Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Metrum

(Informacje o jednostce metrycznej wiersza znajdziesz tutaj)


Jasna dziewczyna pochyliła się nad wierszem.
Ostrym jak lancet ołówkiem przenosi na białą kartkę słowa
i zamienia je na kreski, akcenty, cezury.
Lament poległego poety wygląda teraz
jak salamandra objedzona przez mrówki.

Zbigniew Herbert, "Epizod w bibliotece"

I miał na twarzy taki wyraz boski
Jak ten co wiersze pisząc liczy zgłoski.

Juliusz Słowacki, "Beniowski"


Spis treści

Metryka, metryka, ckliwa dynamika?

Trochej, jamb, daktyl, anapest, a w sumie czemu nie chodzony, skoczny, paluch, odwrotny? Czy w języku polskim, albo jakimkolwiek innym, jest sens adaptować greckie wzorce metryczne, czy w ogóle jest taka możliwość? Czym w zasadzie jest metrum?

Co do zasady, metrum definiuje się jako wzorzec rytmiczny. Tyle, że taka definicja niewiele wyjaśnia, bo istnieje spór co do tego czym właściwie jest rytm. Jak pisze Maria Dłuska w Próbie teorii wiersza polskiego (Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980, str. 12):

Prace o rytmie, a także rozdziały i podrozdziały o rytmie w pracach wersologicznych zaczynają się od definicji lub częściej od wypowiedzi w stylu: "przez rytm rozumiem..." albo "mówiąc rytm mam na myśli" itd. Ciągi dalsze są, niestety, bardzo nierównoznaczne. Z kolei tam, gdzie nie ma sporu, że to czy owo mieści się w pojęciu rytmu, powstaje spór, jak rytm traktować. Jedni rozróżniają rytm obiektywny i subiektywny, inni głoszą jego generalną obiektywność z powodu tkwiącego w nim podłoża obiektywnych zjawisk, jeszcze inni opowiadają się za rytmem wyłącznie subiektwynym, ponieważ nie tkwi on w samych zjawiskach albo ich następstwie, ale w porządkowaniu i postaciowaniu zjawisk spostrzeżonych.

Wiadomo przynajmniej jednak, że metrum odnosi się do warstwy dźwiękowej języka. Nie ulega wątpliwości, że każdy język na poziomie dźwiękowym składa się z jakiś elementów, nie ulega wątpliwości, że są takie elementy, których ilość jest skończona jak np. liczba fonemów używanych w danym języku. Organizacja tekstu polega na składaniu z tych różnych elementów większych całości. Jest oczywiste, że elementy których ilość jest skończona będą się powtarzać. W każdym języku istnieją elementy, które występują tylko w dwóch wariantach, można by powiedzieć, że są mają charakter binarny. Takim elementem będzie akcent, czyli foniczne wyróżnienie zgłoski w słowie i który może występować w trzech różnych postaciach:

Metrum, w takim znaczeniu jak było używane w grece i jak jest używane obecnie, odnosi się właśnie do kombinacji tych elementów binarnych. Czyli metrum to wzorzec występujących w danym tekście sylab akcentowanych i nieakcentowanych, albo sylab długich i krótkich w językach, w których wystepuje iloczas. Właśnie te kombinacje wariantów zgłosek akcentowanych i nieakcentowanych zwykło się nazywać stopami metrycznymi.

Każdy język rządzi się jakimiś zasadami akcentowania bądź występowania iloczasu. W języku polskim akcent jak wiadomo jest stały i przypada, z wyjątkami, na przedostatnią sylabę wyrazu, ale oczywiście wiadomo, że są języki w których nie ma stałego akcentu.

Stałość występowania akcentu powoduje, że pewne rodzaje stóp będą raczej niemożliwe do realizacji. Skoro w języku polskim akcent pada na przedostatnią sylabę, to w każdym słowie, które ma więcej niż jedną sylabę, wystąpi sylaba nieakcentowana w sąsiedztwie akcentowanej. Zatem nie da się ze słów składających się z więcej niż jednej sylaby ułożyć stopy, w której trzy sylaby akcentowane występuja obok siebie. Takimi stopami w metryce antycznej były:

Można oczywiście ułożyć stopę składającą się z trzech sylab akcentowanych z wyrazów jednosylabowych np. "Pchła pchłę pcha", jednakże ułożenie całego wiersza złożonego z takich stóp wydaje się mocno problematyczne. (Abstrahując od kwestii, czy przypadkiem Jeremi Przybora już nie wykorzystał tu większości możliwości). W języku polskim dla utrudnienia występuje jeszcze akcent poboczny. Akcent poboczny pojawia się w słowach dłuższych niż trzysylabowe, jest to, według niektórych specjalistów od fonetyki, także akcent stały, który zawsze pada na co drugą sylabę. Co oznacza tyle, że jeśli akcent głowny pada w wyrazie czterosylabowym na przedostatnią sylabę, to akcent poboczny padnie na pierwszą.

Inną sprawą jest różnica pomiędzy charakterem dźwiękowym iloczasu i akcentu. Akcent występujący w języku polskim to w zasadzie akcent dynamiczny (ekspiratoryczny), polegający na tym, że sylaba akcentowana wymawiana jest z większą intesywnością. Większa intensywność oznacza tu wyższy względny poziom energii akustycznej, czyli głośniejsze wymawianie sylab akcentowanych w porównianiu z nieakcentowanymi. Dodatkowymi czynnikami wyróżniającymi sylaby akcentowane w języku polskim są podwyższony ton podstawowy oraz pewne wydłużenie czasu trwania sylaby, które jednak nie ma charakteru systemowego, tzn. nie decyduje o postrzeganiu sylaby jako akcentowanej. Z kolei w językach iloczasowych podstawowym kryterium jest czas trwania dźwięku - sylaba akcentowana wymawiana jest dłużej niż nieakcentowana. W niektórych językach występuje natomiast akcent toniczny polegający na tym, że sylaba akcentowana wymawiana jest tonem niższym lub wyższym niż sylaba nieakcentowana, czyli akcent opiera się na różnicach w częstotliwości dźwięku.

Na marginesie: sporo języków używanych w Afryce to języki bitoniczne. Znaczenie słowa zmienia się w zależności od tego, czy sylabę wymówi się tonem niskim czy wysokim. Na przykład słowo "lisaka" wyraz z języka KILI, używanego w Zairze, zależnie od jego tonów zawartych w trzech sylabach znaczy: - obietnica (niski,niski,wysoki), albo bagno (niski,niski,niski) lub też trucizna (niski,wysoki,wysoki). Ta właściwość języka pozwoliła na wykształcenie systemu przesyłania wiadomości na odległość za pomocą bębnów. Żeby przesłać wiadomość używa się dwóch bębnów (jeden wydaje tony niskie drugi wysokie). Gracz stara się naśladować tonację właśnie języka mówionego (por. [1]).
Również w Europie występują języki o charakterze bitonicznym. Należą do nich języki skandynawskie.

Gdyby mowę przyrównać do linii melodycznej, iloczas to byłaby linia melodyczna składająca się z nut o różnych czasach trwania, natomiast w przypadku czystego akcentu dynamicznego, mielibyśmy do czynienia z linią melodyczną złożoną z nut o tym samym czasie trwania, tylko niektóre byłyby grane głośniej. Akcent dynamiczny w efekcie przypomina grę na jednym bębenku, podczas gdy iloczas to raczej gra na skrzypcach.

Chyba raczej na fortepianie. alx d
A nie na drumli? -- Miłosz Biedrzycki

Wynika z tych (może i trochę powierzchownych rozważań), że o metrum decyduje system fonetyczny danego języka i według mnie, jeśli systemy fonetyczne dwóch języków różnią się diametralnie jak w przypadku greki i języka polskiego, to można mówić tylko o adaptacji metrum wykształconego w jednym języku do innego języka. Ponieważ jest to tylko adaptacja, natychmiast muszą pojawić się odstępstwa w języku który adaptuje metrum, w stosunku do metrum z języka adaptowanego, odstępstwa zaś sprawiają, że reguły metrum w języku adaptującym stają się dość niejasne.

Jeszcze inaczej można spojrzeć na tę sprawę z punktu widzenia klasyfikacji języków ze względu na "taktowanie", a mianowicie biorąc pod uwagę podział na języki:

Po szczegóły można sięgnąć do ciekawej notatki koreańskiej po angielsku (ach, dobrodziejstwa globalizacji!) [2]. Dla naszych rozważań istotna jest przede wszystkim różnica między językami taktowanymi akcentowo i taktowanymi sylabicznie. W tych pierwszych podstawową jednostką rytmiczną jest zestrój akcentowy (sylaby nieakcentowane są często postrzegane jako trwające krócej), natomiast w tych drugich każda sylaba subiektywnie zajmuje tyle samo czasu.

W odniesieniu do metrum wersyfikacyjnego w polszczyźnie ważny wydaje się fakt, że do języków taktowanych sylabicznie zaliczane są m.in. języki romańskie, natomiast do języków taktowanych akcentowo - m.in. germańskie i słowiańskie. Nasuwa się tu taka hipoteza: że dwa podstawowe systemy numeryczne wiersza polskiego, czyli wiersz sylabiczny i wiersz sylabotoniczny (oba zakładające stałą liczbę sylab w wersie) są przeniesieniem na grunt języka taktowanego akcentowo reguł wypracowanych na gruncie języków taktowanych sylabicznie, które to z kolei reguły są niejako przybliżeniem rozwiązań rytmicznych rodem z języków iloczasowych.

Nie wiem kto włożył język polski między języki taktowane akcentowo - może to był jakiś Czech. W języku polskim raczej nie występują takie zjawiska typowe dla języków taktowanych akcentowo jak:
  1. mnogość krótkich, skomplikowanych wyrazów,
  2. łatwość połykania sylab, które nie są akcentowane,
  3. samogłoski o różnej długości.
Dodatkowo Polakom znacznie łatwiej rozumie się typowe sylabowo taktowane języki takie jak włoski czy hiszpański niż typowe akcentowo taktowane języki takie jak angielski czy niderlandzki. alx d
Może to był Czech i może ja też jestem Czechem, bo tak to właśnie słyszę :) i w związku z tym wychodziłoby na to, że od 20 lat piszę wiersze po czesku. Ale już chyba tego nie zmienię, bom się przyzwyczaił -- Miłosz Biedrzycki
Bardzo ciekawa obserwacja z pracy [3]: In Polish, the standard deviation of vocalic intervals was relatively low, making Polish similar to the syllable-timed languages in the sample. But the standard deviation of intervocalic intervals was comparatively high. Co znaczy mniej więcej tyle - czas trwania samogłosek niesie bardzo mało informacji, ale za to czas trwania spółgłosek - bardzo dużo. Zapewne to zjawisko powoduje, że u nas nie zjada się sylab (a w katalońskim, w którym jest na odwrót właśnie się zjada). alx d
A jeszcze ciekaw jestem, który polski pomierzyli. Bo coś mi się zdaje, że polski krakowski i polski np. białostocki to są prozodycznie dwa różne języki (ale nie mam żadnych "twardych danych" na poparcie tego). -- M.
To jest dobre spostrzeżenie, z tabelek pod koniec w/w pracy wynika, że inna praca wykazywała dosyć drastycznie różne charakterystyki dla języka polskiego. alx d

Praktyczny wniosek z tej hipotezy byłby taki, że w polszczyźnie "naturalnym" numerycznym systemem wersyfikacyjnym jest wiersz toniczny; natomiast wiersz sylabiczny bądź sylabotoniczny wziął się bardziej z konwencji i historii kultury (kierunek zapożyczeń: z łaciny, włoskiego i francuskiego) niż ze struktury języka.

Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że wiersz toniczny nie jest wcale tak "naturalnym" systemem. Nie ma u nas możliwości "połykania" sylab, jak w angielskim czy niderlandzkim, co oznacza, że polski wiersz toniczny nie może mieć aż tak wielkich rozpiętości sylabowych, charakterystycznych dla wierszy tonicznych w tych językach. Natomiast na pewno wiersz sylabiczny też nie jest idealnie dopasowany do naszych warunków, bo rytm mogą psuć długie ciągi spółgłosek - z danych z wyżej wymienionych prac wynika, że w języku polskim stosunkowo spore różnice czasowe występują przy ich artykulacji - zatem tam nierównomiernie dobrane ciągi spółgłoskowe mogą psuć rytm. Ciekawe jest też to, że w polskim istnieje stosunkowo dużo spółgłosek, które można przeciągać w nieskończoność (f, h, l, m, n, r, s, w, z, sz, ż, ś, ch). Może nawet nie tyle w alfabecie jest ich dużo, co w samych słowach. Ciekawe, czy można to jakoś wykorzystać. alx d
Chyba jedyne co można by zrobić, to przeprowadzić samodzielnie badania na okoliczność jak w poszczególnych istniejących utworach wyglądają poszczególne parametry dźwiękowe poszczególnych wersów i czy da się ustalić tu jakiś wzorzec powtarzalny w kolejnych wersach, parametry takie jak długość trwania poszczególnych wersów, zakresy częstotliwości i poziom głośności. Tylko potrzebne byłyby jakieś próbki do obróbki:) -- M M
Gdyby udało się znaleźć jakieś sensowne powiązanie zapisu literowego z dźwiękiem, to czemu nie. Pracę na materiale dźwiękowym uważam za nierealistyczną w ramach domowego laboratorium. alx d

Ta hipoteza poniekąd tłumaczyłaby istnienie w polszczyźnie wersów zgodnych z zasadami wiersza sylabicznego bądź sylabotonicznego, ale absolutnie "drewnianych", niebrzmiących - i na odwót: wersów "nieprawidłowych" np. pod względem liczby sylab, ale dobrze brzmiących. Można podejrzewać, że naprawdę dobrzy autorzy piszący w obrębie systemu sylabicznego bądź sylabotonicznego zdawali sobie sprawę z tej rozbieżności (między zasadami systemu i strukturą języka) i uzyskiwali efekt dobrze brzmiącego wiersza właściwymi sobie metodami pozasystemowymi, czy to na poziomie świadomym, czy też intuicyjnie.

Podsumowując, poeta to dziwne zwierze:

Sam nie rozumiem, skąd to mi się bierze,
że jestem mitologiczne zwierzę,
ni to świnio-byk i ni to koto-pies,
w ogóle z innych stron:
liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal.

Konstanty I. Gałczyński, ,,Liryka, liryka, tkliwa dynamika

(Może rozwinąć i dopisać, o jakie metody pozasystemowe chodzi? --PJ)
To z mojej strony już są zupełnie spekulacje, więc możliwe, że w tym momencie będę gadać dupą. Ale myślę jakoś w tym kierunku, że dobrze brzmiące wersy niejako zawracają od konwencji, jaką jest liczenie sylab, do jakiegoś wymiaru fizycznego, np. czasu trwania dźwięku. Wprowadziłem sobie roboczo pojęcie "rytmu semantycznego", które jest o tym, że np. "ważniejsze" (niosące więcej informacji) części zdania trwają dłużej, wypowiadamy je wolniej (nie wiem, czy to jest subiektywne, czy faktycznie, trzeba by nagrać i pomierzyć). Zatem kiepsko brzmiące wersy byłyby np. pomieszane pod względem tego "rytmu semantycznego", tzn. np. gdyby jeden był zupełnie srutututu, a drugi z jakimś kosmicznym objawieniem, to mimo numerycznej zgodności liczy sylab i akcentów miałyby de fakto różne metrum. Drugim kierunkiem myślenia byłoby przejście od binarnej opozycji "jest akcent / nie ma akcentu" do "waloru akcentowego", tzn. pewnej przestrzeni ciągłej, i kolejna hipoteza, że dobrze brzmiące wersy są zharmonizowne nie tylko co do liczby akcentów, ale i co do ich względnej intensywności. I tak dalej. -- Miłosz Biedrzycki
A może umiałbyś podać przykłady dobrze i źle brzmiących zwrotek z wersami, które są poprawnie sylabicznie (sylabotonicznie) zbudowane? alx d
Przykład pozytywny to byłaby "Inwokacja" do "Pana Tadeusza" A. Mickiewicza - można by się pokusić o wydzielanie "zestrojów semantycznych" i szacowanie "siły" poszczególnych akcentów. Przykład negatywny... trzeba by wziąć jakieś grafo regularne, szczerze mówiąc nie mam w tym momencie ochoty za bardzo -- M.

Metrum - dyskusja na przykładach

Według mnie przykładem negatywnym jest trzecia zwrotka oraz pierwszy wers czwartej tego jedenastozgłoskowca -- M M:

Środa, bar Zdrowie

co to jest? ruskie? ja nie chciałem ruskich
pół porcji z mięsem pół porcji z kapustą
tak zamawiałem nigdy nie jem ruskich

co mi pan mówi jak tu pisze ruskie
pół porcji ruskich tu jest pana bloczek
i pół z kapustą tak jak pan zamówił

ja proszę pani nie mogłem zamówić
ruskich bo mówię pani że nie znoszę
ruskich musiała pani źle zrozumieć

na drugi raz niech się pan zastanowi
co pan zamawia mietka daj tu ruskie
na ten sam talerz zamiast tych z kapustą

/Adam Wiedemann/

No nie, ten przykład to akurat nie. A to dlatego, że te trzy wersy, na które wskazujesz (pierwszy wers trzeciej zwrotki jest według mnie OK) są zbudowane nieprawidłowo według kryteriów systemu sylabicznego jedenastozgłoskowca. Chodzi o to, że miejsce średniówki za każdym razem przypada wewnątrz "skupienia" (niestety nie potrafię tego fachowo nazwać) odpowiednio, "mówię pani", "musiała pani" i "niech się pan". Szczególnie drastyczny pod tym względem jest pierwszy wers czwartej zwrotki, który w wymowie dzieli się na trzy części: 4 + 3 + 4 sylaby - no nijak nie da się tego dopasować do wzorca ze średniówką po piątej sylabie. Gdyby nie ten wers, gdzie niezgodność ze wzorcem jest najbardziej zdecydowana, to można by się nawet zastanawiać, czy w dwóch poprzednich ta niezgodność nie jest celowa, dla wprowadzenia elementu komediowego - klient baru mlecznego denerwuje się i zacina ("bo mówię... pani", "musiała... pani"), natomiast w kolejnym wersie wzorzec już się wykłada "po całości". Tak że to nie jest przykład niedobrze brzmiącego regularnego wiersza, ale po prostu niepoprawnie napisany jedenastozgłoskowiec już na poziomie rzemiosła. -- M.
Hm, oczywiście trzecia zwrotka brzmi dziwacznie, jeśli założymy, że celem autora było konsekwentne utrzymanie się w konwencji białego jedenastozgłoskowca, ale zauważmy, że zabiegi w 3. zwrotce mają konkretny cel - stworzenie mocniejszego przycisku na wyraz "ruskich" (powtórzony zresztą, co może sugerować też, że chodzi o jakieś niebezpośrednio przekazywane znaczenie ;-P). Czyli peel najpierw grzecznie idzie jedenastką, a potem w chwili większego napięcia emocjonalnego robi z tej jedenastki masakrę. Natomiast to zamieszanie z początku czwartej zwrotki też da się wytłumaczyć chęcią wskazania, że kto inny teraz mówi i to konfrontacyjnie do poprzedniego mówiącego. Oczywiście oczko, w którym mieści się sensowna intonacja naturalna nałożona na strukturę rytmiczną jest tutaj bardzo wąskie i łatwo go nie wyłapać. alx d
Nie no, oczywiście, że można się zastanawiać nad uzasadnieniem rozwiązań, które w tym wierszu przyjął autor, w końcu niekiepski poeta - ale fakt pozostaje faktem, że nie jest to jedenastozgłoskowiec sylabiczny. -- M.
Nie wiem, jak w innych regionach Polski, ale w Krakowie, gdzie znajduje się tytułowy bar, zarówno "raz", jak i "pan" wymawia się jako tzw. klityki: nadrugiraz niechsiępan zastanowi - cały wers jest dość ciekawy pod tym względem, że pierwsza stopa to jest nieczęsto spotykany peon II, potem mamy daktyl, potem już bardziej typowy peon III - tyle, że we wzorcu jedenastozgłoskowca nie idzie tego zmieścić i już. Ten wiersz jako całość nie jest tak zupełnie od macochy, ciekawe jest np. zindywidualizowanie języka przez metrykę - klient na ogół (tam gdzie zachowany jest regularny wers) odzywa się dwoma amfibrachami po średniówce, a pani obsługująca - trzema trochejami, co nawet odpowiada kontrastowi między gwarą krakowską (często postrzeganą z zewnątrz jako "urywana") i mową przyjezdnego np. studenta. -- M.
Hmm, wydawało mi się, że właśnie to, że średniówka wypada w środku tych "skupień" jest przykładem na to, że właśnie nie wystarczy samo liczenie sylab i akcentów. Wystarczy zamienić miejscami dwa słowa w trzeciej zwrotce, oba dwusylabowe, oba tak samo akcentowane i zwrotka będzie brzmieć,jakkolwiek drugi wers składniowo będzie dość nonsensowny, zaś trzeci sprowadzi się do znanego żartu (z brodą):
Nie, nie, wiersz sylabiczny musi mieć ustaloną liczbę sylab i średniówkę. Tak jak samochód musi mieć koła i silnik :) -- M.
A jak się definiuje średniówkę? -- M M
No dobra, ale tutaj:
  • jest koniec wyrazu,
  • jest akcent paroksytoniczny,
  • średniówka nie wypada w środku zestroju akcentowego,
jedyne na czym polega problem, to, że średniówka wypada w środku całości składniowej, ale pod tym linkiem jest napisane, że wcale nie musi rozdzielać całości składniowych. To na czym w zasadzie polega błąd tej średniówki? -- M M
Nie no, i "mówię pani", i "musiała pani" trzeba tu potraktować właśnie jako zestroje akcentowe. Można je na siłę rozdzielać, np. dla uzyskania efektu humorystycznego, o którym pisałem wyżej, ale już "niech się pan" nie rozdzielisz w ten sposób nijak. No i w "(na drugi raz) raz niech (się pan)" nie ma akcentu paroksytonicznego choćby się chciało skisnąć :) -- M.

ja proszę pani nie mogłem zamówić
bo mówię pani ruskich że nie znoszę
musiała pani ruskich źle zrozumieć

-- M M


I jeszcze przykład fragmentów wiersza, który w zasadzie jest 9-zgłoskowcem, jakkolwiek niektóre wersy są 10-zgłoskowe, a jednak brzmią:

Na śmierć rewolucjonisty

A z tej celi pustej i chłodnej
trzeba będzie niedługo odejść,
jescze spojrzeć w niebo pogodne,
jeszcze spojrzeć za siebie - w młodość.

Już za chwilę przyjdą żandarmi,
wyprowadzą bez słowa z celi...
Trzeba umieć, jak żołnierz armii,
iść spokojnie pod mur cytadeli.      (10)

Ach,umierać nie będzie ciężko,
chociaż serce ma lat dwadzieścia-
nie złamane codzienną klęską,
dziesięć klęsk,dziesięć kul pomieści!

Bo jest życie piękniejsze, nowe,
i żyć warto i umrzeć warto!
Trzeba nieść, jak chorągiew, głowę
świecić piersią kulami rozdartą,      (10)

Trzeba umieć umierać pięknie,
patrzeć w lufy wzniesione śmiało!
Aż się podłe zadziwi i zlęknie,
aż umilknie łoskot wystrzałów!

/Władysław Broniewski/

Sądząc po tym wierszu, Broniewski wielkim poetą był. Te wydłużenia idealnie pasują do zasady decorum. Sprawiają, że wersy, w których są użyte sa bardziej majestatyczne, a to bardzo pasuje do ich treści, ale różnica jest taka niewielka, że odbieramy to prawie wyłącznie podświadomie. Zwłaszcza, że wydłużenie wypada wyłącznie w codach. Jeszcze jedna ciekawostka. Te wydłużenia są przy dwóch pierwszych wystąpieniach frazy zaczynającej się od Trzeba. W związku z tym trzecie Trzeba, gdzie nie ma wydłużenia, brzmi trochę jak takie popędzanie, pchanie do ruszenia, pójścia, działania. alx d
Patrząc pod innym kątem, można zauważyć, że jest to również niemalże regularny wiersz toniczny (trzy przyciski na wers). Co nie kłóci się ze stwierdzeniem, że jest bardzo dobrze napisany :) -- M.

To jeszcze ja się dorzucę z fragmentem wiersza, który "na palcach" wydaje się zupełnie nieregularny, a uważam, że jest dobrze zrównoważony metrycznie, właśnie poza systemem: -- M.

Krzysio

Nie palił nigdy i nie pił
Z żadną dziewczyną nie był
Do pracy się nie spóźniał
Ubranie czyste nosił
I kochał - heroinę
Mówił: innej nie chcę,
Najlepszy towar w całym mieście!

Już tylko to, tylko to jedno,
Ręce i nogi skłute
Każda tu z każdym, lecz nie ze mną
Zęby mam zepsute,
Więc grzeję - heroinę
Żadnej innej nie znam,
Najlepszy towar w mieście mam.

[...]

/Maciej Maleńczuk/

To regularny trójzestrojowiec z jednym zamieszaniem - ostatni wers strofy ma 4 zestroje. alx d

Inne znaczenie

W węższym znaczeniu metrum (alternatywnie metr) odnosi się do jednostki rytmicznej wersu w wierszach antycznych, a także polskojęzycznych wierszach sylabotonicznych, składającej się z jednej dłuższej lub dwóch krótszych stóp. Typowe wiersze pisane z ustalonym metrum to:

Odnośniki

Ancient Rhythmicians and Modern Prosodists: Searching for the Location of Meter

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Metrum"

Ostatnio zmieniane o 21:41, 28 listopada 2009


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne