Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Autonomia czy zaangażowanie

"Jeśli chcemy, by poezja na powrót stała się przedmiotem społecznych debat, zwracajmy szczególną uwagę na twórców przełamujących romantyczno-modernistyczne stereotypy poety i funkcji poezji, a także uczmy krytyków nowego języka opisu, w którym bazą dla liryki jest nie człowiek ze swoimi egzystencjalnymi problemami, metafizycznymi lękami i głęboko humanistycznym podejściem do uniwersalnych wartości, ale społeczeństwo, przemiany kulturowe, warunki ekonomiczne i nieustanna walka światopoglądowa, w której - czy tego chcemy, czy nie - uczestniczy także poezja."


Igor Stokfiszewski: „Polska poezja uników” w „Gazeta Wyborcza" 8 lutego 2007


Zobacz też dyskusję pt Poezja masowa.

Spis treści

Pytania


Zobacz też tutaj.

Kierunki do namysłu

Grafika:Wykres.png


Grafika:Wykres2.png


Dyskusja

Powyższe potraktować jako przyczynek do dyskusji

Zabawne! Poezja, to poezja. A tu przychodzi frajer i ma czelność mnie zaprzęgać. Co za zaślepienie i głupota!

Jedynym celem społecznym poezji jest danie okazji czytelnikom do bycia poetami. Przecież połowę wiersza tworzy czytelnik.

Poezja ma własny materiał, który faworyzuje. Jest nim wszystko, co jest związane ze zmysłami. Dlatego utalentowany Majakowski jednak nie umywał się do Jesienina. Bo "partia" nie jest wdzięcznym obiektem dla poezji, jest apoetycka, ma ładunek pozazmysłowy. Tłum, tłuszcza, banda, oddział wojskowy, szereg (ludzi), tyraliera, załoga, korowód ... - są poetyckie, bo dają coś zmysłom. A "partia" poetycko - biurokratyczną figę z makiem. Podobnie entuzjastyczna "ręka milionopalca..." jest patologicznie zdegenerowanym, ohydnym obrazem, który przełknąć może tylko ideowiec, ale nie wrażliwy na poezję czytelnik.

Owszem, jednym z zadań poezji jest bycie świadkiem swoich czasów. Jednak nie w (za)duchu Stokfiszewskiego.

-- wlod


Już kilkakrotnie podchodziłem do tego tematu, lecz za każdym razem konstatowałem, że nie bardzo łapię przywołane tu słowa z Wyborczej. Dlaczego mamy przełamywać modernistyczne i romantyczne stereotypy i funkcje poezji? Czy chodzi o to, że świat poszedł naprzód i nie są one w żadnym wypadku atrakcyjne dla szerokiej świadomości? Wyobrażam sobie, że w romantyźmie poezja miała dużo większe oddziaływanie, ale czy poezja, u której podstaw znajdziemy albo będziemy chcieli znależć walkę światopoglądową czy dzisiejsze warunki ekonomiczne to faktycznie złoty środek? Chodzi o to, aby w naszych warunkach znależć dla poezji jakąś sensowną, społeczną można by rzec, rolę - jak sobie to tłumaczę - ale czy zachodzi taka potrzeba? Dlaczego mielibyśmy poprzez pisanie wierszy załatwiać coś o charakterze ponadjednostkowym, w sensie: ważnym dla ogółu? Czy są odpowiednio ważne pobudki? Czy jest coś z czym większość chciałaby się utożsamić? Wreszcie czy mamy tu i teraz poezję, dla której bazą są przemiany kulturowe czy też społeczeństwo? Żeby poezja stała się przedmiotem debat musielibyśmy powziąć pewne kroki, podjać określony według artykułu wysiłek, czy to nie będzie już pewne zafałszowanie poezji i jej - przyznaję dośc niefortunne wyrażenie - funkcji? W jakim stopniu mamy w naszych realiach do czynienia z poezją zaangażowaną (nie w kwestiach wiary na przykład, ale w sensie społecznym)? W jaki sposób mamy uczyć krytyków nowego opisu? A gdy się będziemy skupiać na egzystencjalnych problemach, to nie mamy szans na oddżwięk w mediach dajmy na to? Może chodzi o to, żeby zacząć czytać wiersze w inny sposób - kładać nacisk na tę wspomnianą bazę? Czy da się? Którzy poeci przełamują stereotypu romantyczno-modernistyczne? Co? --mat

Ja z tym przełamywaniem, to też nie do końca kapuję. Paradygmat romantyczny był już na wiele sposobów przełamywany, a prezentowana przez Igora Stokfiszewskiego pozycja to jak dla mnie bardziej nawrót do paradygmatu romantycznego (w sensie takim, że wtedy poezja była bardzo mocno zaangażowana w problemy społeczne). Jeśli chodzi o rolę społeczną poezji, to czy ona jest potrzebna, czy nie, to jest sprawa użytkowników (poetów). Wydaje mi się też, że obecnie dosyć mocno wyrażana jest przez poetów i krytyków taka postawa, że poezja zaangażowana społecznie nie jest dobrym kierunkiem. Wydaje się zresztą, że to jest naturalna reakcja na niesamowicie silnie zaangażowaną społecznie poezję poprzednich pokoleń (Herbert, Miłosz, Szymborska, Różewicz, ale także Zagajewski, Barańczak, Krynicki). Osobiście myślę jednak, że poezja, a zwłaszcza poezja polska nie dorobiła się (wystarczająco dużo) czytelników, którzy byliby w stanie ją czytać. Oczywiście jednym ze sposobów dorabiania się czytelników jest jakiś skandal, wystąpienie w dzienniku telewizyjnym, zagranie w telenoweli. I w takich kontekstach oczywiście obecnie ma szansę zaistnieć tylko poezja społecznie zaangażowana. Ale to nie jest jedyna droga. Inna droga to pokazać ludziom, jak można czytać wiersze, aby to sprawiało przyjemność. Ludzie czytają prozę dla przyjemności - dlaczego nie mogliby w tej samej funkcji używać wierszy? alx d

No właśnie jest tu jakaś sprzeczność z tym romantyzmem. Natomiast jeżeli chodzi o Twoje ostatnie słowa - wielu z moich kumpli widziałem czytających prozę, wielu z nich mogę sobie przy tej czynności wyobrazić, ale wiersze, daj spokój/w życiu/zapomnij. Z góry przepraszam za mocny cytat, ale kiedyś - dawno temu co prawda - byłem na turnieju jednego wiersza, który odbywał się w klubie. Jakiś koleś zagadnięty prze barmankę czemu nie bierze udziału, odpowiedział: "Ja!? Nie jestem gejem!". --mat

No właśnie - i tu myślę jest problem. Jak przezwyciężyć ten stereotyp? Na mój chłopski rozum, to jest tak, że proza daje człowiekowi poczucie oderwania od jego własnego świata, jest wejściem w świat inny, niejako zastępujący tu i teraz rzeczywistości (czasem ten świat mówi nam coś o naszym własnym świecie, ale to jako konkluzję, natomiast przez całą rozciągłość prozy, świat przedstawiony jest światem innym). W przypadku wiersza natomiast jest trochę inaczej. Nie można się oderwać od siebie czytając poezję, bo poezja to w dużej mierze zachęta do interpretacji samego siebie, do wejścia w siebie. I to chyba jest zniechęcające. I traz można z tą obserwacją robić dwie rzeczy - oswajać ludzi z patrzeniem w siebie albo pisać wiersze, które są bardziej nastawione na podawanie "świata innego". A może ktoś ma inne przemyślenia na ten temat? alx d
Bardzo trafna analiza. To drugie rozwiązanie odpada. Pierwsze też chyba niemożliwe:-) Potrzebna byłaby może po prostu wielka tuba, za pomocą której powiedziałoby się wszystkim co należy:-) --mat

Dla podkręcenia dyskusji inny cytat:

A więc poezja spuściła z tonu. To jest najważniejsza zmiana. Wróciła do przyrodzonych ram. Już nie dowartościowuje się jej aurą oporu, nie namaszcza poety na ludowego trybuna. Tak jakby większość (i piszących, i czytających) zdała sobie sprawę, że ilość operacji językowych jest jednak skończona. I że są to tylko operacje językowe, najczęściej niemające przełożenia na postawy, kształtowanie, wpływ. Dusz ludzkich już się nie urabia. Słyszę głosy wołające się o pozostawienie poezji w spokoju, w niszy eksperymentu i ryzyka. Mówi się o niej jak o hazardzie, ekscesie, celebrowanej nieobliczalności wolnego artysty. Prosi, żeby nie robić z niej jakiegoś komunikantu na narodowej mszy, argumentu w ideologicznych przetargach. W zaciszach domowych tworzy się mikroświaty, które krążą wśród znawców i znajomych, przydając życiu tajemniczości i pikanterii. Poezja jako towarzyski obowiązek pewnych sfer. Nic więcej.

Karol Maliszewski [1]

Kiedy łączę sobie tę uwagę Maliszewskiego, z wołaniami tu i tam Igora Stokwiszewskiego, to zaczynam dochodzić do wniosku, że wołania o zaangażowanie, to tylko pewnego rodzaju przykrywka, albo sposób rozwiązania innego zupełnie problemu, a mianowicie tego, że poezja ciągle pozostaje sztuką niszową, która jest obiektem zainteresowania niewielu osób. Nie wywołuje nie tylko skandali, ale nawet większych dyskusji, tomiki poetyckie nie trafiają pod strzechy, a przeciętny, że tak to ujmę "image" tego czym jest poezja u przeciętnego średniowykształconego człowieka w Polsce jest misz-maszem młodopolsko-sentymentalnym. -- M M

Nie wiem czy to jest powód do radości piszących, do ich smutku, czy do zaakceptowania. Myślę, że do tego ostatniego. Natomiast dyskurs na temat poezji wydaje mi się coraz mniej możliwy. No i to jest powód do radości. dobosz

O kurcze, czemu (niemożliwy i powód do radości)? --mat

Jeżeli poezja nie chce poddać się dyskursowi, to radość i duma dla poetów, bo to znaczy, że ma w sobie pierwiastek boski. Oczywiście żartuję. Z dugiej strony ta cecha poezji jak najbardziej może stać się powodem do zostania bufonem ;) dobosz
No ale właśnie istoty boskie zwykle wchodzą w dialog z człowiekiem, więc i wchodzą w sferę dyskursu. Jedyne, co nie poddaje się dyskursowi, to chaos ;-) Natomiast dyskutować o poezji i należy, i trzeba, bo jak całkiem ta dyskusja zaniknie, to i samej poezji nie będzie.
Natomiast nawoływanie Stokfiszewskiego wydaje mi się jakieś takie nie na miejscu, bo brzmi to jak nawoływanie ludzi do jeżdżenia samochodami. Poezja polska jest zaangażowana społecznie. Wystarczy poczytać, żeby się przekonać. alx d
Ale jaki Chaos?dobosz
Skoro poezja miała niegdyś taką pozycję jaką miała, to chyba można przyjąć, że to była sytuacja naturalna. Poezja ma ogromne możłiwości jako środek wyrazu. Tęsknota za tym (u niektórych), żeby z niszy wyszła też wydaje mi się jak najbardziej naturalna. Co trzeba byłoby zrobić, żeby zmienić jej status - ale tak konkretnie? Jestem bardzo ciekaw jak tak na prawdę poezja była postrzegana " na ulicy" za czasów Nowej Fali. Może tak samo jak teraz? Czy myślicie, że dobrze byłoby, żeby wyszła z tej niszy czy nie?--mat
Moim zdaniem pytanie nie brzmi: czy dobrze, żeby wyszła, ale co trzeba by było zrobić, do czego sie posunąć, żeby wyszła. dobosz
A ja sobie myślę, że kiedyś cała literatura była elitarna. Z czasem proza przestała być elitarna, a stała się produktem masowym (oprócz tego, że miejscami jest elitarna). Natomiast poezja w swoim głównym nurcie, i to we wszystkich znanych mi literaturach, nie wyszła poza krąg odbiorców elitarnych. De facto, ze znanych mi statystyk wynika, że nakłady dobrych tomów wierszy (w odróżnieniu od genialnych) teraz i sto lat temu są liczbowo porównywalne. I to jest chyba jeszcze jedna cegiełka do tej dyskusji. Jest też taka poezja, która znajduje się obecnie w masowym obiegu (Poświatowska, Twardowski, Herbert, Miłosz, Różewicz, Szymborska, kiedyś także Sted). Tyle, że panuje takie przekonanie, że jak już coś tam trafia, to automatycznie wypada poza główny nurt poezji i to nie przez pogorszenie jakości, ale przez sam fakt umasowienia się. Oczywiście takie umasowienie jest stosunkowo rzadkim zjawiskiem. Natomiast myślę, że to, nad czym warto się zastanowić to ten paradoks, że proza nawet taka sobie z łatwością osiąga masowy nakład, a poezji na tym samym poziomie krytycznoliterackiego odbioru przychodzi to znacznie trudniej. I tu waro się chyba pochylić nad tym fenomenem - dlaczego łatwiej jest wziąć do pociągu tanią powieść czy ilustrowany tygodnik niż tomik wierszy. alx d
Alx, wyraziłeś wyżej ciekawy sąd. Muszę te słowa o umasowieniu poezji (a tym samym o wypadnięcie jej z głównego nurtu) wziąść sobie pod światło. mat

A tak na marginesie - trudno byłoby chyba wskazać poezję komercyjną. Lub chociaż powiedzieć jak miałaby wyglądać. --mat

Nie wiem, czy to byłaby komercyjna, ale myślę, że założenia "poezji do pociągu" powinny być takie:
  • podstawą jednostką kompozycji nie jest wiersz, a tomik poezji,
  • tomik poezji powinien dawać się przeczytać przeciętnemu czytelnikowi za jednym posiedzeniem,
  • tomik poezji powinien zachęcać czytelnika do wracania przynajmniej do niektórych momentów.
Jeszcze inną formą umasowienia mogłyby być tourne poety po kraju. Niestety tutaj sprawa rozbija się o dosyć wysokie koszty. Sam dojazd należy szacować na średnio 150 złotych na jeden występ. To dosyć dużo, bo wtedy przejazd zwraca się przy cenie 10 zł i obecności 15 osób na spotkaniu, co jest myśle bardzo optymistyczne (niby że 15 osób chciałoby zapłacić za taką imprezę dyszkę). alx d

Ja dodam jeszcze: żeby wyszła na trwałe. --mat

Na trwałe to niemożliwe ;-) alx d
No to nie ma chyba o co kruszyć kopii:-)--mat
No może, jak by sie udało na 20 lat, to nie byłoby tak bez sensu? alx d

A jeszcze wracając, a raczej nawiązując do wykresów u góry, nie macie takiego wrażenia, że autorzy, którzy cenią wolność, bardziej idą w kierunku języka, podczas gdy zaangażowanie jest powiązane z pewnymi ograniczeniami, z wpasowywaniem się w jakiś określony światopogląd, z pewnym nawet narzucaniem światopoglądu, z ograniczaniem wolności poglądów? -- M M

No tak, to są niby jakieś takie zebrane w przyrodzie wyniki doświadczalne, ale należy pamiętać, że przecież tacy tradycjonalistyczni pisarze, jak Eliot czy Z. Herbert używali stosunkowo nowej formy wiersza wolnego (a przynajmniej nowej w kontekście poezji lirycznej). Oczywiście jest tak, że poeci związani z tradycją muszą się jakoś do niej odwoływać, natomiast poeci "postępu" będą od tych nawiązań uciekać (na przykład przez napinanie do granic możliwości konwencji językowych), ale ja jestem sobie w stanie wyobrazić dobrą poezję z kręgu tradycjonalistycznego wyrażoną metodami poezji lingwistycznej oraz bardzo postępowe trzynastozgłoskowce. Myślę, że ten podział ma pewne uzasadnienie, ale we mnie budzi jakieś takie mieszane uczucia - chciałoby się widzieć więcej prób mieszania tradycjonalnych treści z nowoczesnymi formami i vice versa. alx d
No i znowu to wszystko zależy od wszystkiego, poeci Nowej Prywatności dążąc do niezależności i wolności pisali o sobie i swojej egzystencji głównie bez uciekania się w strukturę języka. mat

Twórczość ludowa

Wątek w nawiązaniu do tej wypowiedzi.

Twórczość ludowa, w tym poetycka, to też literatura. Istniała wcześniej niż twórczość "oficjalna". Nigdy twórczość ludowa nie była elitarna. -- wlod

No, jeśli tak rozszerzyć przedmiot naszej dyskusji, to w tej chwili poezja ma się w masowym odbiorze doskonale (wymieniam bez specjalnego zastanowienia nad kolejnością i rangą): Staszewski, Bartosiewicz, Nosowska, Janerka, Waglewski (a może nawet i Ciechowski) to autorzy doskonałych wierszy. alx d
Tyle, że w świadomości społeczeństwa nie funkcjonują oni jako poeci. -- mat
Ale chyba nie bardziej i nie mniej niż autorzy utworów w stylu:

Idzie dysc idzie dysc,
Idzie sikawica
Uleje, usiece, uleje usiece
Uleje usiece, Janickowe lica.

Prawda? alx d
A - i tu byś widział tę poezję zaangażowaną społecznie? --mat
A to na przykład nie jest:

Miał mieć łatwe życie słoń
Bóg dał mu na kurdupli broń
Trwa zaś powinność wszelka
Mimo tej wady kurdupelka
By zawsze w kłopot wprawiać go

Lech Janerka, Powinność kurdupelka

zaangażowane społecznie? alx d

Nie no - oczywiście, tylko dla ogółu to nie jest poezja. A szkoda :)--mat

No tego, to akurat nie jestem pewien. Słowo poezja jest dosyć często używane w kontekście utworów Janerki i Ciechowskiego. A poza tym - to była wycieczka w kierunku poezji ludowej. Jeśli jest jakaś współczesna poezja ludowa, to właśnie są nią teksty piosenek. alx d

Pewne wiersze Jesienina można uznać za ludowe. Podobnie niektóre Władysława Rysia. Jest to swoisty honor. -- wlod

Ludowe, czy stylizowane na ludowe? alx d

Przypisy

  1. ^ Notatki krytyka (16)

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Autonomia_czy_zaanga%C5%BCowanie"

Ostatnio zmieniane o 16:52, 6 października 2011


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne