Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Edgar Allan Poe/Zasada poetyckości

< Edgar Allan Poe

(Poewikowa dyskusja nad tym esejem znajduje się tutaj)


Zasada Poetyckości[1]

Edgar A. POE.


Przedstawiamy tutaj wyimek ze stron wychodzącej właśnie spod prasy drukarskiej pana Redfielda nowej pozycji autorstwa pana Poe. Wyimek ów niesie ze sobą godny podziwu esej przedstawiający teorię poezji autora i stosownie prezentujący jego rozważania na temat zalet pisarstwa wielu z naszych ważniejszych autorów. Ten ostatni już tom dzieł Poe'go o objętości około sześciuset stron nosi tytuł "The Literati" i zostanie opublikowany w przybliżeniu za trzy tygodnie.[2]


Przy omawianiu zasady poetyckości nie mam na celu ani być gruntownym, ani głębokim. W trakcie rozważania, w dużym stopniu przypadkowo, istoty tego, co nazywamy poezją, moim głównym celem będzie podanie pod rozwagę kilku drobnych angielskich lub amerykańskich wierszy, które najbardziej przypadły mi do gustu, albo które w moim własnym mniemaniu wywarły na mnie szczególnie istotne wrażenie. Przez "drobne wiersze" rozumiem tutaj, oczywiście, wiersze o niewielkiej długości. Proszę mi tutaj pozwolić rzec kilka słów w związku z pewnym szczególnym prawem, które, czy to słusznie, czy nie, zawsze miało wpływ na moją krytyczną ocenę wierszy. Uważam mianowicie, że długie wiersze nie istnieją. Twierdzę, że fraza "długi wiersz" jest zwykłym złączeniem sprzecznych określeń.

Chyba nie muszę wzmiankować, że wiersz zasługuje na tę nazwę tylko o tyle, o ile wywołuje wewnętrzne poruszenie przez uwznioślenie duszy. Wartość wiersza leży w sile tego uwznioślającego pobudzenia. Jednak wszystkie emocje są ze względu na ograniczenia naszej psyche przemijające. Poziom pobudzenia, który pozwala utworowi nadać miano wiersza, nie może być utrzymany w kompozycji o dużej długości. Po upływie co najwyżej pół godziny słabnie ono, zawodzi, pojawia się odraza, po czym wiersz w efekcie i w istocie przestaje nim być.

Bez wątpienia wielu ludzi ma problem z pogodzeniem dyktatu krytyków mówiącego, że Raj utracony ma być w całości podziwiany z nabożeństwem, z absolutną niemożnością utrzymania w trakcie jego studiowania stopnia namiętności, jaki tego rodzaju dyktat by wymagał. To wielkie dzieło można uważać za poetyckie tylko, gdy tracąc z oczu ten niezbędny element każdego dzieła sztuki, jego jedność, zaczniemy je postrzegać jako zbiór krótkich wierszy. Jeśli dla zachowania jego jedności - jego całościowego efektu czy wrażenia - czytamy ten utwór (jak należałoby) za jednym posiedzeniem, wynikiem jest ciągłe przeplatanie się uniesienia i przygnębienia. Po fragmencie, który postrzegamy jako prawdziwą poezję, następuje nieuchronnie fragment banalny, do podziwu którego nie jest w stanie nas zmusić żadna krytyczna opinia. Jednak jeśli po skończeniu czytania przeczytamy ten drugi kawałek, opuszczając pierwszy - innymi słowy, zaczynając od drugiego - zdziwimy się uznając za wspaniałe coś, co wcześniej uważaliśmy za okropne, a za okropne to, co poprzednio tak nam się podobało. Z tego wszystkiego wynika, iż ostateczne, sumaryczne czy też absolutne działanie nawet najlepszego pod słońcem dzieła epickiego jest nieistotne - i jest to w samej rzeczy fakt.

Jeśli chodzi o Iliadę, to mamy, jeśli nawet nie dowód, to dobre podstawy, aby wierzyć, że w intencji miała ona być ciągiem wierszy; a przyjmując, że intencja była epicka, mogę tylko powiedzieć, że dzieło to jest oparte na fałszywym wyczuciu artyzmu. Nowoczesne dzieła epickie, przypuszczalnie wzorowane na antycznych przykładach, są przypuszczalnie ich bezmyślnym i ślepym naśladownictwem. Jednak czasy tego rodzaju anomalii artystycznych się już skończyły. Nawet jeśli kiedykolwiek jakiś bardzo długi poemat był rzeczywiście popularny, w co wątpię, to jest co najmniej oczywiste, że żaden długi poemat już nigdy więcej popularny nie będzie.

Traktowanie długości dzieła poetyckiego, ceteris paribus[3], jako miary jego wartości, wydaje się bez wątpienia, gdy w ten sposób sprawę postawimy, dosyć absurdalne - jakżesz jednak jesteśmy za takie mierzenie wdzięczni Quarterly Reviews.[4] W oczywisty sposób nie ma nic takiego w samym, abstrakcyjnie pojmowanym, rozmiarze - nie ma nic w samej obszerności, tak długo jak długo chodzi o objętość, co mogłoby tak nieustannie zasilać zachwyt płynący z tych posępnych stroniczek! Góra, upewnijmy się, napełnia nas uniesieniem, przez wywoływane poczucie fizycznego ogromu - jednak na nikim nie robi podobnego wrażenia wielkość materiału porównywalna choćby z "The Columbiad."[5] Nawet wspomniane kwartalniki nie poinstruowały nas jeszcze, aby odnosić takie wrażenie. Jeszcze jak dotąd nie upierały się byśmy mierzyli Lamartine'a stopą sześcienną lub Pollock'a[6] funtami — jednak cóż innego możemy wywnioskować z ich ciągłego piłowania na temat "nieustępliwego wysiłku"? Jeśli dzięki "nieustępliwemu wysiłkowi" jakiemuś małemu dżentelmenowi uda się stworzyć poemat epicki, to pochwalmy go szczerze za wysiłek - o ile jest to rzeczywiście rzecz godna pochwały - powstrzymajmy się jednak od wychwalania poematu ze względu na włożony wysiłek. Miejmy nadzieję, że zdrowy rozsądek w przyszłości będzie się skłaniał ku ocenianiu dzieła Sztuki ze względu na wrażenie, jakie wywołuje (efekt, jaki daje), a nie ze względu na ilość czasu poświęconą na wrażanie pióra w papier dla osiągnięcia efektu czy też na wielkość "nieustępliwego wysiłku", która wydaje się być potrzebna w efekcie do wywołania wrażenia. W istocie wytrwałość to jedna rzecz, a geniusz - całkiem inna; i wszystkie kwartalniki chrześcijańskiego świata nie są w stanie ich pomylić. Wkrótce zdanie to, do którego wielu musiałem nakłaniać, będzie odbierane jako oczywistość. Póki co zaś, potępianie go jako fałsz, nie wyrządzi mu wielkiej szkody, bo jest to prawda.

Z drugiej strony jasne jest, że wiersz może być niewłaściwie krótki. Zbytnia krótkość degeneruje się w zwykły epigramatyzm. Bardzo krótki wiersz, choć czasem olśniewiający i żywy, nigdy nie daje głębokiego ani też trwałego efektu. Konieczne jest ciągłe ciśnienie na stępel odciskający się w wosku. De Beranger stworzył niezliczoną liczbę rzeczy ostrych i poruszających, jednak w ogólności były one zbyt drobnostkowe, aby odcisnąć się głęboko w publicznej uwadze, więc jak tyle innych piórek kaprysu wzleciały w górę tylko, by mógł je zdmuchnąć wiatr.

Istotnym przykładem wpływu zbytniej krótkości na deprecjację utworu, na utrzymywanie go poza popularną perspektywą, jest ta oto cudowna mała serenada[7]:

I arise from dreams of thee
In the first sweet sleep of night,
When the winds are breathing low,
And the stars are shining bright.
I arise from dreams of thee,
And a spirit in my feet
Has led me — who knows how? —
To thy chamber-window, sweet!

The wandering airs they faint
On the dark the silent stream —
The champak odors fail
Like sweet thoughts in a dream;
The nightingale's complaint,
It dies upon her heart,
As I must die on shine,
O, beloved as thou art!

O, lift me from the grass!
I die, I faint, I fail!
Let thy love in kisses rain
On my lips and eyelids pale.
My cheek is cold and white, alas!
My heart beats loud and fast:
O, press it close to shine again,
Where it will break at last.

Prawdopodobnie bardzo mało ludzi zna te wersy, a przecież ich autorem jest poeta nie mniejszy niż Shelley. Ich ciepło, połączone z delikatną i eteryczną wyobraźnią doceni każdy, choć nikt tak dogłębnie jak ktoś, kto powstał ze słodkich snów o kimś ukochanym, aby skąpać się w aromatycznym powietrzu południowej nocy przesilenia letniego.


Jeden z najdoskonalszych utworów Willisa — według mnie najlepszy, jaki kiedykoliwiek napisał — bez wątpienia w wyniku tej samej zbytniej krótkości nie uzyskał godnej siebie pozycji tak w oczach krytyków, jak i u popularnej publiczności.[8]

The shadows lay along Broadway,
'Twas near the twilight-tide —
And slowly there a lady fair
Was walking in her pride.
Alone walk'd she; but, viewlessly,
Walk'd spirits at her side.

Peace charm'd the street beneath her feet,
And Honor charm'd the air;
And all astir looked kind on her,
And called her good as fair —
For all God ever gave to her
She kept with chary care.

She kept with care her beauties rare
From lovers warm and true —
For heart was cold to all but gold,
And the rich came not to won,
But honor'd well her charms to sell.
If priests the selling do.

Now walking there was one more fair —
A slight girl, lily-pale;
And she had unseen company
To make the spirit quail —
'Twixt Want and Scorn she walk'd forlorn,
And nothing could avail.

No mercy now can clear her brow
From this world's peace to pray
For as love's wild prayer dissolved in air,
Her woman's heart gave way! —
But the sin forgiven by Christ in Heaven
By man is cursed away!

W kompozycji tej z trudnością rozpoznamy Willisa, który przecież napisał tyle zwykłych "wierszy społecznych". Wersy tutaj są nie tylko mięsiście idealne, ale też pełne energii, a przy tym oddychają żarliwością, oczywistą szczerością uczucia, której próżno szukać w innych utworach tego autora.

Chociaż mania epicka, chociaż idea, że aby znaczyć w poezji trzeba być rozwlekłym, ze względu na swą absurdalność od paru lat stopniowo zanikała w publicznym obiegu, to widać, że zastąpiona została przez inną, zbyt oczywiście fałszywą, aby ją długo tolerować, herezję, która jednak w tym krótkim okresie, przez jaki się już utrzymuje, można powiedzieć, że bardziej zepsuła naszą literaturę poetycką niż wszyscy tej literturzy wrodzy razem wzięci. Mam tutaj na myśli herezję dydaktyzmu. Po cichu i jawnie, bezpośrednio i pośrednio zaczęto przyjmować, że podstawowym przedmiotem całej poezji jest Prawda. Mówi się, że każdy wiersz powinien zaszczepiać jakąś zasadę moralną i na jej podstawie powinna być oceniana wartość poetycka utworu. Tej szczęśliwej idei szczególnie mocno patronowaliśmy my Amerykanie, a my bostończycy bardzo szczególnie rozwinęliśmy ją w pełni. Wbiliśmy sobie do głów, że napisanie wiersza dla samego wiersza i przyznanie się, że taki był nasz zamysł, świadczy o radykalnym braku prawdziwej poetyckiej godności i siły — natomiast jeśli tylko pozwolimy sobie na wejrzenie do naszych własnych duszy, to natychmiast odkryjemy, że nie ma pod słońcem ani nie może być utworu godniejszego, w większym stopniu szlachetnego niż ten właśnie wiersz, wiersz jako taki, wiersz, który jest wierszem i niczym więcej, ten wiersz napisany dla samego napisania wiersza.

Przy szacunku do Prawdy równym temu, jaki kiedykolwiek wypełniał pierś człowieka, ograniczyłbym do pewnego stopnia sposoby jej wpajania. Ograniczyłbym je, aby je wyegzekwować. Nie ograniczałbym ich przez rozproszenie. Wymagania Prawdy są poważne. Nie ma ona litości dla śmiertelników. Wszystko to, co jest niezbędne w Pieśni jest dokładnie tym, z czym nie ma ona nic wspólnego. Plecenie wokół niej kwiatów i klejnotów to czynie z niej zwykłego paradoksu na pokaz. Do przekazywania prawdy potrzebny jest raczej język poważny niż kwiecisty. Musimy wyrażać się prosto, precyzyjnie i zwięźle. Musimy być chłodni, spokojni i bez emocji. Jednym słowem musimy być w nastroju, który jest jak tylko to możliwe, dokładną odwrotnością nastroju poetyckiego. Ktoś, kto nie dostrzega zasadniczej, przepastnej róźnicy między przekazem nastawionym na prawdę a nastawionym na poetyckość, musi być naprawdę ślepy. Ktoś, kto mimo tych róźnic, wciąż upiera się przy próbach pogodzenia upartego ognia i wody Poezji i Prawdy, musi być szalony na punkcie teorii tak, że nie ma dla niego zbawienia.

Dzieląc świat umysłu na trzy jego najbardziej oczywiste dziedziny, otrzymujemy Czysty Intelekt, Smak oraz Zmysł Etyczny. Umieściłem tutaj Smak w środku, gdyż dokładnie to miejsce zajmuje on w umyśle. Utrzymuje on bliskie stosunki z każdą z pozostałych dziedzin; z tym że od Zmysłu Etycznego oddziela go tak cienka granica, iż Arystoteles nie wahał się umieścić część działań smaku pośród cnót. Jednak główne kwatery tej trójki odznaczają się wystarczająco wyraźnie. Wszak Intelekt koncentruje się na Prawdzie, Smak mówi nam o Pięknie, a Zmysł Etyczny uważa na Powinności. Z tych ostatnich, choć Sumienie uczy nas obowiązków, zaś Rozum względów praktycznych, to Smak zadowala się przedstawianiem uroków: prowadzi wojnę z Wadą tylko na gruncie jej deformacji, jej dysproporcji, jej niechęci do pasowania, do bycia odpowiednim, harmonijnym - jednym słowem do Piękna.

Poczucie Piękna jest zatem nieśmiertelnym instynktem tkwiącym głęboko w duchu ludzkim. To właśnie ono sprawuje władzę nad jego zachwytem wobec różnorakich form, dźwięków oraz zapachów i odczuć, wśród których żyje człowiek. I tak jak lilia odtwarza się w jeziorze albo oczy Amaryllis[9] w lustrze, tak wypowiedziane lub spisane powtórzenie tych form i dźwięków, i kolorów, zapachów oraz odczuć jest duplikatem źródła zachwytu. Jednak to powtórzenie nie jest poezją. Ktoś, kto by po prostu śpiewał z jakkolwiek żarliwym entuzjazmem lub z jakkolwiek żywym oddaniem prawdy opisu widoków, dźwięków i zapachów i kolorów oraz odczuć i to w sposób odbierany jako taki przez wszystkich ludzi - to, moim zdaniem jeszcze nie udowodnił swojego prawa do boskiego tytułu. Wciąż jeszcze jest coś, czego nie udało mu się osiągnąć. Wciąż istnieje niezaspokojony ten głód, który wynika z tego, że nie pokazał nam kryształowych źródeł. Ten głód związany jest z nieśmiertelnością Człowieka. Jest on jednocześnie wynikiem i objawem jego wiecznej egzystencji. Jest to pragnienie ćmy, aby sięgnąć gwiazd. Nie jest to zwykłe uznanie wartości Piękna, które roztacza się pred nami, ale ogromny wysiłek, aby sięgnąć po piękno ponad nami. Pobudzeni ekstatycznym przewidywaniem pośmiertnej chwały usiłujemy, tworząc wielorakie kombinacje rzeczy i myśli Czasu, osiągnąć część tego Uroku, którego same pierwiastki przynależą zapewne wyłącznie do wieczności. A zatem, gdy dzięki Poezji lub dzięki Muzyce, najbardziej urzekającemu z poetyckich nastrojów, zaczynamy płakać, to szlochamy, nie tak jak przypuszcza Abbate Gravina, ze względu na nadmiar przyjemności, ale w wyniku pewnego drażniącego, niecierpliwego smutku nad naszą niezdolnością pojęcia teraz, w pełni, tu na ziemi, natychmiast i na zawsze tych boskich i radosnych przyjemności, z których dzięki wierszowi lub muzyce doświadczamy tylko krótkich i nieokreślonych przebłysków.

To dążenie, aby pojąć boski Urok — to dążenie podjęte przez odpowiednio ukształkowanych ludzi — dało światu wszystko, co ten kiedykolwiek był zdolny jednocześnie rozumieć i odczuwać jako poetyckie.

Oczywiście Nastrój Poetycki może rozwinąć się w wielu mediach - w malarstwie, rzeźbie, architekturze i tańcu - w bardzo szczególny sposób w muzyce - oraz w bardzo osobliwy sposób i to na szerokim polu w warstwie kompozycyjnej ogrodu. Naszym tematem jednak jest tylko jego objawianie się w postaci słów. Teraz zaś pozwolę zobie krótko zająć tematem rytmu. Zadowalając się pewnością, że Muzyka ze swoimi różnymi rodzajami metrum, rytmu i rymu ma tak istotny wpływ na Poezję, że nigdy w sposób rozumny nie można go zanegować; jest tak żywotnie dla Poezji ważna i z nią powiązana, że za głupiego należy uznać kogoś, kto neguje jej rolę - nie będę się zatem tutaj zatrzymywał nad uzasadnianiem jej niepodważalnego znaczenia. Zapewne to właśnie w Muzyce dusza najbardziej zbliża się do celu, do którego pobudzona Nastrojem Poetyckim z takim wysiłkiem zdąża - stworzenia boskiego Piękna. Być może w istocie w niej ten wzniosły cel jest od czasu do czasu rzeczywiście osiągany. Często przechodzą nas ciarki zachwytu, gdy wprawieni zostajemy w poczucie, że z ziemskiej harfy wydobywają się nuty, które nie mogą być obce aniołom. W związku z tym niewiele wątpliwości pozostawia stwierdzenie, że najszersze pole rozwoju poetyckiego znajduje się tam, gdzie mamy do czynienia z połączeniem Poezji z Muzyką w jej popularnym wydaniu. Dawni bardowie i minnesingerzy mieli przewagę, którą my nie dysponujemy - a Thomas Moore, śpiewając swe własne pieśni, doskonalił je w najbardziej zgodny z zasadami sztuki sposób jako wiersze.

Podsumowując: wyrażoną w słowach Poezję zdefiniowałbym jako Tworzenie Piękna przy pomocy Rytmu. Jedynym właściwym jej sędzią jest Smak. Intelekt czy Sumienie mają tutaj jedynie znaczenie poboczne. Powinność czy Prawda mają z nią związek jedynie incydentalny.

Należy się tutaj jednak kilka słów wyjaśnienia. Uważam, że przyjemność, która jest jednocześnie najczystsza, najbardziej wzniosła i najintensywniejsza, wywodzi się z kontemplacji Piękna. Jedynie w kontemplacji Piękna możliwe jest osiągnięcie przyjemnego uwznioślenia i podniecenia duszy, które rozpoznajemy jako Poetycki Nastrój, a które tak łatwo odróżnić od Prawdy, która zaspokaja Rozum, lub Pożądania, które stanowi podnietę serca. Czynię Piękno, zatem — przy czym słowo to rozumiem jako mające węższe znaczenie niż wzniosłość - czynię Piękno dziedziną wiersza, po prostu ponieważ oczywistą zasadą Sztuki jest to, że rezultaty powinny objawiać się w jak najbardziej bezpośredni sposób jako wynik ich przyczyn: nikt jak dotąd nie wykazał się wystarczającą słabością, aby zaprzeczyć, że ten szczególny rodzaj wzniosłości jest co najmniej z łatwością osiągalny w wierszu. Jednak w żadnym wypadku nie oznacza to, że impulsy Pożądania, czy nakazy Obowiązku czy nawet lekcje Prawdy nie mogą być wprowadzane do wiersza ani też powiększać jego wartości; gdyż mogą one przypadkiem, na wiele sposobów służyć ogólnemu celowi wysiłku kompozycyjnego. Jednak prawdziwy artysta zawsze stonuje je do adekwatnego podporządkowania Pięknu, które stanowi o atmosferze i prawdziwej istocie wiersza.

Nie jestem w stanie lepiej wprowadzić tych kilku wierszy, jakie przedstawię tutaj pod uwagę, niż cytując wprowadzenie do zbioru wierszy Waif[10][11] pod redakcją Longfellowa:

The day is done, and the darkness
Falls from the wings of Night,
As a feather is wafted downward
From an Eagle in his flight.

I see the lights of the village
Gleam through the rain and the mist,
And a feeling of sadness comes o'er me,
That my soul cannot resist;

A feeling of sadness and longing,
That is not akin to pain,
And resembles sorrow only
As the mist resembles the rain.

Come, read to me some poem,
Some simple and heartfelt lay,
That shall soothe this restless feeling,
And banish the thoughts of day.

Not from the grand old masters,
Not from the bards sublime,
Whose distant footsteps echo
Through the corridors of Time.

For, like strains of martial music,
Their mighty thoughts suggest
Life's endless toil and endeavor;
And to-night I long for rest.

Read from some humbler poet,
Whose songs gushed from his heart,
As showers from the clouds of summer,
Or tears from the eyelids start;

Who through long days of labor,
And nights devoid of ease,
Still heard in his soul the music
Of wonderful melodies.

Such songs have power to quiet
The restless pulse of care,
And come like the benediction
That follows after prayer.

Then read from the treasured volume
The poem of thy choice,
And lend to the rhyme of the poet
The beauty of thy voice.

And the night shall be filled with music,
And the cares that infest the day
Shall fold their tents like the Arabs,
And as silently steal away.

Przy niezbyt szerokiej wyobraźni, wersy te były słusznie docenione za delikatność wyrazu. Niektóre z obrazów są bardzo przekonujące. Nic nie może się równać —

—————— the bards sublime,
Whose distant footsteps echo
Through the corridors of Time.

Bardzo udany jest też pomysł ostatniego czterowiersza. Jednak wiersz ten jako całość głównie może być ceniony za wdzięczną frywolność metrum, która pozostaje w zgodzie z charakterem przekazywanych odczuć, a szczególnie z lekkością podejścia. Jeśli chodzi o tę "lekkość" lub naturalność literackiego stylu, to od dawna panuje podejście, aby traktować ją jako cechę zewnętrzną utworu i jako taką uważać za naprawdę trudne osiągnięcie. Rzeczywistość jest jednak inna - naturalność stylu jest trudna tylko dla kogoś, kto nigdy nie powinien mieć z nią nic wspólnego - dla kogoś nienaturalnego. Jedynie dzięki pisaniu ze zrozumieniem lub w zgodzie z instynktem ton kompozycji okazuje się być takim, że masy ludzkie go przyjmują - i oczywiście ton ten musi wciąż się zmieniać zależnie od okoliczności. Autor, który zgodnie z modą "The North American Review" będzie zawsze "spokojny" nieuchronnie w wielu wypadkach bedzie po prostu brzmieć idiotycznie lub głupio; i nie ma większego prawa być uważanym za "lekkiego" czy "naturalnego" niż cockney'owskie cacuszko lub woskowa Śpiąca Królewna.

Żaden z drobnych utworów Bryanta nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak utwór zatytułowany June. Cytuję tutaj jedynie jego fragment:[12]

There, through the long, long summer hours,
The golden light should lie,
And thick young herbs and groups of flowers
Stand in their beauty by.
The oriole should build and tell
His love-tale, close beside my cell;
The idle butterfly
Should rest him there, and there be heard
The housewife-bee and humming bird.

And what, if cheerful shouts at noon,
Come, from the village sent,
Or songs of maids, beneath the moon,
With fairy laughter blent?
And what if, in the evening light,
Betrothed lovers walk in sight
Of my low monument?
I would the lovely scene around
Might know no sadder sight nor sound.

I know, I know I should not see
The season's glorious show,
Nor would its brightness shine for me;
Nor its wild music flow;
But if, around my place of sleep,
The friends I love should come to weep,
They might not haste to go.
Soft airs and song, and the light and bloom,
Should keep them lingering by my tomb.

These to their soften'd hearts should bear
The thoughts of what has been,
And speak of one who cannot share
The gladness of the scene;
Whose part in all the pomp that fills
The circuit of the summer hills,
Is — that his grave is green;
And deeply would their hearts rejoice
To hear again his living voice.

Rytmiczny puls jest tutaj wręcz zmysłowy - nie może istnieć nic bardziej melodyjnego. Wiersz ten oddziaływał na mnie zawsze w nadzwyczajny sposób. Intensywna melancholia, która zdaje się wypływać siłą na powierzchnię wszystkich radosnych słów na temat grobu poety, przeszywa nas po samą duszę, a jednocześnie w tym dreszczu mieści się najprawdziwsze poetyckie uwznioślenie. W ten sposób uzyskane zostaje wrażenie przyjemnego smutku. A skoro w pozostałych utworach, które zamierzam tutaj przedstawić, zawsze mniej lub bardziej podobny ton jest obecny, to warto przypomnieć, że pewne piętno smutku jest nierozerwalnie związana ze wszystkimi istotniejszymi przejawami prawdziwego Piękna. Jest to w każdym razie[11]

A feeling of sadness and longing,
That is not akin to pain,
And resembles sorrow only
As the mist resembles the rain.

To piętno, o którym mówię jest jasno widoczne nawet w wierszu tak pełnym błyskotliwości i ducha jak The Health Edwarda Coate Pinckney'a:[13]

I fill this cup to one made up
Of loveliness alone,
A woman, of her gentle sex
The seeming paragon;
To whom the better elements
And kindly stars have given
A form so fair that, like the air,
'Tis less of earth than heaven.

Her every tone is music's own,
Like those of morning birds,
And something more than melody
Dwells ever in her words;
The coinage of her heart are they,
And from her lips each flows
As one may see the burden'd bee
Forth issue from the rose.

Affections are as thoughts to her,
The measures of her hours;
Her feelings have the flagrancy,
The freshness of young flowers;
And lovely passions, changing oft,
So fill her, she appears
The image of themselves by turns, —
The idol of past years!

Of her bright face one glance will trace
A picture on the brain,
And of her voice in echoing hearts
A sound must long remain;
But memory, such as mine of her,
So very much endears,
When death is nigh my latest sigh
Will not be life's, but hers.

I fill'd this cup to one made up
Of loveliness alone,
A woman, of her gentle sex
The seeming paragon —
Her health! and would on earth there stood,
Some more of such a frame,
That life might be all poetry,
And weariness a name.

Nieszczęście pana Pickney polega na tym, że urodził się za bardzo na południe. Gdyby był mieszkańcem Nowej Anglii, prawdopodobnie ta hojna klika, która od tak dawna steruje losami amerykańskiej literatury, dzierżąc w swoich rękach to coś noszące nazwę The North American Review, uznawałaby go za pierwszego z amerykańskich liryków. Przed chwilą zacytowany wiersz jest szczególnie piękny; jednak poetyckie uwznioślenie, które on wywołuje musimy przypisać głównie współodczuwanemu entuzjazmowi poety. Wybaczamy mu jego hiperbole ze względu na powagę, z jaką są wyrażane.

Nie było w żadnym razie mym zamiarem rozwodzić się nad zaletami tego, co powinienem przeczytać. Utwory te bez wątpienia przemówią same za siebie. Boccalini w swoim "Advertisements from Parnassus," opowiada o tym, jak pewnego razu Zoilus przedstawił Apollonowi bardzo ostrą krytykę pewnej doskonałej książki. Gdy bóg zapytał go o to, co jest pięknego w tym utworze. Człowiek odpowiedział, że zajmował się tylko błędami. Usłyszawszy to Apollo wręczył mu worek nieprzesianej pszenicy i kazał mu w nagrodę wydłubać wszystkie plewy.

Opowieść ta może świetnie służyć jako cios w krytykę — jednak ja nie jestem w żadnym razie pewien, czy bóg miał rację. Jestem za to w zupełności pewien, że prawdziwe granice powinności krytyka nie są wcale tak źle rozumiane. Doskonałość, szczególnie w wierszu, można rozważać w świetle pewnego aksjomatu, który wymaga jedynie, aby go odpowiednio podać, aby był sam w sobie oczywisty. Nie jest doskonałością coś, co wymaga, aby przedstawiać je jako doskonałe - a w związku z tym również w szczególności wskazywanie wartości dzieła sztuki jest jednocześnie przynaniem, że wartościami one w istocie nie są.

W zbiorze "Melodies" Thomasa Moore'a znajduje się utwór, którego wyjątkowy charakter, gdy rozumiemy go jako wiersz, znajdował się szczególnie poza polem widzenia. Mam tutaj na myśli strofy zaczynające się od słów - "Come, rest in this bosom."[14] Żaden pasaż z Byrona nie przewyższa ich intensywnej energii. Wśród tych wersów znajduje się para, która przekazuje doznanie uobecniające wszystko z całej nadprzyrodzonej pasji Miłości - doznanie, które prawdopodobnie znalazło oddźwięk w większej liczbie (i to bardziej żarliwych) ludzkich serc niż jakiekolwiek inne doznanie kiedykolwiek wyrażone słowami:

Come, rest in this bosom, my own stricken deer
Though the herd have fled from thee, thy home is still here;
Here still is the smile, that no cloud can o'ercast,
And a heart and a hand all thy own to the last.

Oh! what was love made for, if 'tis not the same
Through joy and through torment, through glory and shame?
I know not, I ask not, if guilt's in that heart,
I but know that I love thee, whatever thou art.

Thou hast call'd me thy Angel in moments of bliss,
And thy Angel I'll be, 'mid the horrors of this, —
Through the furnace, unshrinking, thy steps to pursue,
And shield thee, and save thee, — or perish there too!

W ostatnich dniach zapanowała moda, aby odmawiać Moore'owi Wyobraźni jednocześnie uznając jego Fantazyjność — rozróżnienie tych dwóch rzeczy zawdzięczamy Coleridge'owi, od którego nikt pełniej nie rozumiał wielkiej mocy Moore'a. Istotnie, fantazyjność tego poety tak bardzo dominuje nad wszystkimi innymi jego zdolnościami oraz nad fantazyjnością wszystkich innych ludzi, iż bardzo naturalnie przychodzi to ropoznanie, że jest on wyłącznie fantazyjny. Jednak nigdy nie było większej pomyłki. Nigdy nie było wyrządzone większe zło sławie prawdziwego poety. Z całego obrębu języka angielskiego nie przychodzi mi do głowy żaden wiersz głębiej, przedziwniej oparty na wyobraźni, w najlepszym tego słowa sensie, niż wersy zaczynające się od słów: "I would I were by that dim lake", które są właśnie autorstwa Thomasa Moore'a. Żałuję, że nie jestem w stanie ich zapamiętać.

Jednym z najszlachetniejszych i — jeśli już mówimy o fantazji — jednym z najbardziej fantazyjnych współczesnych poetów był Thomas Hood. Jego "Fair Ines" miała dla mnie zawsze niewyrażalny urok:[15]

O saw ye not fair Ines?
She's gone into the West,
To dazzle when the sun is down,
And rob the world of rest;
She took our daylight with her,
The smiles that we love best,
With morning blushes on her cheek,
And pearls upon her breast.

O, turn again, fair Ines,
Before the fall of night,
For fear the moon should shine alone,
And stars unrivalltd bright;
And blessed will the lover be
That walks beneath their light,
And breathes the love against thy cheek
I dare not even write!

Would I had been, fair Ines,
That gallant cavalier,
Who rode so gaily by thy side,
And whisper'd thee so near!
Were there no bonny dames at home
Or no true lovers here,
That he should cross the seas to win
The dearest of the dear?

I saw thee, lovely Ines,
Descend along the shore,
With bands of noble gentlemen,
And banners waved before;
And gentle youth and maidens gay,
And snowy plumes they wore;
It would have been a beauteous dream,
If it had been no more!

Alas, alas, fair Ines,
She went away with song,
With music waiting on her steps,
And shootings of the throng;
But some were sad and felt no mirth,
But only Music's wrong,
In sounds that sang Farewell, Farewell,
To her you've loved so long.

Farewell, farewell, fair Ines,
That vessel never bore
So fair a lady on its deck,
Nor danced so light before, —
Alas for pleasure on the sea,
And sorrow on the shore !
The smile that blest one lover's heart
Has broken many morel

"The Haunted House"[16] tego samego autora to jeden z najautentyczniej poetyckich utworów, jakie kiedykolwiek zostały napisane - jeden z najautentyczniejszych, jeden z najbardziej wzorowych, jeden z najmocniej przesiąkniętych artyzmem, zarówno w sferze tematu, jak i jego realizacji. Co więcej, wiersz ten jest niewymownie idealny — przepełniony wyobraźnią. Żałuję, że jego długość sprawia, iż nie można go zmieścić w ramach tego wykładu. Zamiast niego pozwolę sobie tutaj przedstawić powszechnie ceniony "Bridge of Sighs":[17]

One more Unfortunate,
Weary of breath,
Rashly importunate
Gone to her death!

Take her up tenderly,
Lift her with care; ——
Fashion'd so slenderly,
Young and so fair!

Look at her garments
Clinging like cerements;
Whilst the wave constantly
Drips from her clothing;
Take her up instantly,
Loving not loathing. —

Touch her not scornfully;
Think of her mournfully,
Gently and humanly;
Not of the stains of her,
All that remains of her
Now is pure womanly.

Make no deep scrutiny
Into her mutiny
Rash and undutiful;
Past all dishonor,
Death has left on her
Only the beautiful.

Still, for all slips of hers,
One of Eve's family —
Wipe those poor lips of hers
Oozing so clammily.

Loop up her tresses
Escaped from the comb,
Her fair auburn tresses;
Whilst wonderment guesses
Where was her home?

Who was her father?
Who was her mother?
Had she a sister?
Had she a brother?
Or was there a dearer one
Still, and a nearer one
Yet, than all other?

Alas! for the rarity
Of Christian charity
Under the sun!
Oh! it was pitiful!
Near a whole city full,
Home she had none.

Sisterly, brotherly,
Fatherly, motherly,
Feelings had changed:
Love, by harsh evidence,
Thrown from its eminence;
Even God's providence
Seeming estranged.

Where the lamps quiver
So far in the river,
With many a light
From window and casement
From garret to basement,
She stood, with amazement,
Houseless by night

The bleak wind of March
Made her tremble and shiver;
But not the dark arch,
Or the black flowing river:
Mad from life's history,
Glad to death's mystery,
Swift to be hurl'd —
Anywhere, anywhere
Out of the world!

In she plunged boldly,
No matter how coldly
The rough river ran, —
Over the brink of it,
Picture it, — think of it,
Dissolute Man!
Lave in it, drink of it
Then, if you can!

Take her up tenderly,
Lift her with care;
Fashion'd so slenderly,
Young, and so fair!
Ere her limbs frigidly
Stiffen too rigidly,
Decently, — kindly, —
Smooth and compose them;
And her eyes, close them,
Staring so blindly!

Dreadfully staring
Through muddy impurity,
As when with the daring
Last look of despairing
Fixed on futurity.

Perishing gloomily,
Spurred by contumely,
Cold inhumanity,
Burning insanity,
Into her rest, —
Cross her hands humbly,
As if praying dumbly,
Over her breast!
Owning her weakness,
Her evil behavior,
And leaving, with meekness,
Her sins to her Savior!

Żywość tego wiersza jest znakomita w nie mniejszym stopniu niż jego patos. Wersyfikacja, mimo iż doprowadza fantazyjność aż na granicę fantastyczności, to w zachwycający sposób pasuje do dzikiego szaleństwa, które jest założeniem tego utworu.

Wśród drobnych utworów lorda Byrona znajduje się jeden, który nigdy nie doczekał się pochwały, na jaką niewątpliwie zasługuje[18]:

Though the day of my destiny's over,
And the star of my fate hath declined
Thy soft heart refused to discover
The faults which so many could find;
Though thy soul with my grief was acquainted,
It shrunk not to share it with me,
And the love which my spirit hath painted
It never hath found but in thee.

Then when nature around me is smiling,
The last smile which answers to mine,
I do not believe it beguiling,
Because it reminds me of shine;
And when winds are at war with the ocean,
As the breasts I believed in with me,
If their billows excite an emotion,
It is that they bear me from thee.

Though the rock of my last hope is shivered,
And its fragments are sunk in the wave,
Though I feel that my soul is delivered
To pain — it shall not be its slave.
There is many a pang to pursue me:
They may crush, but they shall not contemn —
They may torture, but shall not subdue me —
'Tis of thee that I think — not of them.

Though human, thou didst not deceive me,
Though woman, thou didst not forsake,
Though loved, thou forborest to grieve me,
Though slandered, thou never couldst shake, —
Though trusted, thou didst not disclaim me,
Though parted, it was not to fly,
Though watchful, 'twas not to defame me,
Nor mute, that the world might belie.

Yet I blame not the world, nor despise it,
Nor the war of the many with one —
If my soul was not fitted to prize it,
'Twas folly not sooner to shun:
And if dearly that error hath cost me,
And more than I once could foresee,
I have found that whatever it lost me,
It could not deprive me of thee.

From the wreck of the past, which hath perished,
Thus much I at least may recall,
It hath taught me that which I most cherished
Deserved to be dearest of all:
In the desert a fountain is springing,
In the wide waste there still is a tree,
And a bird in the solitude singing,
hich speaks to my spirit of thee.

Choć rytm w powyższym przykładzie należy do najtrudniejszych z istniejących, to niełatwo dałoby się coś poprawić w jego wersyfikacji. Nigdy też szlachetniejszy temat nie angażował pióra poety. Bardzo budująca jest ta myśl, że nikt nie powinien narzekać na Los gdy w swojej niedoli wciąż zachowuje niezachwianą miłość kobiety.

Jeśli chodzi o Alfreda Tennysona, to mimo iż z całą szczerością uważam go za najszlachetniejszego z poetów, którzy kiedykolwiek żyli, zostawiłem sobie czas na zacytowanie tylko krótkiego wyjątku z jego twórczości. Mówię o nim i myślę jako o najszlachetniejszym poecie nie ze względu na to, iż wrażenie, jakie wywołuje, jest zawsze z gatunku tych najgłębszych, nie dlatego, że poetyckie podniecenie, jakie wznieca, jest zawsze najintensywniejsze, ale dlatego, że jego twórczość jest zawsze niezwykle zwiewna — innymi słowy nadzwyczaj budująca i czysta. Żaden z poetów nie jest z tak małą ilością przyziemności ziemski. Przeczytam teraz wyimek jego ostatniego długiego poematu "The Princess":[19]


            Tears, idle tears, I know not what they mean,
Tears from the depth of some divine despair
Rise in the heart, and gather to the eyes,
In looking on the happy Autumn fields,
And thinking of the days that are no more.


            Fresh as the first beam glittering on a sail,
That brings our friends up from the underworld,
Sad as the last which reddens over one
That sinks with all we love below the verge;
So sad, so fresh, the days that are no more.


            Ah, sad and strange as in dark summer dawns
The earliest pipe of half-awaken'd birds
To dying ears, when unto dying eyes
The casement slowly grows a glimmering square;
So sad, so strange, the days that are no more.


            Dear as remember'd kisses after death,
And sweet as those by hopeless fancy feign'd
On lips that are for others; deep as love,
Deep as first love, and wild with all regret;
O Death in Life, the days that are no more.

Tak oto, choć bardzo pobieżnie i w niedoskonały sposób, usiłowałem przekazać swoją koncepcję Zasady Poetyckości. Celem moim było poddanie myśli, że zasada ta jest dokładnie i po prostu Ludzkim Dążeniem do Boskiego Piękna - Zasada ta ujawnia się zawsze jako uwznioślenie duszy dosyć niezależnie od tej namiętności, która zatruwa Serce, czy prawdy, która zaspokaja Rozum. Jeśli chodzi o namiętność, to niestety, ma ona tendencję raczej do poniżania niż do uwznioślania Duszy. Miłość, przeciwnie — Miłość — prawdziwy, boski ErosWenus Uranijska w odróżnieniu od Dionejskiej — to bez wątpienia najczystszy i najprawdziwszy poetycki temat. A w związku z Prawdą, jeśli, upewnijmy się co do tego, przez osiągnięcie prawdy uzyskamy poczucie harmonii w miejscu, gdzie wcześniej jej nie było widać, to natychmiast doświadczamy prawdziwie poetyckiego efektu; jednak efekt ten ma źródło wyłącznie w tym poczuciu harmonii, w najmniejszym stopniu natomiast nie w prawdzie, która służyła tutaj jedynie ujawnieniu tej zgodności, o której tutaj mowa.

Jednak bardziej bezpośrednio dotrze do nas ta unikalna idea, czym jest prawdziwa Poezja, gdy po prostu odwołamy się do tych kilku prostych elementów, jakie wywołują w samym Poecie efekt poetycki, który rozpoznaje on jako ambrozję żywiącą jego duszę — w jasnych kulach, które jaśnieją w Niebie — w spiralach kwiatu — w kępach niskich krzewów — w falowaniu pól ze zbożem — w przekrzywieniu wysokich wschodnich drzew — w niebieskiej dalekości gór — w zgrupowaniu chmur — w migotaniu na wpół ukrytych strumieni — w błyskach srebrnych rzek — w spokoju odosobnionych jezior — w odbijających gwiazdy samotnych studniach. Dostrzega on ją w śpiewie ptaków — w harfie Bolosa[20] — w westchnieniach nocnego wiatru — w żalącym się głosie lasu — w fali przyboju, która skarży się brzegowi — w świeżym oddechu ostępów — w zapachu fioletu — w zmysłowym aromacie hiacynta — w sugestywnej woni, która dobiega doń w szarą godzinę gdzieś z dalekich, nieodkrytych wysp, przez niewyraźne oceany, bezkresne i niezbadane. Poeta ma ją we wszystkich szlachetnych myślach — we wszystkich nieziemskich motywach — we wszystkich świętych impulsach — we wszystkich rycerskic, hojnych i pełnych poświęcenia czynach. Czuje on ją w pięknie kobiety — w gracji jej kroków — w blasku jej oczu — w melodii jej głosu — w jej miękkim śmiechu, w jej westchnieniu — w harmonii szelestu jej szat. Odczuwaa to głęboko w jej ujmujących czułościach — w jej płonących uniesieniach — w jej łagodnej życzliwości — w jej potulnej i pełnej poświęcenia wytrwałości — lecz nade wszystko — ach, dalece nade wszystko, on klęczy przed tym — oddaje cześć temu w wierze, w czystości, sile i prawdziwie boskim majestacie — jej miłości.

Pozwolę sobie zakończyć przedstawieniem jeszcze jednego krótkiego wiersza, który będzie się znacząco różnił w charakterze od wszystkich dotąd tutaj przytoczonych. Autorem jego jest Motherwell i nosi tytuł "The Song of the Cavalier." Przy naszym nowoczesnym i w pełni racjonalnym podejściu, uznającym absurdalność i bezbożność działań wojennych, stan naszej świadomości nie współgra najlepiej z współodczuwaniem zawartych tam uczuć, a co za tym idzie nie pozwala docenić prawdziwą doskonałość tego utworu. Musielibyśmy utożsamić się w naszej wyobraźni z duszą dawnego rycerza.[21]

Then mounte! then mounte, brave gallants all,
And don your helmes amaine:
Deathe's couriers. Fame and Honor call
Us to the field againe.
No shrewish teares shall fill your eye
When the sword-hilt's in our hand, —
Heart-whole we'll part, and no whit sighe
For the fayrest of the land;
Let piping swaine, and craven wight,
Thus weepe and puling crye,
Our business is like men to fight.
Andhero-like to die!

Odnośniki

  1. ^ Edgar Allan Poe, "The Poetic Principle" (B), Home Journal, 31 sierpnia, 1850, s. 1, kolumny 1 -6
  2. ^ Wstępna wstawka pochodzi od redakcji Home Journal. Internetowa edycja The Literati znajduje się na stronach The Edgar Allan Poe Society of Baltimore
  3. ^ przy tych samych okolicznościach
  4. ^ Aluzja prawdopodobnie do wpływowych brytyjskich pism literackich z początku XIX wieku: Quarterly Review oraz Foreign Quarterly Review (Foreign Quarterly Review oskarżył nawet w pewnym momencie Poe'go o imitowanie Tennysona). Najprawdopodobniej jednak aluzja ta dotyczy Boston Quarterly Review - Poe funkcjonował jako zajadły krytyk bostońskiego życia literackiego. Esej zawiera mnóstwo innych aluzji do tej strony jego działalności literackiej. Raczej nie chodzi tutaj o wydawany w Pensylwanii American Quarterly Review.
  5. ^ Subtelna aluzja łącząca w sobie odwołanie do dużej armaty oraz poematu w 10 księgach Joela Barlowa p.t. The Columbiad. W poemacie oczywiście nie chodzi o armatę, a raczej o heroiczne przedstawienie losów Kolumba.
  6. ^ Poe prawdopodobnie miał na myśli tutaj Roberta Polloka, którego poemat Course of Time z 1827 r. osiągnął niezwykłą popularność. Utwór ten sprzedał się do 1868 roku w 78000 kopii, co jak na tamte czasy było ilością ogromną; najbardziej popularny w Szkocji miał też swoje wydania w Stanach Zjednoczonych.
  7. ^ Percy Bysshe Shelley - The Indian Serenade (ang. Indiańska serenada)
  8. ^ Wiersz p.t. Unseen Spirits autorstwa Nathaniela Parkera Willisa
  9. ^ Nimfa z otoczenia rzymskiej bogini Diany
  10. ^ The Waif (ang. porzucone, bezdomne dziecko) było zbiorem ulubionych wierszy Henry'ego Longfellowa, który zredagował i wydał on sam w roku 1845. Zbiór ten spotkał się z ciepłym przyjęciem E.A. Poe'go w recenzji z 13-14 stycznia 1845 umieszczonej w New York Evening Mirror. Recenzja ta jednak stała się przedmiotem konrowersji, gdyż Poe zwrócił uwagę na znaczący brak w wyborze Longfellowa poetów amerykańskich.
  11. ^ 11,0 11,1 Zacytowany jest tutaj wiersz Henry'ego Wadswortha Longfellowa, The Day Is Done (ang. Dzień się skończył)
  12. ^ William Cullen Bryant, June (ang. Czerwiec), Poe cytuje tutaj strofy 3-6 tego sześciostrofowego wiersza.
  13. ^ Edward Coate Pinkney, A Health. Poe podaje ortografię nazwiska i tytułu wiersza odmienną od przyjętej na przykład w Yale Book of American Verse pod redakcją homasa R. Lounsbury. Pozycja ta podaje też inny układ wersów - w tamtejszej redakcji strofy są czterowersowe i każdy wers jest złożeniem dwóch kolejnych zamieszczonych tutaj.
  14. ^ Thomas Moore, Come, rest in this bosom (ang. Chodź, spocznij na tym łonie)
  15. ^ Thomas Hood, Fair Ines (ang. Jasnowłosa Ines)
  16. ^ Utwór The Haunted House (ang. Nawiedzony dom) Thomasa Hooda można znaleźć na przykład tutaj.
  17. ^ Thomas Hood, Bridge of Sighs (ang. Most westchnień). Chodzi o ten most.
  18. ^ George Gordon Byron, To Augusta (ang. Do Augusty)
  19. ^ Tears, idle tears (ang. łzy, puste łzy) to fragment IV księgi poematu The Princess: A Medley (ang. Księżniczka - składanka) Alfreda Tennysona z roku 1847. Całą IV księgę po angielsku można znaleźć tutaj
  20. ^ Możliwe, że chodziło tutaj Poemu o harfę z greckiej miejscowości Wolos, która jednak nie słynęła specjalnie z harf. Inna możliwość jest taka, że chodzi tutaj o niejakiego Bolosa z Mendes, który żył ok. 200 r. p.n.e., nauczyciela Demokryta. Przeciwko tej hipotezie przemawia jednak to, iż również ten Grek nie był specjalnie znany ze swojej harfy. Jeszcze jedna naiwna hipoteza, jaką tutaj można mieć, jest taka, że chodzi o przekręcone nazwisko Briana Boru, który rzeczywiście używał harfy.
  21. ^ Poe przytacza tutaj fragment wiersza "The Song of the Cavalier" (ang. Pieśń rycerza) Williama Motherwella, cały wiersz można znaleźć w zasobach Projektu Gutenberg w e-książce The World's Best Poetry (ang. Najlepsze poezje świata) z roku 1904 pod redakcją Blissa Carmana; tekst tomu 8, w którym znajduje się wiersz, można znaleźć tutaj.

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Edgar_Allan_Poe/Zasada_poetycko%C5%9Bci"

Ostatnio zmieniane o 06:49, 13 marca 2013


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne