Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Stanisław Bojarczuk

Stanisław Bojarczuk (1869-1956) - chłopski twórca sonetów spod Krasnegostawu. Poeta wyśmiany. Postać fascynująca.


Mariusz Kargul - Chłopski Petrarka w natarciu


Spo­ra­dyczne infor­ma­cje i próbki twór­czo­ści Sta­ni­sława Bojar­czuka zaczęły poja­wiać się w pra­sie lokal­nej i regio­nal­nej – za sprawą Józefa Niko­dema Kło­sow­skiego i Józefa Cze­cho­wi­cza – jesz­cze w latach 20. i 30. minio­nego stu­le­cia. Nie wywo­łało to jed­nak żadnego oddźwięku w środo­wi­sku lite­rac­kim, czy też szer­szego zain­te­re­so­wa­nia osobą Petrar­ko­wego epi­gona. Z jed­nej strony gnio­tła go chłop­ska dola, a z dru­giej cią­gnęło się za nim, niczym jesienne mgły, odium nie­bytu arty­stycz­nego. Sytu­acja owa trwała do końca nie tak znowu poetycz­nego życia.

Autor „Bla­sków i dźwię­ków” oraz „Linii liryki” nie znał zapewne poję­cia auto­kre­acji. Nie było go komu pro­mo­wać, ani tym bar­dziej czu­wać nad jako­ścią pijaru. Zaiste trudno wyobra­zić sobie Bojar­czuka zabie­ga­ją­cego o łaskę i względy jemu współ­cze­snych. To bar­dziej trą­ciło staj­nią Augia­sza niż Olim­pem, któ­remu poświe­cił tyle uwagi w swo­ich sone­tach. Nie­odrodny syn wieku XIX świa­do­mie wybrał arcy­trudną sztukę two­rze­nia wła­śnie w tym gatunku lite­rac­kim. Wyszedł z zało­że­nia, iż skoro ma zacząć w ogóle pisać, powi­nien naśla­do­wać wzorce pozo­sta­wione przez wiel­kich mistrzów antyku i rene­sansu. Nie chciał w jaki­kol­wiek spo­sób „eks­pe­ry­men­to­wać”. A miał prze­cież wielką szansę zaini­cjo­wa­nia na przy­kład awan­gar­do­wego lub wręcz futu­ry­stycz­nego kie­runku w poezji ludo­wej. Nie zain­te­re­so­wała go bli­żej jed­nak żadna z tych opcji.

Być może i za bar­dzo nie było dla kogo czy­nić podob­nych lite­rac­kich wolt w ówcze­snym nad wyraz „par­ty­ku­lar­nym” Kra­snym­sta­wie? Dzi­siaj poeta pokroju autora 500 „syriu­szek” (czyli podwój­nych sone­tów), miałby do udźwi­gnię­cia na swych bar­kach cał­kiem uza­sad­nioną misję zwo­ła­nia oko­licz­nej gawie­dzi na miej­ski rynek – mniej­sza o to, że w trak­cie jego rewi­ta­li­za­cji – w celu wyko­na­nia jakie­goś per­for­man­ceu. Cho­ciażby rytu­al­nego pokro­je­nia wła­snych wier­szy kozi­kiem, a następ­nie wrzu­ce­nia uzy­ska­nych skraw­ków do chłop­skiego kape­lu­sza, skąd wycią­ga­łaby je nadobna kra­sula. Dzięki temu z jed­nego sonetu dałoby się pozy­skać suro­wiec na kilka nie­złych haiku. O ile mi wia­domo, Bojar­czuk nie sto­so­wał tego typu socjo­tech­nik, ale sam pomysł jak naj­bar­dziej nadaje się do prak­tycz­nego zastosowania.

Jakieś drobne wyrazy uzna­nia i gra­ty­fi­ka­cje, które spły­nęły na Bojar­czuka tuż przed jego śmier­cią, dowio­dły tylko po raz kolejny braku wyczu­cia i roze­zna­nia sytu­acji przez czyn­niki odpo­wie­dzialne za sprawy kul­tury. Gdyby nie praca wyko­nana przez Józefa N. Kło­sow­skiego i Zbi­gniewa Stepka, zapewne nigdy nie doszłoby do druku pierw­szego (i przez 51 lat jedy­nego!) wyboru sone­tów kra­sno­staw­skiego samo­uka. Przez te wszyst­kie lata nale­żało mieć cał­kiem uza­sad­nione prze­ko­na­nie, że w całej spra­wie nie „wypły­nie” już na powierzch­nię nic nowego.

Owszem, od czasu do czasu napi­sano coś o intry­gu­ją­cym ory­gi­nale z zapo­mnia­nej przez Boga i kry­ty­ków mie­ściny, lecz na tym wła­ści­wie poprze­sta­wano. Debiu­tanc­kie „Bla­ski i dźwięki” prze­szły nie­mal bez­dź­więcz­nie przed oczyma poten­cjal­nych czy­tel­ni­ków. Dopiero na początku lat 80. XX wieku dr Józef Zięba z Lublina przyj­rzał się bli­żej spu­ściź­nie po Bojar­czuku zgro­ma­dzo­nej w Oddziale Lite­rac­kim Muzeum Lubel­skiego im. J. Cze­cho­wi­cza. Przyj­rzał, przej­rzał i stwier­dził, że ma oto przed sobą klej­not lite­racki pierw­szego bla­sku! Praca nad ręko­pi­sami autora „Burzy”, „Sie­lań­skich sie­la­nek”, „Świtu” i setek innych sone­tów do łatwych i wdzięcz­nych bynaj­mniej nie nale­żała. Trzeba było poświę­cić wiele czasu i cier­pli­wo­ści na usta­le­nie osta­tecz­nej wer­sji wielu utwo­rów. Ale cały wysi­łek przy­niósł nad­spo­dzie­wa­nie owocne rezul­taty. Dok­to­rowi J. Zię­bie udało się „prze­brać” z nich około 300 naj­bar­dziej repre­zen­ta­tyw­nych i war­to­ścio­wych lite­racko wier­szy. Poprze­dził je obszer­nym wstę­pem i „egze­gezą” naj­waż­niej­szych wąt­ków, cha­rak­te­ry­zu­ją­cych wyjąt­kowe doko­na­nia twór­cze quasi-dziwaka znad „Wiel­giego Dołu”. Po tych zabie­gach pozo­stał jesz­cze tylko jeden „drobny” pro­blem – wyda­nie całego zbioru, zresztą pod tytu­łem zapro­po­no­wa­nym jesz­cze za życia przez samego Bojar­czuka, tj. „Linii liryki”.

No i tutaj zaczęła się praw­dziwa bata­lia o dopro­wa­dze­nie całej histo­rii do szczę­śli­wego końca. Powszechna iner­cja, która oto­czyła nie­wi­dzial­nym woalem Bojar­czuka, jego sonety i pracę Józefa Zięby poczęła z cza­sem przy­po­mi­nać klą­twę jakie­goś fara­ona lub urok rzu­cony przez ociem­nia­łego apa­rat­czyka. A wystar­czyło choćby tylko na chwilę wczy­tać się w nastę­pu­jące słowa, by przej­rzeć nieco na oczy: „Jam mocarny, demo­nom swą moc prze­ciw­sta­wię. / Nie mam współ­za­wod­nika tu, w Szcze­ka­rzew­sta­wie, / a ślad mego ist­nie­nia w sone­tach zosta­wię” („Świt”).

Przez dłu­gie lata nie poma­gały żadne zabiegi mające na celu uświa­do­mie­nie lokal­nym wła­dzom i opi­nii publicz­nej donio­sło­ści danego zagad­nie­nia. Jakoś nikomu nie mogło przyjść do głowy, że na Bojar­czuku można zro­bić po pro­stu „dobry inte­res” dla mia­sta i oko­licy. W lutym 2007 r. dr J. Zięba zło­żył swój bez­cenny maszy­no­pis w depo­zy­cie WBP im. H. Łopa­ciń­skiego w Lubli­nie. Wyda­wało się, że wszystko zostało stra­cone i pogrze­bane. Zna­la­zła się jed­nak grupka zapa­leń­ców, któ­rzy nie mogli pogo­dzić się z takim wła­śnie obro­tem sprawy. Nie dys­po­nu­jąc co prawda środ­kami na wyda­nie obszer­nej pracy lubel­skiego lite­ra­tu­ro­znawcy, przed­sta­wi­ciele kra­sno­staw­skiej Grupy Lite­rac­kiej „A4” (P. Grąd­kow­ski, M. Jasiń­ska, M. Kar­gul, D. Wło­dar­czyk) wydali wła­snym sump­tem drugi numer kwar­tal­nika „Poetyc­kie Łany”.

Musiało jesz­cze upły­nąć tro­chę wody w Wie­przu, aby świa­tło dzienne ujrzały w końcu Linie liryki (wybór sone­tów). Już dłu­żej nie będę prze­cią­gał, powiem tylko tyle – dość słów, do książki Mości Pano­wie i Panie!


Tekst zamieszczony za zgodą autora.

Mariusz Kargul (1976-2013) - poeta, prozaik, felietonista, współpracownik pism literackich, animator kultury.

Linki

Wikipedia

Rozmowa Mariusza Kargula z Andrzejem Stasiukiem

Artykuł w Salonie Literackim

Jacek Dehnel o Bojarczuku

Polski Petrarka z Krasnegostawu

http://teatrnn.pl/leksykon/node/2304/stanis%C5%82aw_bojarczuk

Pomnik poety w Krasnymstawie

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Stanis%C5%82aw_Bojarczuk"

Ostatnio zmieniane o 16:05, 19 października 2013


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne