Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Poeta

Ustalenie czym, a może kim jest poeta i jakie jest jego miejsce w przestrzeni konfiguracyjnej wszechświata wydaje się kluczowe dla zrozumienia poezji samej w sobie. Spróbujmy zatem popatrzeć na to zjawisko z różnych perspektyw.

Spis treści

Poeta w społeczeństwie

W polskim społeczeństwie poeta funkcjonuje przede wszystkim zgodnie ze wzorcami wyniesionymi ze szkoły, czyli zgodnie z paradygmatem romantycznym. W tym świetle poeta to przede wszystkim geniusz, mistrz, osoba o boskiej naturze. W dzisiejszym świecie często przekłada się to na pewnego rodzaju pobłażliwość. Moc sprawcza słowa poetyckiego zdaje się słabnąć. Od czasu tzw. Nowej Fali, kiedy to poezja, w mniejszym bądź większym stopniu, sytuowała się w opozycji do konkretnej sytuacji społeczno-politycznej, nie było w zasadzie manifestacji poetyckiej, która mogłaby ukonstytuować poetę w szeroko pojętym społeczeństwie w sposób zauważalny. Działania happeningowe tzw. pokolenia "brulionu", próby zaanektowania telewizji pod ekspresję artystyczną po latach okazały się nietrwałe. Świadomość społeczna pozostaje odporna na nowe nazwiska. Nie sprzyja temu nieprawdopodobny szum informacyjny, nie sprzyjają realia wolnego rynku. Bodźce, które zwykle są źródłem potrzeby zachwytu nad liryką, w sytuacji tej mają słabą siłę oddziaływania. Znamiennym zjawiskiem, wielokrotnie poruszanym, okazuje się fakt czytania wierszy jedynie przez piszących je. I choć to duże uproszczenie, to wskazuje w sposób obrazowy na obecną sytuację poety w społeczeństwie.

do napisania

"Poetą się jest. Jest się nim żyjąc..." Tak stwierdził Wojaczek i nie ma sensu się spierać. Pozwolę sobie na bardziej osobista wersję pisząc, że poetą się jest. Jest się nim trudno. Karola grzeszna

Wydaje mi się, że w nowszych czasach dla tak zwanych zwykłych ludzi poezja to cztery kompletnie rozłączne rzeczy:
  • coś sztywnego, koturnowego jak jakiś Mickiewicz z wykrzyknikami;
  • coś, czym się zajmują dziewczynki w swoich różowych i niebieskich pamiętniczkach;
  • jakieś wydzibasy facetów, z którymi nie można normalnie rozmawiać;
  • teksty piosenek i satyr prześmiewczych na granicy kawałów.
Z jednej strony, przy ponad 6 miliardowej populacji, zajmuje się poezją dziś więcej ludzi niż kiedykolwiek, zwłaszcza, że ze dwa miliardy są podłączone do Internetu. Z drugiej strony wobec rozprzestrzenienia się teatru, kin, telewizji!!!, stereo, wszelkich domowych wyświetlaczy filmów i konsol do gier, PeCetów z ich youtube, telefonów komórkowych i twitterów... - poezja jest coraz bardziej marginesowa nawet dla tych, którzy poświęcają jej czas, bo czynią to powierzchownie. Ilość możliwych rozrywek i atrakcyjnych hobbies, wcale nawet nie związanych z literaturą (na przykład taniec, sztuka, yoga, używanie nowoczesnej maszyny do szycia, dieta, ogródek, rower, motocykl, łódź, samochód, ...) nie zostawia miejsca dla czegoś tak szarego (papier/ekran + literki) jak poezja.
Co do roli społecznej poety, to dziś jest żadna. Kiedyś poezja przechowywała historię, była wymagana przy kandydowaniu na pozycję w rządzie, liczni królowie i książęta obdarowywali poetów szczodrze za okazyjne pojedyncze, improwizowane panegiryki, poezja była sposobem na odpoczynek i rozrywkę. Jeszcze za komunizmu była gestem opozycji (ale nieskończenie bardziej liczyła się piosenka). W Moskwie, na MGU w 1967/8 na recytację przychodziła publika i gęsto stłoczona (nie można było siedzieć, stało się) wypełniała ogromną salę, a poetów ludzie na sali prywatnie nagrywali na prymitywne magnetofony, trzymanymi nad głowami. Dziś niby też są popularne slamy, ale one poezję trywializują. Na bardziej regularnych recytacjach, tu i tam organizowanych przez entuzjastę, pojawia się niewielu ludzi, a przy tym głównie sami są autorami prezentującymi swoje utwory, lub są przyjaciółmi autorów -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Poeta z punktu widzenia innych poetów

O ile dzisiejsze czasy dają wiele możliwości do publikacji tworzywa poetyckiego, ot choćby wspomniane już pamiętniki dziewczynek w niebieskich i różowych sukienkach, o tyle sama publikacja nie daje teraz gwarancji dotarcia do właściwego, tak zwanego zwykłego odbiorcy. Odbiorcami poezji stają się więc sami zainteresowani.

Od zarania poetyki twórcy odbywali między sobą pojedynki własnym tworzywem, często odcinając świat filistra, od tożsamości poety, tworząc podwaliny do czegoś, co nazywamy obecnie slamem. Jednakże dzisiaj te pojedynki stają się wyłącznie ekspresją narcyzmu poszczególnych jednostek, aniżeli dbałością warsztatową o formę własnego tworzywa. Wydaje się, że wynika to z faktu, iż pierwszym i zarazem ostatnim odbiorcą danej jednostki poetyckiej staje się jej twórca. Znamienitymi przykładami mogą tu być liczne blogi poetyckie, gdzie przy natłoku różnorodnej tematyki blogerskiej, wcinają się z liryką w świat sobie obcy. Otóż okazuje się, że w tym świecie tematycznego eklektyzmu, począwszy od narodzin i wychowania dzieci, poprzez kuchnię, seks, sport, politykę, aż do chorób i śmierci, pisanych rzecz jasna prozatorsko, liryka owych przywołanych blogów zdaje się nie zbierać licznej publiki. I tak zrozpaczeni twórcy zaczynają sami stawać się odbiorcami własnej poetyki, zaglądając na własnego bloga, oczekując komentarzy, w efekcie sami zaczytują w nieskończoność własne wiersze. Budzi to w nich prawo nieomymlnego. Bo skoro nie ma krytyki, to znaczy, że jest poklask. I tak gotowy do boju twórca, wybiera się na slam, bądź wieczór autorski kolegi i co robi? Wyłącznie krytykuje. Prawo nieomylności pozwala mu na bezsprzeczne pole do wyrażania absolutnej pogardy o cudzym utworze. W efekcie cały ten mechanizm prowadzi do bałaganu w stylistyce obecnej poezji, w braku w niej wyraźnych prądów i zastój indywidualistyczny prowadzący do pomieszania elementów prądowotwórczych zaszłości z nowomową, tendencyjną technologizacją i technokratyzmem poszczególnych utworów literackich, prowadzącym do swoistej poetyckiej secesji.

Od słów "zastój indywidualistyczny" nie rozumiem - to znaczy mam wrażenie, że styl tej wypowiedzi ma naśladować to, co się dzieje we współczesnej poezji, i w ten dosyć namacalny sposób wskazywać na jej wady. alx d

Dzisiejszy stosunek poety do poety to mniej więcej coś takiego jak stosunek łódzkich kamieniczników z przełomu XIX i XX wieku do siebie nawzajem. Jeżeli jeden w swojej kamienicy zastosował więcej ozdobników, to drugi musiał zrobić to w dwójnasób nie zważając na reguły i trendy panującej estetyki. Jeżeli chcemy zrozumieć dzisiejszych poetów, to wybierzmy się do Łodzi na ulicę Piotrkowską, przypatrując się tej różnorodności budowlanej będziemy zdobędziemy przymiar dla XXI wiecznej liryki.

Poeta kiedyś

do napisania


Linki

Dyskusja marynistyczna z Falenicy i Otwocka

Dwie szkoły są: falenicka i otwocka.

  1. Poetą się jest.
  2. Poetą się bywa.
Hm, a czy elektrykiem się jest, czy się bywa? I czy bycie elektrykiem to ta sama bajka, co bycie poetą? I jeszcze jedna para pytań: czy Homer/Horacy/Herbert poetami byli, czy bywali? alx d
Elektrykiem się bywało rzekł Wałęsa. wlod

Myślę, że nie to samo. Elektrycy zdecydowanie rzadziej, jak mniemam, odczuwają silną potrzebę, ni stąd ni zowąd, wymienienia gniazdek i pokazania tego wszem i wobec. (Chyba inaczej było w przypadku elektryfikacji wsi, ale to wyjątek:)). Piszący jest w zasadzie natchniony w czasie procesu tworzenia. Wtedy jest poetą na stówę. Czy ktoś, kto napisał dwadzieścia lat temu kilka rewelacyjnych wierszy, ale zarzucił ten proceder, jest poetą w dalszym ciągu? Druga sprawa - oprócz natchnienia - czy ktoś, kto pisze świetnie ale nikt o tym nie wie jest poetą? Czyli, czy ktoś, kto objawił się jako poeta był nim przed tym faktem. Ostatnie pytanie, już raczej karkołomne, czy ktoś, kto nie pisze w ogóle, może być poetą? Piłkarz owszem, może grać jak natchniony i niewątpliwie czuje ogromną potrzebę pobiegania po murawie, ale czy ma to dla nas jakiś egzystencjalny, filozoficzny wydźwięk? ---Mat<

Na pytanie z zarzuceniem pisania być może da się odpowiedzieć poświęciwszy chwilę przypadkowi Rimbauda. Czy po roku 1875, przez następne piętnaście lat życia, był poetą, czy nie? Na drugie pytanie, być może pomocne okaże się rozważenie przypadku całej przedpiśmiennej tradycji oralnej. Czy koledzy, a może raczej poprzednicy, Homera, autora Beowulfa albo Pieśni Nibelungów, czy oni byli poetami? Według mnie rozważania, czy ktoś kto nie pisze, może być poetą są karkołomne i raczej bym uznał, że nie, w szczególności przed napisaniem pierwszej próby wiersza nie jest się poetą na pewno. Rozważanie przypadków takich jak elektryk czy piłkarz ma sens filozoficzny, bo można potem powiedzieć jakieś takie ładniej lub brzydziej brzmiące zdanie typu: Bycie poetą jest jak bycie elektrykiem - od czasu do czasu jest się na etacie systemu (natchnienia), a jak się nie uważa, to prąd może kopnąć nawet ze skutkiem śmiertelnym (Rafał Wojaczek), które przecież pomaga nam zrozumieć, o co tutaj chodzi. alx d

Co mi się wydaje:

  1. W sensie "technicznym", poetą się bywa, podobnie jak bywa się elektrykiem. Słynny wiersz Andrzeja Bursy, mimo oczywistej prowokacyjności, według mnie całkiem dobrze oddaje realia. Przepraszam za dosadność, ale posłużę się obrazowaniem z tamtego wiersza: poeta w stanie furor poeticus prędzej opryskałby całą ubikację z przyległościami niż porządnie się wysikał. Dlatego twierdzę, że poetą się bywa i nieodzowne jest robienie sobie przerw.
  2. Trochę inaczej sprawa wygląda, jeśli spojrzeć od strony społecznej, czyli funkcjonowania poety w obiegu literatury. Twierdzę, że odbiorcy poezji oczekują czy wręcz wymagają, aby autor był poetą, nawet kiedy śpi itp. W tym względzie zajęcia poety i elektryka różnią się. Od elektryka oczekuje się przede wszystkim rzetelnego efektu jego pracy, od poety - pewnej postawy wobec rzeczywistości. Trudno mi powiedzieć, czy to jest charakterystyczne dla naszej nowoczesnej kultury, powiedzmy, post-romantycznej, czy było tak "od zawsze". Skłaniam się do poglądu, że jest to jednak pewien niezmiennik kulturowy. (Opowieści o pokornych średniowiecznych anonimach włożyłbym raczej między annały myślenia życzeniowego).

-- Miłosz B

Coś w tym, że anonimowość średniowieczna ma charakter życzeniowy, chyba jest. Myślę sobie, że raczej wtedy piśmiennictwo było tak drogie, że nie opłacało się notować autora i tyle. A co do bycia poetą, czy to nie jest tak, że jak ktoś się zapisze do jakiejś gildii literackiej (ZLP czy SPP, czy inne podobne) i wydał tomik wierszy, to już jest poetą i wcale nie musi nim bywać? alx d

Składki członkowskie zobowiązują? W każdym razie jak już się człowiek określił w sposób oficjalny, jak podjął pewne kroki, które go usankcjonowały jako poetę (obiektywnie niby) to nie ma już wyjścia? To ciekawy trop. Mat

"Gdybym wierszy pisać nie umiał,
może by las piękniej szumiał,
może z jakiegoś strumyka
oświeciłaby mnie nagle muzyka
jakąś wiedzą o sprawach serdecznych,
radosnych i krwawych, i wiecznych,
ale ja już słuchać nie umiem,
sam szumię"

Wł. Broniewski, "O szumie".

I tak to jest, szumimy, bardziej lub mniej udatnie.

-- Elka

A zatem nie zostawajcie poetami, to pułapka jest! -- mat


Myślę,że nie tyle bywa się poetą w sensie "technicznym" co jakościowym, nie każda rymowanka jest poezją i kogoś piszącegożyczenia na kartki, albo wymyślającego inne hasła nie nazwiemy poetą, tylko copywriterem, tak jak Faradaya i Maxwella nie nazwiemy elektrykami. -- M M

Chyba chciałaś napisać: ..., tak jak elektryków nie nazwiemy fizykami. -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}



bywa, że się jest poetą :)

dobosz


Myślę jednak, że najlepiej byłoby zapytać tego, kto według naszych podejrzeń może być poetą, czy nim jest w istocie. I ewentualnie kiedy to poczuł - po pierwszym wierszu? Chwilę przed? Po pierwszym czytelniku? Turnieju jednego wiersza? Spotkaniu autorskim? Po pierwszej publikacji? Książce? A może po drugiej? (żeby zapisać się do SPP trzeba zdaje się mieć właśnie dwie). mat

Hm, ja chyba najbardziej podejrzewam Miłosza o bycie poetą. W każdym razie wszystkie wyżej wspomniane etapy ma już za sobą. Może miałby ochotę się podzielić swoim wrażeniem na temat tego, kiedy to poczuł.
Ja osobiście jestem po pierwszym wierszu i czytelniku, po kilku konkursach bez specjalnego odzewu i po kilku listach do wydawnictw bez odpowiedzi. Nie czuję jakiejś specjalnej różnicy między stanem pisania i niepisania, a swoją twórczość traktuję jako nieszkodliwą grafomanię, która mnie osobiście się od czasu do czasu podoba. alx d
Dla siebie znalazłem wyrażenie, z którym czuję się wygodnie: "pisałem wiersze". Przy czym słowo "wiersz" w tym wyrażeniu pojmuję jak najbardziej formalnie - jako tekst, w którym podział na wersy ma znaczenie (konstrukcyjne, semantyczne, estetyczne czy jakie tam). -- Miłosz B

Nie widzisz różnic między tymi stanami, a czy potrzebę pisania odczuwasz?Ciekawe, czy poeta może nie czuć tej potrzeby na przykład a jedynie jakiś przymus? Wewnętrzny, odgórny czy jakiś. mat

Musi być ktoś, kogo nie znam, ale kto zawładnął Mną:
moim życiem, śmiercią; tą kartką.

Rafał Wojaczek, Musi być ktoś

Na razie cytat, a prozą potem. alx d

No wiem, wiem ale czy Wojaczek czuł przymus razem z wewnętrzną potrzebą i przyjemnością? Zresztą czekam na Twoją prozę. ---mat

No to proza. Mysle, ze nie odczuwam absolutnej potrzeby pisania. Odczuwam tylko absolutna potrzebe zapelnienia czyms tych kilku chwil, ktore mi zostaly do smierci. W dodatku nie chcialbym zapelniac ich byle czym. W zwiazku z tym zajmuje sie czyms, co w moim odczuciu jest szlachetne - pisaniem (a moze raczej doskonaleniem pisania). Kwestia, ze to jest akurat pisanie, a nie dajmy na to rzezbienie, czy inne rzemioslo, jest tutaj w zasadzie przypadkowa. Jednak skoro juz mam jakas historie tego pisania, to pewnie raczej w przyszlosci bede dalej pisac, a nie rzezbic - tak z rozpedu. Natomiast mam takie jakies wewnetrzne przekonanie, iz jest gdzies w powietrzu cos takiego, ze jak ktos pisze poszarpane z prawej to od razu jest jakims Mickiewiczem albo w najgorszym razie Slowackim, ktorzy pisali, bo nimi ktos tam zawladnal. alx d

Ładne słowa o tym zapełnianiu czymś, ale nie byle czym, czasu do śmierci. Choć ładne to złe wyrażenie. Poważne słowa - będzie lepiej. I nasunęło mi się w związku z tym pytanie: czy można być poetą a nie traktować serio faktu, że się pisze? Być może stoi to w sprzeczności z poniższymi słowami Karola Maliszewskiemgo o tym, że poeta boleje oficjalnie oraz ze słowami Alxa o tym, że nie widzi specjalnej różnicy między pisaniem a nie pisaniem, ale nie jestem tego pewien. --mat

A gdzie ja napisałem, że nie widzę różnicy? Wydawało mi się, że napisałem, że pisanie jest dla mnie czymś w jakimś sensie przypadkowym, pewną przypadłością - tak jak u innych, powiedzmy, zbieranie znaczków pocztowych. A co do tej powagi, to może, żeby potrącić temat, tutaj taki cytacik:

Kicia na to: ,,Puchaczu, czułych strun potrącaczu
Jakichż w pieśni twej żądz czuć gorączkę!
Jeszcze dziś się pobierzmy i do siebie należmy! -
No tak, dobrze, lecz skąd wziąć obrączką?
Cały rok żeglowali, aż zamgliły się w dali
Drzewa Bongo, gdzie Ziemia Niczyja:
A tam w poprzek na szosie Wieprzek stał czyli Prosię
Z kółkiem złotym wiszącym u ryja,
U ryja!
U ryja!
Z kółkiem złotym wiszącym u ryja.

II część wiersza Puchacz i kicia Edwarda Leara w tłum. Stanisława Barańczaka

Czy coś takiego można traktować poważnie? Czy takie utwory mają nie być poezją? alx d


Jak tylko zaczęłam czytać, zaraz miałam skojarzenia z "Dżamblami", no i jak się okazało słusznie. Uwielbiam Leara! -- Elka

Chodziło mi o te słowa: "Nie czuję jakiejś specjalnej różnicy między stanem pisania i niepisania". Jestem pewien, że wierszyk, który przytoczyłeś można traktować poważnie. Sztuka to sztuka. Szło mi raczej o sam fakt pisania, a nie o jego treść, sposób pisania itp. --mat

Ach, jeśli o to chodzi, to doprecyzowując, chodziło mi o te okresy w mojej egzystencji, gdy nie spodziewałem się w przewidywalnej przyszłości, że napiszę wiersz. Te okresy dla mnie nie różniły się specjalnie od tych, kiedy miałem zamiar coś napisać. W sensie technicznym - gryzienie ołówka, syndrom pustej kartki, logorea pod wpływem natchnienia itp. - to oczywiście czynność pisania różni się od czynności dajmy na to sadzenia ziemniaków. alx d

I jeszcze do Alxa: nie widzisz tej różnicy. A co z natchnieniem? --mat

Jeśli miałbym tutaj zażartować, to napisałbym, że staram się unikać jak ognia natchnienia. Jeśli miałbym na to odpowiedzieć "na serio", to staram się przeżywać jak najwięcej z mojego procesu twórczego świadomie. W szczególności świadomie odwołuję się do swojej podświadomości, co niektórzy nazywają odwoływaniem się do natchnienia. Czy nie widzę różnicy? Tak, nie widzę różnicy między stanem natchnienia (w moim rozumieniu) do pisania wiersza i stanem natchnienia, który spotykam czasami w swojej pracy zawodowej. Czy widzę różnicę między stanem natchnienia a stanem braku natchnienia? Tak widzę, ale też widzę, że oba stany są w jakimś sensie i proporcjach potrzebne w całym procesie tworzenia. alx d


Bo być poetą to - jak rozumiem to przesłanie - coś więcej niż pisanie wierszy. Pisanie wierszy pojawia się jako efekt przyjętej postawy, pierwotnego instynktu oporu. To świadomie celebrowane bycie na przekór, sakralny kloszardyzm obnażający słabości oficjalnego życia literackiego, ułomności życia społecznego, a w końcu wady całej kultury opartej na błędnych podstawach. To sięganie do tych podstaw, obmacywanie korzeni bytu i rzucanie nowego światła na poślednią, zdegenerowaną rolę jednostki. Według Wojaczka status poety jest z natury antydemokratyczny i anarchistyczny. Ktoś, kto nazywa się poetą, w ramach swojego jasnowidzenia niszczy wszelkie zastane struktury i wykazuje ich fałsz. Wygodnie, ciepło, bezpiecznie jest w tych strukturach człowiekowi pozbawionemu metafizycznych skrupułów, zaś pozostali tylko udają, żeby nie psuć harmonii. Prawdziwy poeta nie udaje. Boleje oficjalnie.[1]

Tak było w Islandii

Cytuję Apolonię Załuska-Strömberg, patrz WSTĘP do "Sagi o Gunnlaugu Wężowym Języku", str. XX (Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo Wrocław 1968, Wydanie 1). Wewnątrz tego cytatu występuje inny cytat z sagi o Egilu Skallagrimssonie:

W rodzie Kveldulfa były dwa zupełnie odmienne rodzaje ludzi. Saga mówi, że "rodzili się w nim najpiękniejsi ludzie, którzy żyli kiedykolwiek w Islandii; ale przeważna część rodu z Moczar byli to ludzie bardzo brzydcy". Jedynie i wyłącznie pośród tych ostatnich znajdowali się skaldowie.
Koniec cytatu.
No to ładnie - byli nieszczęśliwy i dlatego robili w sztuce. No chyba, że talent mieli zamiast urody. -- mat


Skaldem się nie bywało, lecz było (lub nie) -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Tak, skaldem się było, bo to była misja przechowywania pamięci o czynach przodków. Stanowiła ona o spójności ówczesnych społeczności. Gdy ktoś spamiętał odpowiednio dużą część dziedzictwa, zapomnieć już jej nie mógł. Mógł co najwyżej lepiej czy gorzej ją odtwarzać czy przetwarzać. Obecnie, w kulturach takich jak nasza Polska, poezja skapitulowała zupełnie z roli nośnika tradycji oraz prawie zupełnie z roli nośnika kultury. alx d

O piosenkach

Intryguje mnie to, na ile taką na przykład Madonnę, Jamesa Hetfielda (Metallica) czy Johna Lennona można nazwać poetami. I to samo pytanie w stosunku do polskich twórców: Jacka Cygana, Lecha Janerki, czy Kasi Nosowskiej. Czy oni, pisząc słowa swoich piosenek, są poetami? Czy też może to jest jakaś taka inna dziedzina. alx d

Czy akurat o tych chodzi, czy w ogóle o fakt, czy twórczość piosenkarską można uznać za poezję? -- Elka

Chodzi mi rzeczywiście o to, czy twórczość piosenkarską można uznać za poezję i na ile. Powyższe nazwiska są dobrane tendencyjnie w tym sensie, że wskazują na trudność odpowiedzi na to pytanie. Mógłbym jeszcze wymienić w zestawie taką na przykład Dodę, ale uznałem, że to jest zbyt świeże zjawisko, aby można je było ocenić na chłodno. Uznałem, że w stosownej kategorii Madonna "wystarczy". alx d

Co do zasady uważam, że z pewnością można. Przykładami polskimi, sztandarowymi, są dla mnie Osiecka i Młynarski, także Kaczmarski, Ciechowski. Obcym – Cohen, niekiedy Lennon, Wysocki, Brassens, na pewno znajdzie się wiele innych, bliższych czasowo przykładów. Na ile - myślę, że to za każdym razem musi być indywidualna odpowiedź, dotycząca konkretnej piosenki. -- Elka

No właśnie, czyli trudno pokusić się o tezę, że poezja i poeta mają się kiepsko, bo mają się świetnie, są bardzo popularne. Tylko trzeba tę poezję śpiewać. alx d
Nie widzę, alxie, logiki w Twoim stwierdzeniu.
Wspaniałą technikę poetycką, nie gorszą niż u najlepszych poetów, miał Jeremi Przybora. Czy jego teksty były poezją? Były, ale też czymś więcej, wychodziły poza poezję w bok. Bo służyły także popularnej rozrywce. Wszystko jedno są pełne poezji, czaru, wykwintności, poetyckiego kunsztu (i humoru też! :-) -- {[(slf [zdr] Ty)] wlod}

Zobacz w PoeWiki

Cytat

z wielu definicji ta najpełniejsza

Poeta - oficer śledczy przesłuchujący rzeczywistość

Andrzej Szuba

Przypisy

  1. ^ Karol Maliszewski "Po debiucie", Biuro Literackie, Wrocław 2008

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Poeta"

Ostatnio zmieniane o 23:50, 6 lutego 2012


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne