Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Nazwij konflikt

Spis treści

Wstęp

Nie ma takiej działalności ludzkiej, która mogłaby się rozwijać w sposób bezkonfliktowy, w związku z czym nie ma sensu tak naprawdę unikać konfliktów w społecznościach sieciowych za wszelką cenę i za pomocą coraz to bardziej pomysłowych środków technicznych. Konflikty międzyludzkie najprędzej chyba rozwiążą ludzie. Ale żeby mogli rozwiązać muszą wiedzieć co, określić nie tylko na czym na dany moment polega różnica pomiędzy stronami konfliktu, ale także kiedy ta różnica się pojawiła i czego dotyczyła wtedy kiedy się pojawiła.

Uznanie, gadu-gadu, utrwalanie, egocentryzm

Z pewnością na forach literackich, przyczyny wielu konflitków wynikają z braku zaspokojenia pragnienia zdobycia uznania. Być może ktoś ma jakieś inne pomysły lub doświadczenia na to jakie mogą być źródła konfliktów w społecznościach sieciowych tego właśnie rodzaju, a więc takich, gdzie ludzie publikują swoją twórczość literacką? -- Monika Mosiewicz

Ten konflikt istnieje od zawsze. Brałem kiedyś udział w inicjatywie, w której utwory nie podlegały żadnej weryfikacji. Efekt tego był taki, że ludzie i tak oceniali, ale po cichu, nie raz naśmiewając się z czyichś produkcji, a poziom ogólny inicjatywy był oględnie mówiąc kiepski. Każda wartość wymaga pracy, nieraz bolesnej. Myślę, że warto byłoby w związku z tym konfliktem określić kilka zasad dobrego tonu przy krytyce czyichś utworów (np. nie używanie argumentów ad personam, krytykowanie tylko utworów, które ktoś zgłosił do krytyki itp.). alx d 15:25, 11 sie 2006 (CEST)
Istnieje taki pogląd, według którego nikt nie jest wolny od potrzeby zdobycia uznania. Abstrahując od tego czy pogląd ten faktycznie dotyczy każdego na świecie, wydaje mi się, że sama potrzeba zdobycia uznania jeszcze nie przesądza o konflikcie. Musi najpierw u osoby zaistnieć przekonanie, że na to uznanie zasługuje i musi tego uznania nie dostać. Czyli tak naprawdę chodzi o różnicę pomiędzy własną oceną własnej twórczości, a oceną dokonaną przez innych. W przypadku jeśli ocena dokonana przez innych nie pokrywa się z własną oceną, zwłaszcza gdy własna ocena jest wysoka a cudza wręcz przeciwnie, autor ma do wyboru, albo przewartościować własną ocenę, albo bronić się przed cudzą. Wydaje mi się że konflikt na tle braku uznania pojawia się tylko wtedy, gdy autor wybiera obronę przed cudzą oceną i tylko wtedy, gdy obronę tę przeprowadza w sposób niemerytoryczny, czyli przede wszystkim posługując się argumentami: "jesteście TWA", "ja wygrałem wiele konkursów", "ja mam tomik", "wy się nie znacie", "wam nie zależy na emocjach", "wy nie traktujecie ludzi po ludzku", "sami jesteście sfrustrowani, bo nie potraficie tak pisać", "przemawia przez was zazdrość", "a kto ty jesteś, żebyś mnie oceniał?" itp. itd.Monika Mosiewicz
Natomiast co do zasad dobrego tonu krytyki, mimo wszystko jestem przeciwniczką (RulesAreEvil:). Większość tych zasad, to po prostu zasady dobrego wychowania, z którymi większość ludzi zetknęła się gdzieś na przestrzeni życia, pytanie raczej, dlaczego tak chętnie o nich zapominają w dyskusjach w sieci? -- Monika Mosiewicz
Co do potrzeby uznania, to jeśli ktoś jest od niej wolny, to na pewno nie ja (i, jak napisali w czasopiśmie kolorowym, nie mam na to żadnych szans, jako zodiakalny lew :) - natomiast przyszła mi do głowy jeszcze jedna możliwa przyczyna nieporozumień, prowadzących do konfliktów. Otóż stawiam tezę, że w obszarze polskiej poezji internetowej wykształcił się obyczaj taki, że teksty publikowane przez autorów są co do zasady skonwencjonalizowanym dodatkiem do interakcji towarzyskiej, czymś na kształt rozszerzonych opisów w "gadu-gadu". W tej sytuacji zarzewiem konfliktu staje się fakt, że informacja zwrotna (w tym: krytyka) tycząca się tekstów jest przez autorów automatycznie odnoszona do własnej osoby. I rzeczywiście: jakbyśmy się czuli, jako użytkownicy "gadu-gadu", gdyby ktoś zaczął przypieprzać się np. do kulawej aliteracji w opisie, który sobie napisaliśmy? -- Miłosz Biedrzycki
Z moich obserwacji w realu wynika, że ludzie odnoszą do własnej osoby również krytykę nie przez Internet. W Internecie być może zjawisko jest bardziej widoczne, bo łatwiej skrytykować i łatwiej odpowiedzieć na krytykę, a cała interakcja zostaje utrwalona w serwisie. Myślę, że po prostu tego rodzaju konflikty są efektem odwiecznego narcyzmu poetów. alx d
No wiesz, z drugiej strony to nie jest tak, że w te konflikty wchodzi Wisława Szymborska z Tadeuszem Różewiczem :) Chyba, żeby postawić tezę, że osobowość narcystyczna przejawia się w samym fakcie zainteresowania poezją - wtedy uczestnicy serwisów poetyckich faktycznie byliby wyróżnieni spośród innych użytkowników sieci. -- Miłosz Biedrzycki
Zgadza się, że często są tak traktowane. Jednakowoż ja bym to co napisałeś traktowała jako jeden z motywów wyboru obrony własnej oceny nad ocenę innych, takie "Buuuu, nie lubią mnie, nie szanują mnie, nie doceniają mnie, według nich jestem zerem" i ponieważ to jest sieć to zaraz konstatacja: "No ale jak oni mogą tak myśleć, przecież wcale mnie nie znają?!". W gruncie rzeczy to chyba u podstaw tego rodzaju konfliktów leży nieumiejętność pozwolenia sobie na błędy, na jakieś powiedzenie sobie "Ok, nie wyszło, to próbujemy dalej ale już inaczej". Taka nieumiejętność patrzenia na siebie nie jako na coś ustalonego, ale na proces.--Monika Mosiewicz
Wytłuściłam wyżej zdanie Alxa o utrwalaniu interakcji, bo wydaje mi się, że to zdecydowanie istotniejsze źródło konfliktu, niż narcyzm poetów. (Od narcyzmu to mało kto jest wolny, adwokaci również pragną być najlepsi, najmądrzejsi i najlepiej znający się, jak i również tacy się znajdą wśród sędziów, którzy pragną na sali udowodnić wszystkim również świadkom, że są najiteligentniejsi.) Natomiast fakt, że cały konflikt zostaje utrwalony oraz że interakcję można prowadzić z dystansu, z namysłem, prowadzić może do eskalacji konfliktu. W realu, gdzie nikt nie zapisuje kłótni i nie wiszą później miesiącami i nie można wrócić i przeczytać co powiedziała na temat naszego projektu koleżanka X z biurka obok, najzwyczajniej zapominamy co powiedziała. W sieci zawsze można wrócić do tego czym nam ktoś dopiekł i przypomnieć sobie co nas tak zabolało, odświeżyć nie tylko argumenty ale i cały stan emocjonalny. Z jednej strony ta funkcja utrwalania wszystkich wypowiedzi pozwala na bardziej rzeczowe prowadzenie dyskusji, nikt nie wyprze się tego co powiedział, z drugiej strony trudniejszym czyni puszczenie w niepamięć. --Monika Mosiewicz

egocentryzm

Jest jeszcze coś takiego, jak "branie do siebie". W realu, poza przemówieniami, każdy komunikat ma dość jasnego adresata (jest on odczytywany na ogół z mowy ciała i z konktekstu). Jeżeli ktoś na kogoś bluzga, to dość łatwo jest zorientować się, kogo to dotyczy. Inaczej jest z tekstem w necie. Zauważyłem, że istnieje ogólna tendencja do traktowania siebie jako adresata tekstów na stronach internetowych (też pewnie wynikająca z narcyzmu/egocentryzmu). Czyli: "jeśli autor coś pisze, na pewno pisze do mnie/ma mnie na myśli". Kiedyś nawet badałem to na swoim blogu, wrzuciłem jakąś notkę, którą różne osoby mogły potraktować jako skierowaną do nich i oczywiście wszystkie tak ją potraktowały. I to jeszcze z naddatkiem. Stąd masa konfliktów. Jestem pewien, że gdyby na Wiodącym Portalu Poetyckim zamieścić tekst pt. "Śmierć skurwysynom", ogromna grupa osób uznałaby się (nie wnikam w to, czy przypadkiem nie słusznie) za adresatów tego tekstu, poczuła dotknięta, odpaliła kontruderzenie. Jeśli autor odpowie na kontruderzenie, konflikt jest gotowy, nawet, jeżeli oparty jest na niesłusznym założeniu. -- To pisałem, Jagodziński

Etapy Internetu

Styl prowadzenia konfliktów (sporów), a nawet same konflikty, zależy od środowiska i technologii. Mieliśmy, w uproszczeniu, następujące etapy Internetu:

Istnienie konfliktów jest czymś obiektywnym. W niniejszej dyskusji chodzi nie tyle o konflikty, co o gorączkę konfliktów czyli o sposób prowadzenia sporów. W przypadku blogów i knoli gorączka opada, bo każdy gospodaruje u siebie, co minimalizuje starcia łeb w łeb.

Na początku odpowiedzialność w Internecie była poważna. Konta uczestnicy mieli z pracy lub od uniwerku. Gdy taka instytucja dostawała na uczestnika skargę, to mu zamykała konto. Mogła nawet wywalić z pracy (lub zawiesić studenta lub pracownika w przypadku uniwerku).

Wraz z moderacją i portalowością wkradły się do Internetu paskudztwa realu, jak administracyjne podziały na lepszych/gorszych czyli wyższych/niższych. W poezji, zaczęło się to poza polskim Internetem (który był jeszcze w powijakach), i niestety mocno się to rozpleniło w polskim Internecie poetyckim, z wielką szkodą dla polskiej poezji.

Podstawowe zasady

Sformułuję (wlod) kilka. Niestety ich znajomość sama w sobie nie daje postępu. Prościej jest uzyskać postęp w technologii niż ludzi wychować. Edukować należy, mój Art of Agreeing jest po prostu koniecznością, ale będzie to długi proces. Nie wiem jaki jest sens przedstawiania tu zasad, bo to trochę jakbym mówił ludziom: bądź uczciwy, co w przypadku nieuczciwej osoby jest czynnością zabawnie(?) bez sensu. Co tam, popatrzmy - pierwsze dwie zasady (oliwa, wąskość) minimalizują spór, i obniżają temperaturę; trzecia (nie mów za drugiego - pytaj!) redukuje spory; następna (obiektywność) jest bodajże najważniejsza, ale chyba niemożliwa; zatem do rzeczy:

Nie dolewać oliwy do ognia

Gdy jest spór pomiędzy dwoma uczestnikami, to inni dowartościowują się, dolewając oliwy do ognia, czyniąc spór wielokrotnie dłuższym, brzydszym, o wiele bardziej przykrym dla wszystkich. Niektórzy tak czynią z głupoty, inni złośliwie, żeby jednej ze stron dokopać.

Naiwni nie zapoznają się merytorycznie z tematem sporu, ale i tak decydują: i ty i ty nie masz racji, żaden z was nie ma racji. Czyli rację i mądrość jakoby posiada ten co się wpieprza pomiędzy wódkę i zakąskę. Wiele razy rację jednak w 100% ma jedna strona, dowarotościowywacz wyrządza forum szkodę, i krzywdzi jednego z uczestników sporu.

Agresywną formą dolewania oliwy do ognia jest obrona uciśnionych, jakże często hipokrytyczna, bo uciśniony na tym nic nie zyskuje, raczej traci, a obrońca tylko dowartościowuje się i dokopuje stronie sporu, której nie lubi. -- wlod

Trzymać się tematu

Uczestnik, który jest przegrany merytorycznie, albo który ma kiepską technikę polemiczną, zjeżdża z tematu na boki. Czynią tak też dolewacze oliwy do ognia. W przypadku sporu należy, jak w sądzie, sprawę ograniczyć jak najwężej, i nie należy załatwiać innych spraw, ani nie należy uciekać przed prawdą poprzez rozogniskowanie (chodzi mi o ognisko optyczne) dyskusji. Gdy spór jest o A, to rozmywacz mówi: nieprawda, tak nie jest w B C D ... Z. Ale w A jest właśnie tak - koniec (danej) dyskusji!

Jak w sporach prywatnych, zwroty, które wskazują na brak zdrowia w dyskusji, to "Ty zawsze...", "Ty nigdy...". Należy skupić się wyłącznie na danym jednym, jedynym przedmiocie sporu i koniec. -- wlod

Unikać demokracji/lynchu

Spory stają się ekstra brzydkie, gdy zwala się hołota, w połowie anonimowa, ad hoc, i huzia na józia, co ma zastąpić rację. Gdy ukazała się książka "Stu uniwersyteckich profesorów przeciwko Einsteinowi", to Einstein odpowiedział: gdyby mieli rację, to jeden by wystarczył. -- wlod

Nie wywlekać

Z dwoma powyższymi sytuacjami (nietrzymanie się tematu i lynchowanie) łączy się wywlekanie. Uczestnik, któremu szereg osób wywleka to-śmo-owo nie ma w takiej nędznej dyskusji szansy, nie ma środków (czasu, energii) na obronę, wyjaśnienia - a przede wszystkim z jakiej racji; i nikt z czytających nie ma czasu na poznanie prawdy i tak. Chodziło w dyskusji o A, a skończyło się na obsmarowaniu uczestnika od stóp do głów. Potem mu mówią ty tak zawsze.., ty nigdy..., ..., oszczerstwo staje się popularnym (pseudo)faktem.

Nie mów za drugiego - pytaj!

Jedną z paskudniejszych metod dyskutowania, świadomą lub nie - nieważne, jest formułowanie poglądów za drugiego, lub imputowanie ich nie wprost. Idzie to ręka w rękę z przyklejaniem drugiemu łatki. Jeżeli się dyskutuje serio, to z poglądami drugiego należy się zapoznać, albo przynajmniej o nie zapytać. Zamiast tego naiwny ale pewny siebie dyskutant o ograniczonej wyobraźni, na zasadzie, że nie może być innej możliwości (fałszywe alternatywy) przypisuje drugiemu prostackie poglądy, które przecież odzwierciedlają tylko jego własny prymitywizm. Należy pytać.

Imputowanie dzieje się tak: "JA wierzę w różnorodność (czyli drugi niby nie), w uczciwość (czyli drugi jest nieuczciwy), ...".

Należy skupiać się konstruktywnie bardziej na własnych poglądach, pozytywnie, niż na krytyce drugiego. -- wlod

Obiektywność

Gdy w Internecie i w ogóle mamy osobiste gadu-gadu-paplu-paplu, to obiektywność nie jest istotna. Co innego, gdy chodzi o dyskusje merytoryczne. Jak ognia należy unikać najdrobniejszych wykroczeń przeciwko obiektywnemu stylowi rozmowy. Jest to najważniejsza zasada, ale najtrudniejsza do wykonania (więc może jednak rozwiązań należy szukać nie na drodze edukacji).

Grupa Internetowa zrywa się do obrony obyczajów, gdy padają epitety lub wręcz wulgaryzmy. Jest wtedy o wiele za późno.

Krytyczny jest ten pierwszy kamyczek, który spowodował lawinę. A zaczyna się niby niewinnie, ale jednak, gdy się zastanowić, wstrętnie. Dyskutant z czysto merytorycznych stwierdzeń "lekko" skręca w subiektywne, osobiste. Drugi stara się ignorować przykre uczucie bycia manipulowanym, ale wkrótce wybuchnie. A jeśli zaprotestuje na czas, to aferę zrobi ten pierwszy. Piszę trochę o tych sprawach tutaj.

Pozostawiam Wam rozwinięcie tego tematu. Subtelnych i różnorodnych przykładów znajdzie się wiele. Ilustrują one też inne zasady, poza obiektywnością -- wlod

Szkodliwość meta

Wtrącanie do dyskusji meta-dyskusji, czyli dyskutowanie meta-tematu, jest przykładem, często wrednym, na zbaczanie z tematu. Na przykład na php, w wątku "Wiersz miesiąca" pewien uczestnik krytykował sens wątku wierszy miesiąca. Postąpił brzydko. Można temat krytykować (czyli pisać na meta-temat), jak najbardziej, ale nie w danym wątku, lecz w OSOBNYM, by danego ARBITRALNIE nie rozwalać, by nie stawiać uczestników przed faktem dokonanym (rozwalenie wątku). Meta-temat danego wątku, gdy jest poruszony w osobnym wątku, staje się tematem tego nowego wątku, i jest już w porządku.

Meta-pognębianie wątku jest często niską metodą zwalczania inicjatora wątku, i często wątek blokuje, niszczy entuzjazm, obrzydza go uczestnikom tak, że wątek nie ma szansy, gdy jest zablokowany przez meta-paplaninę (typu: a po co nam taki wątek, głupi ten wątek, wy sobie dyskutujcie - proszę bardzo, ale ja czymś takim nie będę się zajmowal, nie mam czasu - ale ma czas na szkodzenie, zamiast zajmować się swoimi sprawami i wątek innym zostawić i nie psuć go innym).

Poza tym mieszanie w dyskusji meta i tematu bywa chytrą sztuczką, która skutecznie potrafi zaciemnić dyskusję, gdyż znikoma liczba ludzi potrafi zrozumieć co się dzieje. Nawet, gdy ktoś rozpozna mechanizm takiego fałszu, to trudno jest to wytłumaczyć publice. Kodować (kręcić) potrafi każdy głupek, a odkodować jest trudno - stąd niestety ogromne sukcesy demagogii i propagandy. Odbiorcy reagują odruchowo, atawistycznie, emocjonalnie... ale nie zadają sobie trudu (lub nie potrafią) przeanalizować krętackich sformułowań. Ludzie często nie chcą poświęcić czasu na zrozumienie wyjaśnienia, a nawet przed wyjaśnianiem bronią się zębami i pazurami.

Dla przykładu, w miarę niewinnym fałszem (w moim odczuciu dotkliwym!), polegającym na mieszaniu tematu i meta-tematu jest stwierdzenie, że altruista jest egoistą, bo działa dla swojej satysfakcji. -- wlod

Dwa bieguny

Dyskusje znajdują się na jednym z dwóch biegunów, opisanych poniżej, bądź gdzieś pomiędzy nimi.

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Nazwij_konflikt"

Ostatnio zmieniane o 07:39, 16 maja 2009


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne