Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

W.H. Auden, "Blues"

Strona inaugurująca wspólne prace nad tłumaczeniami. Jacek Dehnel opublikował tłumaczenie wiersza W.H. Audena w Nieszufladzie, przekład Jacka stanowił inspirację lub zachętę (lub powód :-) do poniższych przekładów:


Spis treści

Oryginał

Blues

(For Hedli Anderson)

Ladies and gentlemen, sitting here,
Eating and drinking and warming a chair,
Feeling and thinking and drawing your breath,
Who's sitting next to you? It may be Death.

As a high-stepping blondie with eyes of blue
In the subway, on beaches, Death looks at you;
And married or single or young or old,
You'll become a sugar daddy and do as you're told.

Death is a G-man. You may think yourself smart,
But he'll send you to the hot-seat or plug you through the heart;
He may be a slow worker, but in the end
He'll get you for the crime of being born, my friend.

Death as a doctor has first-class degrees;
The world is on his panel; he charges no fees;
He listens to your chest, says - "You're breathing. That's bad.
But don't worry; we'll soon see to that, my lad."

Death knocks at your door selling real estate,
The value of which will not depreciate;
It's easy, it's convenient, it's old world. You'll sign,
Whatever your income, on the dotted line.

Death as a teacher is simply grand;
The dumbest pupil can understand.
He has only one subject and that is the Tomb;
But no one ever yawns or asks to leave the room.

So whether you're standing broke in the rain,
Or playing poker or drinking champagne,
Death's looking for you, he's already on the way,
So look out for him tomorrow or perhaps today.

Uwagi leksykalne

Sam tekst wymaga z pewnością kilku uwag leksykalnych, pewne zwroty są wyrażeniami, których przetłumaczenie dosłowne może okazać się niemożliwe. I tak, w kolejnośc i występowania w wierszu:

Sam tytuł tego wiersza już implikuje jego potoczność, blues jest potoczny.

Oczywiście, żeby nie było żadnych wątpliwości, utwór Audena nie należy do rodzaju blues, uprawianego w Stanach. Nie tylko melodyjnie, ale także, gdy chodzi o głos. Brak mu prostoty i zabidzenia bluesów. Stosuje obce bluesom środki artystyczne. Prawdziwy blues jest bliższy ideałowi Basho. Autor ma prawo napisać w tytule, co mu się żywnie podoba. Co nie znaczy, że tak jest. Tytuł jest częścią wiersza, a nie klasyfikującą nalepką.

Wiersz jest toniczny, czteroprzyciskowy, bez stałej liczby sylab, to też wydaje się dopasowane do tytułu, do tego czym ten tekst ma być, tłumaczenie w związku z tym też powinno być toniczne, uporządkowanie tego tekstu w ciąg sylabotoniczny np. trzynastozgłoskowca, byłoby przerabianiem bluesa na poloneza. Jakkolwiek oczywiście, jeśli się ma w pamięci kawałki Hookera, to tekst Audena nie wydaje się szczególnie bluesowy. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę to, że słowo "lad" jest brytyjskim kolokwializmem, a już "G-man" zupełnie amerykańskim. (No chyba, że Auden uważał, że świetnym lekarzem z dobrym wykształceniem może być tylko Brytyjczyk).

Uwagi rytmiczne

Jeśli głośno odczytać wiersz Audena do wtóru jakiejś melodii bluesowej (z pamięci albo z nagrania) powstaje wrażenie, że wersy są "zbyt krótkie". Rzeczywiście, typowa i charakterystyczna dla bluesa jest fraza pięcioakcentowa, w podziale 2 + 2 + 1. Wynika to ze struktury muzycznej tej formy: jedna linijka tekstu zazwyczaj odpowiada dwóm taktom pieśni, z tym, że końcowy, piąty akcent przypada na "raz" taktu trzeciego:

I'm goin' get up in the mornin', I believe I'll dust my broom
I'm goin' get up in the mornin', I believe I'll dust my broom
Girlfriend, the black man you been lovin', girlfriend, can get my room

Robert Johnson, "I Believe I'll Dust My Broom" (fragment)

Oznaczenie akcentów (podkreślone sylaby w przykładzie powyżej) jest do pewnego stopnia przybliżone, ponieważ wykonawcy zazwyczaj dość swobodnie dopasowywali tekst do melodii, stosując rozmaite transakcentacje i synkopy w ramach osobistej, ekspresyjnej interpretacji. Trzeba też przyznać, że śpiewacy bluesowi tacy jak np. John Lee Hooker potrafili dostosować do melodii bluesowej niemalże dowolny tekst, także taki, który w zapisie wygląda na zupełnie nieregularny.

Niezależnie od tego - wyrazisty, czteroakcentowy tok wiersza Audena, w podziale 2 + 2, nie przywodzi na myśl bluesa, może bardziej angielskie pieśni ludowe. (Podobną rytmikę ma np. "The Times They Are A-Changing" Boba Dylana).

Nasuwa się pytanie o to, jaką formę wersową najlepiej wybrać do tłumaczenia utworu Audena na polski. W moim (Miłosza B) odczuciu - zdecydowanie powinien to być wiersz toniczny, może być czteroakcentowy, tak jak w oryginale.

Przekład autorstwa Jacka Dehnela

Dostępny tutaj : W.H. Auden "Blues" tłum. Jacek Dehnel


Przekład ten niezależnie od swojego kunsztu (a może właśnie kunszt odegrał tu swoją rolę) zdaje się gubić potoczność oryginału, slangowość oryginału, oraz w pewnych wypadkach zdecydowanie idzie zbyt daleko w intepretacji (zamiana niebieskich oczu blondynki na "biuściastość"). -- M M


Niezamierzony przez tłumacza, ale tkwiący jak byk w jego tłumaczeniu zwrot:

   "lekko biuściasta blondyna"

jest zabawny i może się podobać :-)

Z zasady, w wypadku wybitnych wierszy, im tłumaczenie jest dosłowniejsze, tym lepsze. W przypadku ledwo średniodobrego utworu W.H.Audena, można oryginał traktować jako pretekst do stworzenia ambitniejszej poezji w języku docelowym. Warto zawsze popatrzeć na (słabiutki) oryginał Swietłowa, wiersza "Grenada", i na tłumaczenie Tuwima--o niebo lepszy utwór, a gdy pominąć (anty)senty(menty) polityczne, to po prostu świetny. Konkluzja: nie psuj tłumaczu wierszy wybitnych, ale nie traktuj serio wierszy średnich.

Udał się Jackowi Dehnelowi zwrot "stoisz w deszczu spłukany", zgrabnie odpowiada oryginałowi. Niestety cała linijka tłumaczenia brzmi: "Zatem czy stoisz w deszczu zupełnie spłukany,, a więc jest nieambitnie spaprana słowami-zapychaczami "Zatem" oraz "zupełnie". Pierwsze dwie linijki tłumaczenia są okropne. Potem, "powitym" jest z innej bajki--gdyby całe tłumaczenie było napisane takim językiem, to co innego, a tak to słowo "powitym" zbyt odstaje. Lekarz ma świat na rozpisce? Zupełnie to nie przekonuje (bo chodzi o listę wszystkich po kolei ludzi, a nie o jeden przedmiot świat; chodzi o różnicę pomiędzy "pamiętam widok odległego lasu" oraz "pamiętam każde drzewo w lesie"). "Nieruchomości" i "mogiła" pasują jak pięść do nosa. Ta mogiła (:-) miała być nabytą nieruchomością, ale mogiły się nie nabywa, lecz grób. W zwrocie "każdy uczeń, nawet durny" zakończenie "nawet durny" nudzi i męczy czytelnika--u Audena tej wady nie było, było prosto. "spija się" z kieliszków to ("szampany") czego inni nie dopili. Ten nieestetyczny akcent jest zbędny (w oryginale było po prostu o piciu szampana).

W sumie tłumaczenie to jest na jeszcze niższej orbicie od oryginału. Tłumacz dbał o liczbę sylab i o rymy, ale nie miał obrazu ani wizji całości. Trochę oryginał go tak kierował, ale oryginał aż tak nie raził. -- Włodzimierz Holsztyński


Tłumacz zdecydował się na przełożenie wiersza Audena trzynastozgłoskowcem (co nie jest niczym zaskakującym, jeśli wziąć pod uwagę upodobania Jacka Dehnela jako poety). Można się zastanawiać nad zasadnością tego rozwiązania. W polskim wierszu sylabicznym liczba akcentów w wersie nie jest ustalona. W przekładzie Jacka większość wersów ma cztery akcenty, ale zdarzają się i takie, gdzie jest ich pięć albo sześć. W ten sposób nieco zatraca się "piosenkowość" oryginału na rzecz konwencjonalnej, "poetycznej" rytmiki XIX-wiecznej typu Goszczyński-Pol. -- Miłosz B

Przekład autorstwa Moniki

Blues

Szanowni Państwo, siedzicie tu sobie
Jecie, pijecie i grzejecie fotel
Czujecie, myślicie, oddychacie, lecz
Kto siedzi obok was? Być może to Śmierć.

Paradując jako niebieskookie blond dziewczę,
Śmierć patrzy na Ciebie, na plaży i w metrze.
Młody czy stary, żonkoś czy kawaler
Zostaniesz jej misiaczkiem i zrobisz co każe.

Możesz myśleć, żeś sprytny, ale Śmierć jest tajniakiem
Pośle cię na krzesło, kulkę sprzeda z automatu.
Może nie jest rychliwa, lecz za największą zbrodnię,
Za to żeś się urodził, w końcu cię dopadnie.

Śmierć jako lekarz, ma dyplomy z wyróżnieniem
Cały świat na pulpicie, wszystko bez wynagrodzenia.
Osłuchuje ci pierś i powiada: Pan oddycha, niedobrze,
Ale bez obawy, zajmę się tym, mój chłopcze.

Do drzwi Śmierć puka sprzedając nieruchomości,
Które nigdy nie stracą ani centa na wartości.
To proste, wygodne, Europa. Bez względu na zarobki
Podpiszesz się w miejscu, gdzie zostawili kropki.

Śmierć jako nauczyciel, jest po prostu świetny
Zrozumie ją bez trudu najdurniejsze z dzieci.
Choć jeden wciąż przedmiot prowadzi: grób.
Żaden uczeń nie ziewa, nie wierci się chcąc pójść.

Więc, czy w deszczu bez grosza mokniesz
Czy pijesz szampana, czy idzie ci poker,
Śmierć już jest w drodze, już na ciebie czyha
Wypatruj jej jutro lub być może dzisiaj.

Liczę na to, że Miłosz wklei swój oraz na kolejne tłumaczenia, a także uwagi do już zamieszczonych tłumaczeń. Uwagi proponuję wpisywać pod tekstem konkretnego tłumaczenia.


Powyższe proste tłumaczenie Moniki Mosiewicz podobałoby mi się bardziej niż Jacka Dehnela, gdyby nie to, że rytmicznie i melodyjnie tu i tam rozjeżdża się, a nawet nie daje się czytać. (Nie mam nic przeciwko temu, żeby dobre przeczytanie wiersza było wyzwaniem--może brzmieć cięko, lub może być trudno dobrze odczytać, ale wiersz powinien dać się odczytać).

W obu tłumaczeniach występuje pod koniec słowo "czyhać", niesprowokowane oryginałem Audena. Zatem świadomie czy nie, ale jeden z tłumaczy zapożyczył je od drugiego.

"Europa" u M.M. wystąpiła ni priciom. Podobnie "świat na pulpicie" jest sztuczne, bez sensu ("panel" w oryginale to raczej coś jak honorowa komisja egzaminacyjna, a nie żadna płytka :-). Można lubić, i to bardzo, niedokładne rymy, ale "grób" i "pójść" po prostu się nie rymują (przed "pójść" wystąpił jeden z rytmicznych kłopotów, ale i tak reszta zwrotki jest rytmicznie dobra :-) -- Włodzimierz Holsztyński

Nie rymują się, zgadza się, to asonans, być może wrażenie byłoby inne, gdyby sylaby nieakcentowane również miałyby zgodność samogłosek, ale jednak w przypaku, gdy akcet wypada na koniec wersu, nie jest to aż takie konieczne, zgodność spółgłosek jeśli nie dotyczy sylaby akcentowanej, będzie w gruncie rzeczy małosłyszalna dla czytelnika. -- M M

Ten przekład dobrze, moim zdaniem, oddaje znaczenie oryginału, natomiast jego słabą stroną jest to, że jest nieregularny wersyfikacyjnie i rytmicznie. Paradoksalnie, w ten sposób bardziej zbliża się do bluesa (chodzi w tym przypadku o "bluesa gadanego" w stylu np. Johna Lee Hookera, ze zmienną liczbą akcentów w frazie). Jednakże o ile przekład zyskuje w ten sposób na "bluesowości", to traci na "Audenowości", innymi słowy - oddala się od oryginału. -- Miłosz B

No w sumie wydawało mi się, że jeśli tekst ma na czymś stracić, to może lepiej niech straci na "Audenowości" w sensie formalnym a mniej materialnym (czyli treściowym), do czego w pewnym sensie wydwało mi się uprawnić może tytuł. W sumie najwięcej problemów miałam z przetłumaczeniem "high-stepping blondie", cóż to jest to "high-stepping", zwłaszcza, ze googel (nieoceniony jako korpus uzusu) podpowiadał, że ma to związek z maszerującymi orkiestrami. Tak naprawdę, to Gosia wpadła na to "a czemu nie po prostu paradująca?" i faktycznie, zawiera chyba to słowo i maszerujące orkiestry i wysoko podnoszone nogi i dumę oraz coś, co potocznie nazywa się "szczuciem":)
Muszę powiedzieć, że nie zgadzam się z takim podejściem. Autor nadał tytuł trochę na wyrost, próbował wystylizować na konkretną formę, ale nie bardzo to wyszło. Jako zadanie tłumacza widzę nie tyle prostowanie niedociągnięć oryginału, co raczej - kongenialne przeniesienie ich do innego języka :) -- Miłosz B
Jeżeli chodzi o "sprzeda kulkę z automatu", to przyznam szczerze, że usiłowałam znaleźć jakieś slangowe określenie na postrzał, albo nawet grypserskie, jednakowoż okazało się, że nikt ze znajomych karnistów nigdy nie słyszał nic ciekawego, więc pozostało użyć hasła, które jakoś brzmi alaslang, a odwołuje do starego dowcipu z serii "szedł Kowalski koło koparki i się zmieszał" tu akurat chodziło o " poszedł na lody i dostał kulkę z automatu" (czy jakoś tak, być może coś pokręciłam).
Sporym problemem też było słowo "panel", z pewnością chodzi tu o taki notatnik w stylu kawał podkładki z łapką u góry pod którą można podpinać kartki (przynajmniej jak sobie przypomnieć amerykańskie seriale o lekarzach), niestety jakoś nie kojarzę, żeby to miało specjalną nazwę (w sklepie papierniczym, na naklejce z ceną to miało napis "notatnik-tablica"). Został pulpit, który być może zbyt szczęśliwy akurat nie jest. -- M M
No, akurat nie. Słownik podpowiada, że to "lista pacjentów, pozostających pod opieką danego lekarza w ramach brytyjskiego systemu opieki zdrowotnej" (NHS, takie ichnie NFZ); ciekawe że, do spółki z "my lad", autor zupełnie oddala się tu od bluesowego świata G-manów i blondi z amerykańskiego metra, ("subway", w odróżnieniu od brytyjskiego "underground"). [2], prawie pod koniec strony -- Miłosz B

Przekład Miłosza B

Blues

Panie, Panowie, co tutaj siedzicie,
Co was zajmuje jedzenie i picie,
Czucie, myślenie, wydech i wdech -
Któż siedzi obok? Być może to Śmierć.

Bywa blondyną, co dumnie kroczy,
W metrze, na plaży patrzy ci w oczy.
Wolny, żonaty, stary czy młody
I tak się złapiesz na Śmierci podryw.

Śmierć - agent śledczy. Myślisz, żeś cwany,
On już ma wyrok dla ciebie nagrany.
Może nie działa szybko, nie szkodzi.
Dopadnie cię za to, żeś się urodził.

Śmierć, pierwszorzędny chirurg kardio,
Przyjmie cię chętnie i całkiem za darmo.
Zbada i powie: "Niestety, jest puls!
Lecz zaradzimy jakoś mu".

Śmierć proponuje ci nieruchomość,
Na tym nie można stracić - wiadomo.
Choćbyś zarabiał naprawdę grosze,
Kredyt dostępny. Podpisać proszę.

Śmierć jest wybitnym nauczycielem.
Zrozumie wykład największe cielę.
Wykład-monograf: Grób Stosowany,
A wszyscy słuchają jak zaczarowani.

Więc czy ci deszcz za kołnierz kapie,
Czy pijesz szampana na kanapie,
Śmierć już cię szuka, już się wybiera.
Czekaj jej jutro - albo i teraz.


Od tłumacza: Można to uznać za coś pośredniego między przekładem i parafrazą. Zdecydowałem na utrzymanie konsekwentnej, piosenkowej rytmiki za cenę zubożenia warstwy znaczeniowej. W moim odczuciu Auden przeważnie porusza się na granicy bombastyczności i przegadania, dlatego nie miałem skrupułów, żeby go "odchudzić" pod tym względem. Być może w przypadku akurat tego wiersza autor momentami wsadzał "gotowce" słowne w ramach stylizacji na bluesa, ale ponieważ stylizacja tak czy tak nie bardzo się udała (por. uwagi o rytmie), to i mowa-trawa nie ma w tym utworze uzasadnienia, jak dla mnie.

Jednocześnie uważam, że takie woluntarystyczne podejście do tłumaczenia jest co do zasady nie do przyjęcia, dlatego nie zdecydowałbym się przedstawić swojej propozycji jako "pełnoprawny" przekład z Audena.

Co do rytmiki, zdecydowałem się na cztery akcenty w wersie i raczej krótkie frazy, na podobieństwo nieparzystych wersów polskiej ballady podwórkowej. ("...A na to Luis mu odpowiada: o ty śmierdzący Szmerlingu! Ty się nie rzucaj, ty się nie stawiaj, lepiej się postaw na ringu" itp.)

W nawiązaniu do nagłówka niniejszej strony: ponieważ ze względów technicznych nie mogę przeglądać "Nieszuflady", bezpośrednim impulsem do mojej przymiarki przekładowej było tłumaczenie Włodka Holsztyńskiego, zamieszczone w "Rynsztoku".


Słowo "proponuje" w linijce "Śmierć proponuje ci nieruchomość" zamieniłbym na "ofiaruje". Poezja to sztuka słów, a w "ofiaruje" słychać "ofiara", co współgra ze śmiercią. Poza tym, gdy ma się wybór pomiędzy słowem od wieków osadzonym w polszczyźnie, a nowszym, to lepiej sięgać, jak Leśmian, do korzeni.

Szczęśliwy człowieku! Mnie żaden agent nieruchomości jeszcze niczego nie ofiarował... Poezja to sztuka słów, stosowanych precyzyjnie, tak to jakoś widzę. -- Miłosz B
Pijany szczęściem człowieku, agenci mogą tak mówić i mówią (ofiaruję Panu tę działkę za niebywale niską cenę)--to raz. Po drugie, tekst wyraźnie mówi, że każdego stać na tę nieruchomość, czyli że jest za darmo--to dwa. Mógłbym kontynuować. Podsumuję: poezja wychodzi swoją precyzją poza codzienną logikę--to raz. Ma swoją logikę--to dwa. Mógłbym kontynuować, ale jeżeli dotąd człowieku cię nie przekonałem, to nie warto (a jeżeli tak, to fajnie). Od proponuje powiało nudą. Poezja to sztuka słów. (A moje tłumaczenie system wywalił, tylko czas i wysiłek zmarnowałem; bo ta strona już jest za wielgachna; a gwoli prawdzie i przyzwoitości, to w świetle nagłówka tej strony, należy wspomnieć, że Twoje o-człowieku! tłumaczenie pokazało się najpierw, we wstępnej formie, pod moim, w "Rynsztoku", także ze względu na "Rynsztok"). -- wlod
Spróbuj może jeszcze raz, są wielgachniejsze strony w witrynie i nie wywala. Co do zamiennika dla "proponuje", to mogłoby być: "oferuje". W ten sposób odpada zagadnienie agenta-altruisty (albo ściemniacza), a źródłosłów i dźwięk jest ten sam, co słowa "ofiara". Co do drugiej kwestii masz rację, nie zwróciłem wcześniej uwagi na ten nagłówek. -- Miłosz B

Szkoda, że lekkiej wagi tłumaczenie MB nie pasuje do wspomnianej ballady w pełni. Warto je przerobić pod tym kątem. A sama ballada miała lepsze słowa, niż te, sprezentowane przez MB. W szczególności:

   ty się nie stawiaj do mnie zza morza
   ty mi się postaw na ringu

(oraz nie było "śmierdzący", było o wiele lepiej).

   w pewnym państwie w mieście Chicago
   opowieść to jest prawdziwa
   żył pewien Murzyn co chodził nago
   i co się Louis nazywał

... ...

   jadą Murzyni, Amerykanie,
   każdy we właasnym Fordzie
   jadą zobaczyć jak dwóch frajerów
   będzie się lało po mordzie

... ...

   tak to w USA w mieście Chicago
   sport idzie szeroką ławą
   u nas w Warszawie też w mordę leją
   ale im za to nie płacą

-- Włodzimierz Holsztyński

Założeniem przekładowym była w tym przypadku forma czteroprzyciskowego wiersza tonicznego, za oryginałem. Można by faktycznie spróbować przełożyć na metrum typowo balladowe, czyli przeplataniec wersów cztero- i trzyprzyciskowych, z tym, że to byłby wg mnie kolejny krok oddalający od tłumaczenia (sensu stricto) w kierunku parafrazy (stylizacji). -- Miłosz B

Jak już to już--jeżeli ma być lekko, to można iść na całego, na balladę:

   Śmierć jest wybitnym nauczycielem,
   rozumie go każde ciele.
   Wykład-monograf: Grób-koniec sprawy
   zaliczy dupek niemrawy
   

Chyba warto. O wierszu Audena pamiętają tylko ci, którzy z Audena robią magisterki i doktoraty. Balladę będą śpiewać po podwórkach przez lata -- wlod (PS. wlod = Włodzimierz Holsztyński, w skrócie)

Coś w tym jest. Jednak nie wiem, czy akurat ten wiersz nadaje się jako punkt wyjścia do ballady. Walka Louisa ze Schmelingiem jednak ciekawsza :) -- Miłosz B

Dygresja: kłopot z Audenem po polsku

Powyższy przekład jest też polemiczny wobec tendencji, występującej wśród polskich tłumaczy, żeby Audena upoetyczniać. W ogólnych zarysach wygląda to tak:


Auden: "Strumyk płynie przez łąkę".
Tłumacz 1: "Strumyk wije się wśród kwiatów".
Tłumacz 2: "Strumyk wije się wśród różnobarwnych kobierców kwiatów".
Tłumacz 3: "Strumyk wije się wśród różnobarwnych kobierców jak błękitna wstążeczka".

A w szczegółach - np. tak:

Auden:
"The sailors come ashore
Out of their hollow ships"
Barańczak:
"Z pustych w środku cielsk krążowników
Na ląd schodzi tłum marynarzy"
To dosyć dalekie oddanie oryginału, ale jednak "ashore" i "hollow" są bardzo niekolokwialne (chyba że chodzi o kolokwialność w XIX-wiecznym angielskim). alx d
Myślę, że starsze formy są dobrze zadomowione w angielskim, choćby przez hymny religijne (tak mi się kojarzy "ashore" i "hollow"). "Cielska krążowników"? Hm. -- Miłosz B
Auden:
"Perfection, of a kind, was what he was after
And the poetry he invented was easy to understand;
He knew human folly like the back of his hand,
And was greatly interested in armies and fleets;
When he laughed, respectable senators burst with laughter,
And when he cried the little children died in the streets.


Rymkiewicz:
Doskonałości, tak to nazwę, łaknął.
Poetów stworzył, których wszyscy rozumieli,
Szaleństwo ludzkie badał jak linie dłoni,
A przeto dbał by armiom niczego nie brakło.
Gdy śmiał się - senatorzy czcigodni się śmieli,
Gdy krzyczał - małe dzieci padały w agonii
O jeny! alx d
Barańczak:
Dążenie do perfekcji -swoistej- było zawsze jego mocną stroną,
A poezja, którą wynalazł, łatwa była do zrozumienia;
Znał jak własne pięć palców naiwne ludzkie złudzenia
I wolał armiom czy flotom poświęcać uwagę i czas;
Gdy się zaśmiał, dostojny senat podchwytywał ten śmiech unisono,
Gdy zapłakał, zwłokami dzieci zaścielały się ulice miast
Tu chyba tylko do "unisono" można się przyczepić (?) alx d
No, "umieranie" i "zaścielanie zwłokami" to jednak różne rejestry -- Miłosz B
Tak różne, i nie widać w samej formie wskazówki, że takie przeinaczenie było konieczne. alx d

No można się przyczepić do całości, "to burst" znaczy wybuchać, tu śmiechem, zupełnie to co innego niż "podchwytywać śmiech unisono" co raczej oznacza śmianie się półgębkiem, u Audena chodzi bardziej o "gdy się śmiał nawet czcigodni senatorzy wybuchali śmiechem" niż, że czcigodni senatorzy uśmiechali się uprzejmie, co wychodzi u Barańczaka. W oryginale dzieci po prostu umierają na ulicach, a nie, że raptem wszystkie ulice miast zaścielone są zwłokami, jakby przeszła jakaś zaraza -- M.M.

A Gosia może?

Perfekcja, najwyższa jakość, tego właśnie chciał,
I poezję tworzył łatwą do zrozumienia.
Ludzką frywolność niczym spód swojej dłoni znał,
I intersowały go armia i flota.
Śmiał się, i senatorzy śmiechem wybuchali,
I łkał, a dzieci na ulicach umierały.


wh, bez rymów
zależało mu jakby na doskonałości -
poezję tworzył zrozumiałą,
słabości ludzkie znał jak własną kieszeń,
armiami i flotami się przejmował;
gdy śmiał się, szacowni senatorzy wybuchali śmiechem,
a gdy płakał, to na ulicach umierały dzieci.


-- wlod


wh, z rymami (jak u Audena: ABBCAC):
jakby do doskonałości dążył -
poezję tworzył jasną,
słabości ludzkie znał jak kieszeń własną,
armiami i flotami się przejmował;
gdy śmiał się, rechotali szacowni senatorzy,
a gdy płakał, to dzieci w mieście marły bez słowa.


-- wlod


Przekład Gosi, na pałę

Blues

Panie i Panowie, siedzicie sobie,
Jecie, pijecie, grzejecie fotele,
Czujecie, myślicie, oddychacie, lecz
Ktoś siedzi obok ciebie, może to smierć?

Ta blondyna ze smutnymi oczami,
W metrze, na plaży, śmierć na was się patrzy.
Młody, lub stary, samotny, po ślubie,
Stajesz się sługą, zrobisz co ci karze.

Śmierć to jest gliniarz. Miej się za mądralę,
Wyśle cię na krzesło, podłączy wtyczkę.
Może jest powolny, i tak na końcu,
Dostaniesz, za życie, mój przyjacielu.

Doktor Śmierć ma wyższe kwalifikacje,
Ma świat na swym stole, opłat nie bierze.
Słucha serca, mówi: Oddychasz. To źle
Już to naprawiam, kolego, nie martw się.

Śmierć puka do drzwi, chce ci opchnąć ziemię,
Jej wartość na rynku nigdy nie spadnie.
To proste, wygodne, stare. Podpiszesz -
Nieważny szmal - wykropkowaną linię.

Nauczyciel Pan Śmierć jest niezrównany,
Najgłupszy uczeń zda jego egzamin.
Uczy jednej rzeczy: Drogi do grobu,
Lecz nikt nie ziewa, i nie chce odwrotu.

Czy stoisz w deszczu zupełnie bez kasy,
Czy grasz w pokera, czy żłopiesz szampany,
Śmierć cię szuka, śledzi, już jest na tropie.
No rozgladaj się, jutro, dzisiaj lepiej.


W czterech słowach: dużo Gosi, mało Audena :) -- Miłosz B

Ech, to jeszcze popróbuję :)

Wariacja na motywach (Miłosz B)

Ballada

Panie, Panowie, co tu siedzicie,
Na tym przyjęciu wdechowym,
Dobrze smakuje jedzenie i picie,
A Śmierć już siedzi koło was.

Jako blondyna, co dumnie wypina,
Zagląda ci w oczy i w duszę,
Młody czy stary, mąż czy kawaler,
Zostaniesz wnet jej dziubdziusiem.

Śmierć jako tajniak cwany okrutnie
Z nakazem za tobą chodzi,
Może nie zaraz, ale cię drutnie
Za to, żeś się urodził.

Śmierć jest doktorem ordynatorem
Przyjmie cię całkiem bez opłat,
"Co my tu mamy? Niestety, oddech.
Pomoże na to mój okład".

Śmierć chętnie sprzeda ci nieruchomość,
Na tym się przecież nie straci.
Kredyt dostępny, nieważny dochód,
Podpisz tu, tak czy inaczej.

Śmierć to wybitny jest wykładowca,
Największy ćwok go zrozumie.
Temat jest jeden, a na egzamin
Każdy przychodzi i umie.

Więc czy na deszczu stoisz spłukany,
Czy gdzieś szampana żłopiesz,
Śmierć już cię szuka, już wciąga sztany,
Już jej wypatruj, chłopie.

tłumaczenie, 2007-08-06 (wh)

blues
(dla Hedli Anderson)


Panie i Panowie, jedzący
przy stole, grzejący krzesła ile mocy,
poczujcie, gdy się wam wdech w pierś wwierci,
i pomyślcie o sąsiedzie--o Śmierci.
Jak w powietrzu unoszona kici,
w metro, na plażach--Śmierć cię widzi;
mąż czy kawaler, mroźnej utrzymance
nie odmówisz wdechu na pierwszej randce.
Śmierć--szpiclem. Myślisz "ja go przechytrzę".
A on cię wciśnie w krzesło elektryczne.
Niespiesznie wręczy ci wyrok w Dzień Sądny
--będziesz skazany za grzech pierworodny.
Śmierć--doktór, ma wyższe wykształcenie;
świat cały zbawia z wielkim poświęceniem.
Opuka, osłucha--o! dychasz jeszcze?
Jutro nekrolog o tobie zamieszczę.
Śmierć stuk-stuka, u drzwi cię zagadnie,
ziemię sprzeda, której wartość nie spadnie.
Odwieczny złóż podpis, tusz nie pryska
--wszak twoja pensja nie jest za niska.
Śmierć--nauczyciel, trzyma się dumnie;
najgłupszy z uczniaków ją zrozumie,
gdy w kółko uczy zalety grobu--
żaden nie ziewa, nie rwie się do domu.
Więc czy na deszczu mokną ci skarpetki,
czy przy pokerze wychylasz dwie setki,
Śmierć ma cię na oku, Śmierć cię widzi,
wyglądaj go jutro, a nawet dziś, i...


W. H. Auden
(tł. z ang.--wh)


Trochę się czuję jak po przeczytaniu Pratchetta. Śmierć w polskiej kulturze jest rodzaju żeńskiego. To jeszcze nie znaczy, że to błąd. Ale to oznacza duże, dlaczego? alx d

Uhonorowałem autora :-) Po angielsku "death", z małej litery, jest rodzaju nijakiego. U Audena jest personifikowana, i występuje to jako "on", to znów jako "ona". Spodobało mi się. To jest odświeżające. Po polsku jest to niezwykłe, ale chyba czytelnik potrafi konwencję przyjąć, że Śmierć (z dużej litery - personifikowana) czasem jest żeńska, a czasem męska. -- wlod

Po angielsku spersonifikowana śmierć jest rodzaju męskiego. Śmierć jest w tym wierszu rodzaju żeńskiego w sposób nie budzący wątpliwości tylko raz - jako blondynka. Biorąc pod uwagę, że Auden miał jakieś homoseksualne inklinacje, nawet ta jedyna, konkretna pani może być zwykłą, choć lekko przewrotną, przebieranką. Oczywiście konwencja tego utworu jest dosyć swobodna, więc można iść w różne ekstrema. alx d

Tłumaczenie Piotra

Blues


Panie i Panowie, co tutaj siedzicie,
Jecie i pijecie i w krzesła pierdzicie,
Myślicie i czujecie, wstrzymujecie dech,
Bo kto siedzi obok? Być może to Śmierć.

Niebieskooka, wystrzałowa blond suka
W metrze i na plaży wzrokiem cię wyszuka;
Czyś młody, czy stary, czy obrączkę masz,
Będziesz jej tatuśkiem, padniesz przed nią na twarz.

Śmierć jest tajniakiem. Myślisz, że masz umysł rączy,
Strzeli prosto w serce, na krześle Cię dokończy;
Może działać wolno, lecz wykona wyrok kat
na tobie kolego, za to żeś przyszedł na świat.

Śmierć jako doktor dyplom ma pierwszej klasy;
Cały świat w rozpisce i nie bierze za to kasy;
Opukuje klatkę. "Ty oddychasz? To źle.
Da się to naprawić, proszę nie martwić się."

Śmierć puka do drzwi, żeby wcisnąć ci mieszkanie,
Co nigdy na wartości nie straci, mój panie.
Proste i wygodne, jak za starych lat.
Dochód nieważny, podpis proszę tutaj, pa.

Śmierć - nauczyciel jest po prostu wspaniały;
Najdurniejszy uczeń pojmie czarno na białym.
Wykłada szczegółowo tylko jeden temat – Grób;
Nikt wyjść nie chce z klasy, każdy ma otwarty dziób.

Więc - czyś spłukany i deszcz cię poniewiera,
Czy pijesz szampana, zgarniasz pulę w pokera,
Śmierć patrzy na ciebie i już w drodze jest,
Wypatruj jej jutro, lub dzisiaj, kto wie.

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=W.H._Auden%2C_%22Blues%22"

Ostatnio zmieniane o 09:47, 20 marca 2014


[PoeWiki]

Tekst źródłowy
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne