Wersja do druku Brak logowania
Zaloguj mnie | Pomoc

Andrzej Sikorski, Prawie wszystkie listy

Z twórczością Andrzeja Sikorskiego zetknąłem się dzięki antologiom: „Pokolenie, które wstępuje” (1981) oraz „Poeta jest jak dziecko” (1987). Liryki pisane tym piórem to, jak dla mnie, jedne z mocniejszych fragmentów przywołanych książek. Skupiają uwagę swoją intensywnością i gęstym obrazowaniem. Generują niesamowite wręcz emocje. I naturalnym było sięgnięcie po więcej. Mam zatem w ręku „Prawie wszystkie listy” opublikowane dwadzieścia pięć lat temu w Poznaniu. Niezwykła to pozycja, będąca zbiorem próz poetyckich wysokiej próby, na które składają się przede wszystkim listy matki i syna, ale też krótka opowieść o ptakach oraz postscriptum. Te raptem trzydzieści parę stron zawiera tyle treści, również tej dopowiedzianej sobie przez czytelnika, że na dobrą sprawę trudno mi zacząć niniejsze rozważania. Muszę przyznać, iż oswajanie się z materią tekstu, wgryzanie w jego strukturę zajęło mi sporo czasu. Możliwości interpretacyjne, jakie się przede mną otwierały, mnogość obrazów i symboli, tropów i sensów umożliwiały wielką przygodę, lecz również rozpraszały, nie pozwalając na skupienie potrzebne takiemu wyrobnikowi jak ja. Ale do rzeczy. Rozpocznę od wszechobecnych tutaj ptaków (głównie bocianów). Przytoczmy fragmenty wspomnianej opowieści:

Wtedy PAN wypalił bryłę w swym ognisku i rzekł do PTAKA: bądź mu bratem.

Albo:

Człowiek rzucał piaskiem i kamieniami w PTAKA. PTAK jednak był blisko. Człowiek ścinał drzewa, w których usypiał PTAK. PTAK był wierny.

Nasze losy zatem splecione są z tymi stworzeniami. Zazdrościmy ptakom:

Ptaki nie orzą, nie sieją a żyją.

To zdanie pojawia się w książce kilkakrotnie. Ptaki mają zdolność, której my nie posiedliśmy. U Sikorskiego jednak rzecz nie jest tak oczywista, w jakimś sensie ptaki są bowiem podobne do ludzi:

śnią o podziemiu, o głębinach.

Łączy nas więc pewna tęsknota, ale to też sprawia, że są one nam bliższe. Jest tu jednak coś jeszcze.

Ptaki porwały mi Ciebie.

Pisze matka do syna w korespondencji przepełnionej bólem, tęsknotą i poczuciem straty. Przejmująca bezradność dobywa się również z treści pisanych przez syna:

Mamo, wspinałem się po babim lecie do Ciebie. Byłem już blisko, całkiem blisko naszych okien i już miałem pukać w szybę. Wtedy wiatr nagle zerwał nić. Więc i on jest przeciwko nam? Mamo, co mam dalej robić?

W listach matki ptaki pojawiają się w zasadzie jako element wiejskiego pejzażu. U syna sprawa natomiast się komplikuje:

Mamo, teraz mieszkam sam. Chodzę po łąkach, wysoko podnoszę nogi i czatuję. Stoję na jednej nodze i to długo. Uczę się latać. Przylecę do domu zobaczyć jak tam bociany. Zostanę z nimi na słupie. Mamo, nie obraź się, nie potrzeba mi już domu. Ja będę z nimi na zawsze.

albo inny, nieco dłuższy fragment:

Mamo, już nie wylatuję nawet do szyb. Śniło mi się, że ptaki chodzą po niebie, chmurach, głową w dół. To my mamy skrzydła, rozumiesz? Ty, dziadek, ojciec, Witek, ja. Tak, tak. My chcemy latać, ale skrzydła mamy zaplątane w kłębowiska skrzydeł innych ludzi. Nasze skrzydła zawsze są całe, gotowe do lotów. Gdy chcę wzlecieć, wyrywam siłą kawałek swojego skrzydła osuwając i przyciskając równocześnie koniec Twojego, Witkowego. Drugiego już nawet nie czuję, ale wiem, że jest gdzieś głęboko pod drzewami. Tak każdy, wszyscy. Każdy chce w inną stronę, dalej i nikt się nie rusza. W drgających koniuszkach piór ciągle jest powiew obłoków.

W sposób oczywisty narzuca nam się tutaj analogia z „Ptaśkiem” Williama Whartona[1]. (Nawiasem mówiąc na kanwie niniejszego zbiorku również mógłby powstać film, nie mam co do tego wątpliwości). „Prawie wszystkie listy” to zatem rzecz – jeśli mamy skłonność do chodzenia na łatwiznę - o szaleństwie i przebywaniu w szpitalu psychiatrycznym, gdzie bohaterem opiekuje się Siostra Łucja i gdzie ma on kolegę Jana, a tej całej sytuacji winni są źli ludzie:

Jestem dobry i byłem dobry tylko ONI mówią, że chcą poprawić mnie na ludzi.

Sikorski jednak kilkakrotnie przekłada nam zwrotnicę. W onirycznej atmosferze, w imaginacjach zarówno matki, jak i syna, w surrealistycznych sytuacjach (takie są też ilustracje zdobiące książkę), w zasadzie wszystko jest możliwe. Jest ojciec, który przychodzi tylko nocą i dusi kury. Jest dziadek, który pożycza lustra od sąsiadów i rozstawia je w każdym kącie domu albo z premedytacją wynosi obrazy świętych na mróz. W istocie odniesień religijnych mamy tutaj bez liku. Relacja matki i syna rozgrywa się na szczególnej, metafizycznej płaszczyźnie, a Jan na przykład równie dobrze może być TYM Janem.

Synu dziś Niedziela Palmowa. Nie wychodź od siebie, bo mogą mi Ciebie za parę dni zamordować. Nie słuchaj żadnych śpiewów, śmiechów i pochwał. Nie wierz IM! (...) Pan będzie wiedział, że nie byłeś z NIMI i szybciej doprowadzi Cię na oślicy do Matki.

W innym liście syn pisze (pogrubienie moje):

Ogniska ukryte za pazuchą. O Boże, jak łatwo zapomina się dym ognisk pasterskich....
Konie i krowy nadsłuchujące deszczu. I ukłucie ścierniska. Zastrzyk.
Cisza. Mamo powiedz
że ja to zmyśliłem.

Mamy jednak jeszcze postscriptum - oparte jakby na bardziej stonowanym języku, pisane jak się zdaje z pozycji dojrzałego już człowieka (którego sytuacji też nie jesteśmy pewni) wspominającego te wszystkie wydarzenia i podsumowującego:

To przychodzi samo i JEST jak błoto, ciężkie jesienne błoto na podłodze po kimś, kto nie wytarł pamięci o próg. To takie proste. Idziemy obok w równoległość. Idziemy równolegle do ptaków, do domu, obok ludzi. Nie, to nie czas, Ból? Nie to nawet nie sens. TO można jeszcze dotknąć.

Tak oto kończy się ta poruszająca i sugestywna książka, dedykowana matce autora, której twarzy można dopatrzeć się na okładce. Książka stworzona niezwykle kunsztownymi frazami o osamotnieniu i w pewnym sensie zagubieniu. A nade wszystko o utracie (matki, dzieciństwa), przy lekturze bowiem stale towarzyszy nam przeczucie jakiejś nieuchronności. Do tego mamy wieś - prostą, ze swoimi rytuałami, zabobonną i jednocześnie religijną, z rytmem życia wyznaczanym przez przyrodę. I w takich okolicznościach powstają te listy, a Andrzej Sikorski daje nam możliwość lektury prawie wszystkich.

mat

Andrzej Sikorski, Prawie wszystkie listy, Wydawnictwo Poznańskie, 1987 r.

  1. ^ Pierwsze polskie wydanie "Ptaśka" - 1985 r., arkusz poetycki pt. "Listy" - 1980r.

Źródło: "http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Andrzej_Sikorski%2C_Prawie_wszystkie_listy"

Ostatnio zmieniane o 20:03, 12 lipca 2012


[PoeWiki]

Edytuj
Historia strony

Ostatnie zmiany
Losuj stronę
Lista uczestników
Co nowego?
Czerwony Pokój
Kategorie stron
Wszystkie strony


Co tu prowadzi?
Zmiany w powiązanych

Strony specjalne