Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Traduttore traditore

Spis treści

Wstęp

Tu odbywa się sąd poewiki nad "przestępstwami" tłumaczy, a przede wszystkim nad przestępstwem zdrady. Inne przestępstwa mogą być równie lub bardziej kryminalne, podczas gdy zdrada jest szczególnie wredna, bo niszczy pojęcie czytelnika o wielkości autora, i w ogóle niszczy pojęcie czytelnika o poezji. Zdrada polega na tym, że tłumacz coś tam z wiersza zrozumie, a raczej wiersz zinterpretuje, po czym szybko przed czytelnikiem swoim osiągnięciem musi się pochwalić. Świeże danie, które autor czytelnikom delikatnie i ze smakiem zaserwował, tłumacz przeżuje i da czytelnikowi do smakowania swój własny wyplutek. Podobne wyplutki - bez "pomocy" tłumaczy - podają czytelnikom słabi autorzy (grafomani). O ironio! - wielu krytyków poezji i niby zaawansowanych znawców takimi wyplutkami delektuje się. Wielcy poeci wiedzą czego nie pisać, a tłumacze (i słabi autorzy) właśnie te niedopisaniagadugadania do tekstu muszą wstawić.

Tłumaczenie wierszy jest niezwykle trudną sztuką, a za udane tłumaczenia należy się tłumaczom ogromna wdzięczność.

"Teoretyczniej"

Napiszę to samo bardziej "teoretycznie" i jaśniej. Wiersz jest sumą 50%+50%. Pierwsza połowa to tekst (+ format) utworu, podany przez autora. Druga połowa jest dziełem czytelnika. W sumie dają pełny utwór, po części różny w przypadku różnych czytelników - i właśnie tak jest dobrze, a nawet tak powinno być, to jest dla poezji konieczne.

Tłumacz, zanim jest tłumaczem wiersza, najpierw jest czytelnikiem (choć mógłby być także i czasem powinien być następnie krytykiem). Tworzy swoje czytelnicze 50%. Jednak nigdy tych czytelniczych 50% nie powinien wstawiać do tłumaczenia. Gdy to czyni, nawet tylko częściowo, to niszczy wiersz. Zamiast proporcji 50%+50%, ostrożnie wyważonej przez autora, tłumacz podaje czytelnikowi proporcję powiedzmy 70%+30%, co już jest nieznośną grafomańską papką. To prawda, że w dzisiejszych smutnych czasach (od kilkuset lat zachodniej, oficjalnie uznanej "poezji") większość czytelników i krytyków papkę toleruje, nie zwraca na nią uwagi, lub co gorsza - papkę lubi i wychwala. Z tego powodu zajmowanie się poezją nie ma sensu -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Dyskusja

Ja bym raczej powiedział, że poezja to jest 50% słowo i 50% nastrój. Electron   02:45, 27 maja 2012 (CEST)

Dlaczego RACZEJ?? Mówisz po prostu o czym innym, niezależnym. Nie widzę, żebyś mi przeczył (i dobrze). Wyraziłeś się przy tym nieco niefortunnie. Przecież część wagi słowa czy też frazy, to właśnie nastrój (choć nie jakieś ustalone 50% lub inny procent - to zależy od sytuacji, od samego słowa lub frazy, lub także od kontekstu). Masz na myśli raczej to, że nie chodzi o samo znaczenie materialne lub obiektywne słowa lub wyrażenia, lecz także o nastrój słów i wyrażeń (zresztą bardziej chodzi o efekt całości, niż o poszczególne słowa i wyrażenia - ale mniejsza o uściślenia).
Zgadza się. I oczywiście trudno tu mówić o jakichś ścisłych liczbach. Można też ten nastrój nazwać "duchem". A duch jak to duch - ulotny jest. Przyjmuje różne kształty, wymyka się rozumowi i schwytać go trudno. Electron   16:56, 30 maja 2012 (CEST)

W przypadku przekładu trzeba przełożyć i to i to. Jak przełożyć słowo to z grubsza wiadomo (chociaż to też nie jest prosta sprawa), gorzej gdy trzeba przełożyć nastrój. Zwykle samo przełożenie słowa w słowo nie przekłada tego nastroju. I wtedy jest problem. Przekład to jest zawsze jakiś kompromis. I wpływ tłumacza jest nie do pominięcia. Powiem więcej - jest on zwykle znaczny. Tak znaczny, że niektórzy poeci zaliczają przekłady z autorów obcych do poezji własnej. Bo to jest zawsze własne odczytanie danego utworu. Tak jak odczytanie szkolnego zadania "co autor miał na myśli?" Jasiu rozumie ten utwór tak a Małgosia owak. I oboje mają rację ;) To nie jest matematyka. Electron   02:18, 27 maja 2012 (CEST)


Wydajesz się Elektronie być niepodatny na to co napisałem, a nawet zaciemniasz sprawę. Tak - wiadomo, każdy odczytuje utwór po swojemu. Jednak dobry tłumacz swoim odczytem nie zapaskudza tłumaczenia. Dobry tłumacz pytania, które autor pozostawił otwartymi, pozostawia otwarte. W przeciwnym wypadku niszczy poezję, ładuje się w święte i nietykalne 50% czytelnika, bez którego poezja nie istnieje. To dzięki czytelniczej połowie każdy może mieć własny odczyt, a tekst należy do poezji.
No to jest sprawa oczywista, że powinno się przekładać w sposób, który jak najlepiej oddaje intencje autora. Ale jak oddzielić to co rzeczywiście poeta "miał na myśli" od tego co tłumaczowi wydaje się, że miał?

Pojęcie:
co rzeczywiście poeta "miał na myśli"
jest bzdurą. Autor (dobrego) wiersza stwarza potencjał dla (być może różnych) interpretacji. Tłumacz w swoim tłumaczeniu powinien stworzyć ten sam potencjał. Czyli sama interpretacja w tekście wiersza nie istnieje (a w każdym razie nie powinna), istnieje tylko potencjał. -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
Być może. Tym niemniej od wieków nauczyciele zamęczają podobnym pytaniem coraz to nowe rzesze uczniów. Ale jeśli to jest zagadka nie do rozwiązania, owa "kwadratura koła poezji", to nie należy też od "biednego" tłumacza wymagać zbyt wiele. On robi co może, a może tylko tyle ile dane mu jest samemu zrozumieć i odczuć. Czyli niewiele. Każdy człowiek to przecież chodząca zagadka, a poeta to już zwykle zagadka do kwadratu. Zagadkami gada, bajki opowiada. Nastrój tworzy, coś plecie o zorzy... Ulotne to, mętne, niedopowiedziane. Ale piękne. Czyli takie, którego bez wodki nie razbierosz (jak mawiają nasi wschodni sąsiedzi). Choć i ten sposób często na niewiele zda się ;) Być może przesadzam, ale... Electron   02:36, 31 maja 2013 (CEST)
Oczywiście jak poeta żyje to zawsze go można dopytać. Jeśli nie żyje to raczej trudno coś się od niego dowiedzieć ;) Z drugiej strony nie każdy poeta coś miał na myśli w chwili pisania, być może pisał niesiony nastrojem, być może w jakimś zamroczeniu (i nie chodzi o zamroczenie li tylko alkoholowe ;). Czasami nawet poeta nie wie (lub już nie pamięta) o co mu w tamtej chwili chodziło. Ale ad rem. o co mi tutaj chodzi (bo też być może mącę ;) Chodzi mi o to, że zwykle w poezji trudno się doszukiwać jakiejś jednej jedynej prawdy obiektywnej, jednej słusznej jej interpretacji (i bardzo dobrze, to właśnie jest jej główna zaleta, że można doszukać się w danym utworze wielu znaczeń). Zresztą kto miałby decydować co naprawdę jest tą prawdą? Moim zdaniem nie należy oceniać zbyt surowo danego tłumacza bo być może on święcie wierzy, że jego interpretacja zawiera właśnie tę prawdę jedyną przez niego odkrytą. A której reszta nie jest w stanie dostrzec. Nie wiem, czy tutaj ilość ma jakiekolwiek znaczenie - jeśli nawet większość widzi tam coś innego to nie zawsze większość musi mieć rację. Tak więc moim zdaniem jeśli nie ma prawdy obiektywnej to jeśli chcemy wyrobić sobie własne zdanie na temat danego tekstu (a nie znamy języka oryginału) to jednym ze sposobów dociekania prawdy jest poznanie jak największej liczby przekładów (także recenzji, opracowań, itp.).
Btw. Dawni poeci przy przekładach pisali po prostu: Z Szyllera, Z Lermontowa, Z Puszkina, itp. Być może należało by powrócić do takiego opisu przekładu. Mówi on, że to nie jest "prawdziwy" Schiller, Lermontow, Puszkin. Mówi on, że to jest utwór powstały "na jego kształt", "w jego duchu". Nawet jeśli to jest dość wierny przekład to jednak to jest tylko przekład a nie oryginał. Dawni tłumacze to po prostu czuli i chyba uważali, że taki zwrot jest bardziej uczciwym postawieniem sprawy (w stosunku do czytelnika). Electron   16:56, 30 maja 2012 (CEST)
UWAGA Zasada 50%+50% autora i czytelnika nie jest aksjomatem lecz wnioskiem z trzech podstawowych zasad poezji, które poezję definiują -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Oczywiście najlepiej czytać poezję w oryginale, ale nie ma takiego, który by dobrze znał wszystkie języki świata ;) Niestety. Electron   02:18, 27 maja 2012 (CEST) Btw. Dla przykładu tłumaczenie klasyki, w jak różny sposób można przełożyć Odę do radości -> przekład Karola Brzozowskiego, Józefa Dionizego Minasowicza i mój a tutaj dość wierny Andrzeja Lama i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Przekład Gałczyńskiego zupełnie nie jest wierny, do tego zawiera tylko początek 9 zwrotkowego utworu ale... No właśnie. Electron   02:45, 27 maja 2012 (CEST)

Odnośniki lub ich brak

O, to jest coś takiego jak syntetyczna definicja poezji. Pokaż, bom głodny! alx d

Szkicowałem przez lata, między innymi na p.h.p, i na angielskich stronach. Tutaj, na poewiki też. Mimo to trochę napiszę raz jeszcze w oddzielnej sekcji poniżej (specjalnie dla tłumaczy :-) -- (wlod [zdr] Ty) rozm.
Jak jest gdzieś tutaj, to może wystarczy link? alx d
Na poewiki, w o poezji dałem tylko 3 gołe aksjomaty, a reszta uwag prawie nie była z nimi związana -- (wlod [zdr] Ty) rozm.

Konstanty Ildefons o tłumaczeniach

Wprawdzie nie o tłumaczeniu poezji, lecz prozy -> Bajka o sześciu tłumaczkach , ale morał jest budujący. Zamiast jednego, sześć dzieł powstało... ;) Electron   10:28, 10 lipca 2012 (CEST)

Przykłady

Zobacz też

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Traduttore_traditore"

Ostatnio zmieniane o 09:53, 20 marca 2014


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne