Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Forma

Wyobraźmy sobie wielką lupę, okrągłą, mocną, najsilniejszą. Może nawet mikroskop elektronowy. Rzućmy okiem w ten otwór. Może uda się zobaczyć pojedyncze atomy. Na pewno da się ujrzeć cząsteczki. Te cząsteczki właśnie organizują się w najfantastyczniejsze figury - czasem geometryczne jak kryształ, czasem rozchaotycznione jak żywa komórka.

Odrzućmy jednak ten instrument. Nie wstydźmy się przez chwilę chociaż użyć gołego oka. I cóż możemy zauważyć - krystaliczny metal pogięty w wymyślne rurki i kształtki, płachty blachy meandrują po wierzchu. Tak to kryształy przybierają formę samochodu. Tymczasem w tle żywe komórki szeregami sprzęgają się w rurki i włókna ściśle oplatające słoje i inne naczynia, a wszystko okrywa chropawa kora. To żywe komórki uformowały się w drzewo.

Samochody można równo ustawić na parkingu i to tak, aby te czerwone stały na brzegu, a szare w środku; drzewa posadzić w szpaler, na którego końcu będzie polana otoczona ich pierścieniem - znowu forma.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kryształu. Może diament, może beryl, może malachit, może kryształ insuliny, a może monokryształ żelaza. Za każdym razem kształt jest inny, forma inaczej poprowadzona, ale za każdym razem kryształ. Za każdym razem regularna geometria. Ta sama istota, ta sama treść.

Zmęczeni tą perspektywą przerzućmy ognisko naszej świadomości na ulicę. Coś po niej się porusza. Tak, samochody. Jeden szary metalic, drugi zielony jak groszek, trzeci żółty jak żonkil. Każdy z nich zbudowany z monokryształów żelaza, z odrobiny plastiku, kilku garści włókien, a może nawet skóry. Koła z gumy. W dzisiejszych czasach wymyślne kształty renault czy fiata przykuwają uwagę niemal jak dzieła sztuki - wyszukane formy wyklute ze wspólnej pracy inżynierów i designerów. Ale treść jedna: samochód, pojazd do przemieszczania się na czterech kołach, napędzany silnikiem mechanicznym.

Wyjście od Queneau

Klasyk, który pisze tragedię i przestrzega pewnych reguł, więcej ma swobody niż poeta, który zapisuje wszystko, co przychodzi mu do głowy, pozostając niewolnikiem reguł sobie nie znanych.

Raymond Queneau, Czym jest sztuka? (1938)

Tym sposobem Queneau opowiadał się przeciwko surrealizmowi, ale nie o to w gruncie rzeczy idzie a o ważną, najważniejszą, jak sądzę, kwestię, która towarzyszy piszącemu już na etapie podejmowania pierwszych prób literackich. Jak to napisać? - to elementarne pytanie zadaje sobie i gimnazjalista i etatowy literat, którym ten gimnazjalista zostanie. Co więcej, problem formy będzie się prawdopodobnie pogłębiał wprost proporcjonalnie do świadomości twórczej. Jak coś napisać, aby było jedyne w swoim rodzaju i zyskało moją akceptację? - zachodzi w głowę pisarz i nieustannie prowadzi poszukiwania a efekty są uzależnione od tego jakim jest człowiekiem, od tego, co go kształtuje na codzień. No bo popatrzmy: mówi się, że Różewicz pisał wierszem wolnym niejako w odpowiedzi na doświadczenie wojenne - forma jego wierszy nie mogła przybrać postaci uporządkowanej, gdyż świat taki nie był. (Również mówi się, że dadaizm i surrealizm powstały w jakimś sensie jako wyraz buntu przeciwko wojnie, prawda?). Albo Nowa Fala - okoliczności społeczno-polityczne nakazywały pisać wiersze pełne faktów absurdalnej, kolejkowej rzeczywistości i partyjnej nowomowy. To są przykłady, że tak powiem, jaskrawe, a przecież mamy Ashberego i Šalamuna, żeby wziąć pierwsze przykłady z brzegu - owszem mamy, w ogólnym zarysie wszak chodzi mi o - chyba mogę tak powiedzieć - filozofię pisania. Świat wydaje mi się niezrozumiały - piszę hermetycznie, świat wydaje mi się harmonijny - piszę do rymu, przysłoniłaś mi cały świat - piszę erotyki. Ku takiemu rodzajowi rozważaniom bym się skłaniał. Wrócmy jeszcze do Queneau (chociaż mówi on w tym wypadku o czymś takim jak struktura): To znaczy w zasadzie wiem, co mam do powiedzenia i co chcę powiedzieć, tyle, że ja chcę powiedzieć to w określony sposób i za pośrednictwem takiej właśnie struktury, szkieletu, który moim zdaniem nadaje większy rygor temu, co zamierzam powiedzieć, tak aby nic nie wylewało się na prawo i lewo, w sposób bezkształtny. (fragment rozmów radiowych z Georgesem Charbonnier, tłum. Anna Wasilewska, LnŚ nr 6/200). Jeden z moich znajomych natomiast przy tej okazji wspomina coś o kagańcu.--mat

To bardzo ciekawa metafora - forma jako kaganiec. Ona sugeruje, że ktoś stosuje tutaj przymus. Jeśli to jakaś zewnętrzna siła, to jaka? Jeśli to ja sam, to czym to się różni od powiedzmy noszenia spodni przez mężczyzn czy spódnic przez kobiety? alx d
Z kagańcem tutaj to raczej młodzieńczy bunt przeciwko schematom:). Nawiasem mówiąc, bunt poety przeciwko usystematyzowanym formom to zagadnienie warte przemaglowania. Czy to młodzieńczy, czy to sprzeciw wobec na przykład skostniałego mieszczaństwa, bo jakkolwiek to ostatnie trywialnie brzmi, to chyba było między innymi powodem różnego rodzaju rewolucji poetyckich.--mat
No tak, ale taki kaganiec, to był, jest i będzie zawsze. I zdaje się, że rzeczywiście bunt przeciwko zastanym regułom społecznym, przeciwko sposobowi urządzenia świata przez poprzednią generację jest często (może nawet zawsze) motorem silnych prądów poetyckich. I tutaj chyba warto zwrócić uwagę, że zwykle istotą takiego buntu jest pragnienie urządzenia świata inaczej niż dotąd. Myślę, że z tego na przykład wynika, że niektóre bunty będą buntami antyliberalnymi, będą namawiały do powrotu do zasad bardziej usztywnionych, bardziej sformalizowanych (na przykład zdaje się, że Horacy i jego współcześni reprezentowali ten kierunek). Nawiasem mówiąc zaczynamy dochodzić powoli do granicy 20 lat po epoce brulionu. Czas na nowe pokolenie poetów. Ciekawe, jakie ono będzie. alx d

Tymczasem niektórzy szukają formy bardziej pojemnej, inni czystszej. Niektórzy podejmują próby pisania pozarozumowego, inni zaś zaangażowanego. Wymóg formalny w każdym razie pomaga, prowadzi, narzuca pewną drogę, nieznany kierunek, że o kunsztowności utworu nie wspomnę. Tak jak ograniczenia w naturalny sposób zmuszają do kombinowania. (Co nie znaczy od razu pisania sonetów czy sestyn, bowiem już styl pisania jest jak gdyby pewnego rodzaju rygorem).--mat

No właśnie, zdaje się o formie rozumianej jako styl pisał J. Przyboś w swoich esejach dotyczących poetyki. I tutaj się pojawia pytanie - na ile zasady stylu decydują o jakości utworu. Czy może chodzi o to, że o jakości decyduje obiektywna trudność realizacji formy? A może chodzi tutaj o jej niezwykłość? alx d

Sądze, że styl w dużej mierze wpływa na jakość, albowiem świadczy o oryginalności. To wszystko się jakoś tam łączy, ale myślę, że trudność w realizacji formy będzie wyróżnikiem sprawności niejako technicznej, niekoniecznie poetyckiej, lirycznej.--mat

Coś w tym jest, bo przecież samo namalowanie skomplikowanego pejzażu nie zrobi z tak powstałego obrazu dzieła sztuki. A tak przy okazji - drobny i skomplikowany utwór wyrażony za pomocą języka, powiedzmy niech będzie taki, że uznamy go za dzieło sztuki - czy taki utwór musi być liryczny? alx d

Ech, jakoś się kurczowo trzymam tej liryki. To dlatego, że chyba najbardziej podobją mi się wiersze o lekkim zabarwieniu lirycznym:-) --mat

Zobaczmy jeszcze:

[...] jest czymś wspaniałym mieć na podorędziu te najprzeróżniejsze mechanizmy, więc kiedy coś mi nie idzie, to sobie natychmiast mówię: zaraz, zaraz, jest przecież ten rynsztunek, arsenał, magazyn pełen rzeczy, które można by zrobić, a więc jeżeli ktoś każe mi napisać coś, na przykład, okolicznościowego, to dam sobie radą bez większych trudności - nawet gdybym się czuł tak, jak dzisiejszego ranka po całej nocy picia wódki, głowa od razu zaczęłaby pracować pod wpływem pierwszej lepszej nasuwającej się rzeczy.

Harry Mathews w rozmowie w redakcji "Literatury na Świecie" w październiku 1998 roku[1]

Natomiast Alx podrzucił następujący cytat:

Wyjście od Przybosia

Ażeby powstała nowa liryka, musi się wedrzeć w skomplikowane muzeum form bezforemna pierwotność po to, aby w tym świecie zastanych konwencji przemienić porządek i zaproponować nową jego zasadę. Poezja bowiem jest przeciwieństwem umowności, jest buntem przeciw literackości, jest nieustającym kryzysem piśmiennictwa. Można by zaryzykować paradoks, że poezja rodzi się z zaprzeczenia poezji, tj. poezji ułożonej już i utrwalonej w wierszu.

Z "teorii poznania" lirycznego, J. Przyboś[2]

W sensie walki o oryginalność (stylu a nawet formy) mógłbym się zgodzić z Przybosiem, jeżeli chodzi o bezforemną pierwotność - idąc tokiem moich wynurzeń, nie bardzo (żebym się tylko w nich nie zagmatwał). Bezforemna pierwotność jest bardzo pociągająca - Breton zdawał się wiedzieć o tym doskonale. To naturalna i pierwsza jak gdyby myśl poety, który jest - że tak powiem - świadom poezjowania, lecz prowadzi ona chyba do pewnej niemocy - takim a nie innym materiałem dysponujemy. Głównym działaniem w tym zakresie, a przynajmniej najbardziej spektakularnym i ożywczym w pewnym sensie, okazuje się świadome ograniczanie czynnika ludzkiego w tworzeniu, każdy poeta dąży do uniwersum - to chyba jasne:), ale niektórzy próbują poddać się jakiejś innej sile (?), która rzekomo miałaby dyktować wiersze. W tym całym procesie twórczym człowiek raczej pozostaje najważniejszy - Breton też zauważał, że różnice w osobowości mają wpływ na efekt końcowy zapisu automatycznego. Tak więc, żeby już powoli zmierzać do końca, wiersz wolny nie jest nigdy do końca wolny. A teraz tak: forma pomaga w wyzwalaniu energii przy czytaniu tekstu lirycznego. Oczywiście wariatem nie jestem i stawiam znak równości między wierszem poddanym jakimś regułom (formalnym) a wierszem, który w tym zakresie korzysta ze swobody. Bowiem uważam, że największa moc energetyczna tkwi w środkach literackich. (Tym samym wszelkie pisanie bez udziału woli, choć ciekawe, nie jest to dla mnie sticte poezją). I narzuca mi się w tym momencie kwestia umiejętności pisarskich. Jestem zdania, że genialny poeta może nie potrafić pisać pantumem na przykład. Pisałem o środkach poetyckich a niniejszym chciałem zwrócić uwagę na liryzm. I z tego powodu lubię czytać różne wiersze. Zostawiając na później, zachwyt nad formą, najważniejszą, bo pierwotną właśnie, sprawą w tworzeniu poezji. I tak sobie myślę, że ów liryzm na spółkę ze środkami literackimi pełni szczególną rolę w wierszu wolnym, muszą one unieść go poetycko. Z drugiej jednak strony to właśnie biegłość w posługiwaniu się formą stanowiła niegdyś o poetyckości. --mat

A ja sobie tak myślę, że warto wprowadzić takie rozróżnienie: jest forma zadana z góry i forma (np. sonet, triolet, wiersz wolny itp.), która jest efektem końcowym. Każdy autor chyba powinien dążyć do tego, żeby ta forma końcowa była jakoś tam ciekawa, porywająca. I teraz autor, aby uzyskać ten efekt końcowy przyjmuje, że wypełnia jakąś formę zadaną z góry. I chyba pokuszę się tutaj o takie uogólnienie, że każdy autor to robi, każdy autor przed ułożeniem wiersza (a może ściślej powiedziawszy, przed ułożeniem danej redakcji wiersza) takie założenie co do realizowanej z góry formy czyni. alx d
Ale dana z góry w jakim sensie? -- mat
Zadana z góry w sensie, że jest jakiś przepis, wzór, o którego wypełnienie w danym akcie twórczym chodzi. Być może ten przepis jest bardzo prosty, np. wiersz wolny z zachowaniem jakiejś tam sensowności wypowiedzi (czyli coś w stylu utworów Szymborskiej), albo bardziej rozwinięty (co nie znaczy bardziej wyrafinowany), np. sonet włoski pisany piętnastozgłoskowcem z podziałem wersu postaci 5+5+5 i rymowaniem w tercetach postaci aab ccb. alx d

  1. ^ Rozmowa dostępna na stronie http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=240&co=txt_1626
  2. ^ Esej dostępny w zbiorze Sens poetycki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1963

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Forma"

Ostatnio zmieniane o 20:13, 30 maja 2008


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne