzie chciała. W efekcie autor za dwa lata swojej pracy nie będzie miał możliwości uzyskania jakiekolwiek wynagrodzenia. W efekcie tworzenie dzieł autorskich stanie się nieopłacalne i będzie mogło być przesunięte w obszar działalności hobbystycznej. Dowolne kopiowanie usuwa definitywnie kwestie pieniężne z obszaru sztuki. Można by powiedzieć, że w takim wypadku pozostaje jeszcze sława. Tylko tu się pojawia problem, skoro rozpowszechnianie dzieł literackich stanie się nieopłacalne, również i to rozpowszechnianie stanie się działalnością hobbystyczną, książki będą hobbystycznie drukowane, hobbyści będą robili okładki i ilustracje, hobbyści będą je recenzowali, hobbyści będą dokonywali korekty w czasie wolnym od innych zarobkowych zajęć. Sława wiążąca się przecież z rozpowszechnianiem utworów również stanie pod znakiem zapytania. Trzeba jeszcze zdawać sobie sprawę, że jeśli dowolność kopiowania ma objąć wszystkie utwory literackie, to obejmie również wiele treści publikowanych w gazetach i czasopismach. Podsumowując, pomysł na całkowite uwolnienie utworów wydaje mi się doprowadzi do zmarginalizowania twórczości w ogóle. -- M M

Uzupełniając, w USA już działają ideolodzy, którzy głoszą, że nadeszła era post-Gutenbergowska, że tekst literacki powinien być rozdawany za darmo, a ewentualne zarobki autora powinny się brać ze spotkań autorskich, honorariów za odczyty, wywiady itp. Tak się składa, że ci z ideologów, którzy są przy okazji pisarzami, są dosyć nieudacznymi pisarzami, żeby nie powiedzieć wprost - grafomanami (przykład pierwszy z brzegu: Sean Wilsey[1]). Hm, ciekawe skąd taka korelacja. -- Miłosz B
Warto widzieć to, o czym pisze Monika Mosiewicz, w kontekście modnych obecnie dyskusji. Trochę na temat pecuniae w świecie bez obecnego systemu praw autorskich w książce Lawrence'a Lessiga "Wolna kultura". Książka, oczywiście legalnie i za darmo, do obejrzenia tutaj: http://www.futrega.org/wk/

Ano ze świadomości tego, że są grafomanami, i z tego, że chcą się stać sławni, a to jest dobry sposób, Internet też dobrze się do tego nadaje.\o/

Już nie chciałam pisać, że ta wizja hobbystyczna coś mi przypomina.--M M


Przykład realizacji: Red Frog

Światowa historia Internetu powinna pamiętać o Iwo Gajdzie, Polaku, który internetowo działał z Norwegii. W latach 1990-tych realizował, a raczej zrealizował i dalej rozwijał swoją wizję Internetowej społeczności artystycznej. Stworzył on w ramach swojego serwera "RedFrog" dwa międzynarodowe portale: jeden poświęcony sztuce dziecięcej, drugi - poezji, który między innymi i głównie udostępnił widowni internetowej ogromną bibliotekę tysięcy wolnych wierszy (napisanych we wszelakich językach), zarówno klasycznych wierszy dawnych mistrzów, jak i tworzonych na bieżąco, w czasie życia portalu, autorstwa ludzi z całego świata. Iwo miał wielkie zdolności organizacyjne, umiejętność wciągania ludzi do współpracy, oraz miał niezwykły, ogromny artystyczny talent do tworzenia oprogramowania funkcjonalnego i łatwego do przyswojenia przez użytkowników, których potrafił z lekkością nauczyć bardziej zaawansowanych umiejętności. Projekt Iwo, wraz z jego wymarzoną, wspaniałą biblioteką poezji, zniknął nagle, a i o samym Iwo też słuch zaginął. Chaos raz jeszcze pokonał sens, a nawet trochę wyszczerbił projekt jeszcze przed kompletnym krachem. Wszystko jedno pionierski RedFrog, który wyprzedził swój czas pod wieloma względami, był niezwykłą fluktuacją, o ogromnym potencjale edukacyjnym, artystycznym i socjalnym.

Jednym z głównych, może wręcz decydującym powodem upadku RedFroga była wyczerpująca walka z wydawnictwami gutenbergowskimi o znaczenie i stosowanie copyright.

Kwestia wolnego wyboru

Z zainteresowaniem przeczytałem powyższą dyskusję na temat za i przeciw stosowania wolnych licencji w sztuce. Moim zdaniem należy tą kwestię pozostawić samym twórcą. Jeden pisze tylko "sobie a muzom" (ma inne źródło utrzymania niż własna twórczość) a drugi chce się z twórczości utrzymywać. Te różne wybory są zrozumiałe i nikomu nie należy narzucać takiego lub innego sposobu licencjonowania prac. Jeśli twórca uważa, że nie chce żadnej zapłaty za swoją twórczość to należy to uszanować, jeśli chce - tym bardziej. W skrajnym przypadku twórca chce pozostać anonimowy i to też należy uszanować.

Ale ad rem: istnieje spora grupa twórców, którzy chętnie zgodziła by się na publikację swoich utworów kompletnie za frico. Nie chcą za nie otrzymywać tantiem. Nie naszą rzeczą wnikać jest w ich intencje. Mogą być one różne:

  1. niektórzy po prostu kierują pobudkami całkowicie bezinteresownymi, czyli czystym altruizmem
  2. inni dopiero zaczynają swoją drogę artystyczną i chcą pochwalić się przed światem swoimi dokonaniami aby potem ugruntowawszy sławę i pozycję móc sprzedawać następne utwory
  3. znowu inni chcą wystawić w ten sposób tylko część swoich prac aby sprawdzić czy to co piszą spodoba się czytelnikom
  4. niektórzy chcą usłyszeć co o ich pracy powiedzą inni twórcy i eksperci
  5. itd.

Ale to nie jest ważne - ważne jest, że są tacy twórcy, którzy chcieliby się podzielić swoimi pracami z innymi.

Z drugiej strony są ludzie, blogerzy, firmy, które chętnie wykorzystałyby te darmowe utwory do swoich celów, komercyjnych i niekomercyjnych. Zwykle z obopólną korzyścią dla obu stron:

  1. korzyść dla twórców - ewentualna darmowa reklama, lans, satysfakcja, że ktoś zauważył ich dzieła
  2. korzyść dla osób korzystających z ich dzieł - szeroki dostęp do całkowicie darmowych utworów, brak mitręgi z ustalaniem ich praw, licencji, itp., możliwość skorzystania z dowolnego utworu w dowolnej chwili tylko pod warunkiem zachowania prawa do uznania autorstwa (czyli po ludzku mówiąc - podania nazwiska autora utworu pierwotnego, np. licencja CC3.0 BY Uznanie autorstwa lub licencja CC3.0 BY-SA. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach).

Otóż robiłem kwerendę w polskim internecie i niestety zwykle bywa problem z ustaleniem na jakiej w ogóle licencji jest dany utwór publikowany a jeśli już jest licencja to tylko licencja ogólna strony, która zabrania kopiować utwory bez wyraźnej zgody autorów, której oczywiście oni nigdzie nie zamieszczają bo nie są zwykle tego faktu świadomi. W najlepszym wypadku strona jest na licencji Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach - Bez prawa do wykorzystania komercyjnego co zawsze może konfundować bo na większości nawet niekomercyjnych stron są wyświetlane jakieś zewnętrzne reklamy więc można uznać, że przestają być one tym samym stronami niekomercyjnymi. Choćby były robione przez samych wolontariuszy.

Wniosek końcowy: Potrzebne są strony tylko z takimi utworami a ich tak naprawdę nie ma. Ja byłem zmuszony stworzyć dla takich właśnie potrzeb ad hoc całkowicie nowy serwis. Ale nie to jest ważne. Ważna jest wiedza i świadomość samych twórców i osób zainteresowanych wykorzystaniem ich wolnej twórczości. Electron   15:11, 29 stycznia 2011 (CET)

Słuszna racja. Potrzebne jest rozwijanie świadomości nt. prawa autorskiego. A co do serwisów z literaturą, tworzonych z taką świadomością, to nie jest tak, że w ogóle ich nie ma. Jednym z przykładów na istnienie takich są Wolne Lektury. -- Miłosz B
Od czegoś trzeba zacząć ale jak to powiadają: pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Wolne Lektury (tak jak i Wikiźródła) to jednak serwisy nastawione na gromadzenie starych tekstów, do których prawa autorskie już wygasły... Btw. w Wolnych Lekturach naliczyłem tylko 3 współczesne wiersze - nie muszę chyba wymieniać ich autora ;) choć oczywiście chwała mu za to. Generalnie jednak z wolnymi (i prawidłowo oznaczonymi pod względem praw autorskich) tekstami współczesnych autorów w polskim necie jest gorzej niż krucho... Electron   11:09, 2 lutego 2011 (CET)

Odnośniki

Miliony klasycznych dzieł, piosenek, filmów i dzieł sztuki trzyma się jak zakładników w sejfach przedsiębiorstw rozrywkowych (filmy i muzykę z lat 60-tych i 70-tych), niedostatecznie poszukiwane przez grupy konsumentów, aby opłacało się je wypuścić na rynek, lecz potencjalnie za lukratywne, aby wypuścić je na wolność (czyli do domeny publicznej). Chcemy uczynić te wszystkie dzieła wolno dostępne dla każdego i to jeszcze, kiedy ich filmowy celuloid nie został zniszczony przez czas. Miejscem każdego dzieła docelowo jest domena publiczna, gdy artysta o tym zdecyduje lub gdy wygasną prawa autorskie, dlatego trzeba jasno określić w ustawie kiedy i na jakich warunkach dzieła przechodzą do domeny publicznej.

Przypisy

  1. ^ Dziąsłujący język lenguydż mogą przeczytać jego felieton w TIME'ie. Wspomniany w felietonie artykuł z New York Timesa o przetworzeniu książek w postać cyfrową (autor: K. Kelly) jest dostępny bezpłatnie dla uczestników PoeWiki, login: PoeWiki, hasło: poewiki

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Wielka_biblioteka_wolnych_wierszy"

Ostatnio zmieniane o 10:09, 2 lutego 2011


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne